Znaleziono 3723 wyniki

autor: Inkwizytor
17.05.2007, 10:53
Forum: Wykonawcy
Temat: Genesis
Odpowiedzi: 724
Odsłony: 443662

Szkoda, że zabrakło czegoś więcej z Wind and wuthering - choćby Earl of mar.
Ja chętnie bym znów usłyszał ich Turn it on again medley :lol:
autor: Inkwizytor
17.05.2007, 10:48
Forum: Pozostałe
Temat: MP3, czyli jestem piratem czy melomanem?
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 207555

Pamiętam, że Floydzi mieli takie przeboje z bodajże dwoma najsłynniejszymi bootlegami z The Best of tour 72 ( sprzedany w ok 120 tys egzemplarzy - choć może to być zaniżona liczba , ale w tym przypadku jakość dźwięku jest lepsza niż z kibla ) oraz British winter tour 74 ( tu podobno było 140 tys, ale jakość dźwięku już była słabsza...ale nadal nie tak okropna jak np Crackers z Hollywood Bowl 1972, dobrze, że z czasem wypłynęły inne źródła z tego wybornego występu ).
Internet w tej materii okazał sie zbawienny. Zaczęła się wymiana bootlegów, lub względnie pomaganie mniej wtajemniczonym. Niektórzy jak Jacek Leśniewski na pewno patrzą na to z obrzydzeniem. Lecz jeśli ktoś chce mieć Yeshkulla nie musi jechać do Berlina czy Londynu i płacić jakieś astronomiczne ceny w Funtach ( kiedyś ) czy w Euro, ale ma go na twardym dysku, okładkę również może sobie wydrukować. Ja też cieszę się, że najważniejsza stała sie muzyka - a nie snobizm, za który słono się płaciło. Choć ciemną stroną była tzw "masówka" i brak umiaru. Sam podobnie jak Tarkus przechodziłem przez taką fazę.
Zmieniło się podejście niektórych zespołów do tego zagadnienia. Jeśli jest to materiał z trasy, słabej jakości lub przeciętnej, fani traktują to jako "relikwię" i nikt nie chce za to ani grosza, to oni sami przymykają na to oko lub traktują z pobłażaniem. A co im szkodzi jak Zappa wydawać swoje bootlegi ?. Fripp też "zmądrzał" i na stronce DGM zamieścił wiele niezłego materiału jako MP3. Można tak ?..można .
autor: Inkwizytor
17.05.2007, 10:38
Forum: Pozostałe
Temat: MP3, czyli jestem piratem czy melomanem?
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 207555

Dotknąłeś na końcu - szkoda, że nie na początku, ale i tak najważniejsze, iż wspomniałeś - istotnej kwestii. Jakie ściąganie za "darmo" ?. Opłaty za internet wcale do najtańszych nie należą. Polska pod tym względem jest mocno w tyle. Choć podobno wedle niektórych analiz rynkowych rozwijamy się najszybciej w Europie. Ile można płacić za to samo ?. Pewna mi bliska osoba stwierdziła z goryczą, że jeszcze trochę a płacąc dość słono za usługę internetową będzie można sobie w ramach płaconego abonamentu - wiadomości przeczytać, lub poczatować. I nic więcej. Coraz więcej stron płatnych, jeszcze więcej gdzie się należy logować. Nawet o dostęp do dużych formatowo zdjęć coraz trudniej. A każdy chce z tego coś uszczknąć dla siebie.
Sieci p2p na pewno nie znikną. Sama idea mp3 też już powoli odchodzi do lamusa. Może jeszcze małolaty się w to bawią. Ale coraz wyraźniej swą obecność zaznaczają np torrenty. Szczególnie w przypadku bootlegów jest to dość pokaźny "rynek" i strefa działań. Pojawiają się nawet wyraźnie komunikaty osób zamieszczających takie smaczki koncertowe - by pod żadnym pozorem tym nie handlować i nie konwertować do stratnych formatów !. Wiem co nieco na temat działań policji w kwestii sieci i programów p2p i tam raczej działania ( strach, zaskoczenie i bezwzględna skuteczność ) wymierzone są nie w osoby wymieniające się lub trzymające coś dla swego domowego użytku - bo tu raczej jest sprawa zawiła, lecz raczej w kierunku tych, którzy jako pierwsi coś pirackiego zamieszczają. Chcą dotrzeć do pierwotnego źródła.
Nie wiem czy niektórzy pamiętają jaki był śmiech i uczucie niesmaku jak w stanach czy Europie policja zatrzymała kilku wystraszonych małolatów - wielkich pożal się Boże piratów, którzy mieli parę plików na krzyż. Odtrąbiono wielki sukces, a potem po cichu ich wypuścili bo naprawdę nie było za co ich przymknąć. A tajemnicą poliszynela jest fakt, iż to z wytwórni i tłoczni pochodzą przecieki materiału. Ktoś to musi zamieszczać . Nikt mi nie wmówi, że ktoś kto wydał 300 zł na box Davisa potem go z potrzeby serca zamieści za darmo by sobie inne bidusie ściągały ?
autor: Inkwizytor
17.05.2007, 09:55
Forum: Wykonawcy
Temat: Frank Zappa
Odpowiedzi: 275
Odsłony: 352539

Trudno się spierać jaka główna idea przyświecała wydania tej serii. Na pewno nie bez znaczenia miał fakt, iż muzyka i koncerty w wykonaniu innych artystów, których Zappa obserwował mocno się zmieniły. Frank krytycznie wypowiadał się o innych bandach, że obecnie ( wówczas, ale i w dużej mierze nic nie straciło ze swojej aktualności i dziś ) mało który zespół gra cokolwiek na żywo. Większość pojawiając się na scenie zwyczajnie "odmraża" swój szoł przygotowany wcześniej w domowym zaciszu. Nawet spora muzyka leci z taśm, sekwencerów itd itd. A sama publiczność i część muzyków z utęsknieniem wraca myślami do tamtych czasów, gdzie spotkanie z publicznością było dla artysty prawdziwym wyzwaniem.
Wystarczy prześledzić tylko set listy z występów Franka. Układ utworów zmieniał się z występu na występ. Jeśli zauważył, że koncert coś nie idzie, publiczność jest znudzona, nie uważa a muzycy nie wkładają w grę serca - to dawał odpowiedni znak i zmieniał całą koncepcję w trakcie jego trwania. Jest to duża różnica w porównaniu do innych grup. Nie wiem czy ktoś inny oprócz Franka robił coś takiego.
Kpina, drwina, żart, komentarze do bieżących wydarzeń publicznych, społecznych , politycznych czy obyczajowych - słynny skandal z udziałem kaznodziei Jimmiego, parodie innych zespołów - to było ważne, ale na pewno nie przesłaniało samej muzyki, Teksty Zappy były znakomite i często zrozumienie utworu bez ich analizy wydaje się być niemożliwe. Jednak sama muzyka jest tak wyborna, że na dogłębne studia nad warstwą literacką jest zadaniem na nasze kolejne wcielenie na tym świecie. :wink:
Dobrze się wszystko układało, gdy zachowana była idealna proporcja między muzyką, kpiną i literackim przesłaniem. Były czasy, gdy gadania na koncertach robiło się nieco za dużo. Sama publiczność dawała wówczas ujście swemu niezadowoleniu. A koncerty takie przyjmowane były bardzo różnie - by tylko przytoczyć trasy z Flo & Eddie czy oryginalnego Mothers tuż przed rozwiązaniem.
autor: Inkwizytor
17.05.2007, 08:28
Forum: Wykonawcy
Temat: Genesis
Odpowiedzi: 724
Odsłony: 443662

Na pewno również wzbogaci moją kolekcję. Jej poprzedniczka wydana dawno temu przez rock-serwis w bodajże 1995 autorstwa Dave`a Bowlera i Bryana Dray`a jest naprawdę bardzo dobra, jednak miejscami za dużo tam zachwytów, ochów i achów cokolwiek zespół by nie zrobił. Choć swego czasu znałem ją niemalże na pamięć. :wink:
Mnie ciekawi kiedy ukaże się zapowiadana nowa biografia King Crimson. Wiem, że jest już wydanie angielskie, z samym "błogosławieństwem" wielebnego Roberta . A kiedy ukaże się u nas w tłumaczeniu ?
autor: Inkwizytor
17.05.2007, 08:10
Forum: Wykonawcy
Temat: Frank Zappa
Odpowiedzi: 275
Odsłony: 352539

Podobnie było w moim przypadku. Choć przedzierać się przez twórczość Zappy dawno temu musiałem sam. Ale radość z odkrycia jego wyjątkowej muzyki, dojrzewania do niej i niemalże "uzależniania" była tym większa. Jednocześnie nie dziwię się, iż tak wielu by chciało, ale się boi :wink: . Z pewnością niejednemu przydałaby się taka pomoc "zappowego przewodnika" by wskazać co ciekawsze, lub wybadać czego ktoś szuka i właśnie takie płyty Franka mu wskazać.
Zgadzam się ze słowami Rockowego, nawet sam tak od bardzo dawna uważam. Kto nie zna koncertowego wydania muzyki Zappy, jego bootlegów to ma dość ograniczone o nim pojęcie - by nie powiedzieć "fragmentaryczne" i zamglone. Na ilu płytach studyjnych Frank przemycał koncertowe fragmenty to chyba tylko on sam wie.
B.J na samym początku wymienił swoje faworyty w dyskografii Franka, pozwolę sobie uczynić to samo, jednocześnie zastrzegając, iż nie jest to jakaś top-lista, różnice między miejscem 2 a 8 są minimalne, o ile w ogóle jakieś są. Gdyby mnie ktoś o to poprosił za parę dni lub miesięcy to prawdopodobnie przedstawiało by się inaczej. To są płyty, które znaczą dla mnie najwięcej. Nie muszę oczywiście dodawać, iż dla "niewtajemniczonych" lub początkujących stanowić mogą niezłą wskazówkę co warto mieć lub posłuchać.

1. Hot rats
2. Roxy and Elsewhere
3. Zappa live in New York
4. Make a jazz noise here
5. The best band you never heard in yor life
6. Baby snakes ( ale nie wersja audio, tylko koncert DVD )
7. Halloween live 1978
8. Waka-Jawaka / Grand wazoo ( są dla mnie nierozłączne )
9. Does humor belong in music ?
10. You can`t do that on stage anymore - part II - Helsinki Concert


Mógłbym jeszcze tak długo. Jednak to są rzeczy, które mi niemalże natychmiast przychodzą do głowy jeśli rzuci się hasło ulubione płyty Zappy. W moich notowaniach na pewno wysoko wbił się najnowszy koncert z Buffalo 1980 !.
Zresztą, cała seria - 12 CD - You can`t do that on stage anymore zasługuje na uznanie i przekopać się przez nią nie jest łatwo, ale warto. A sam tytuł jest jak najbardziej adekwatny - tego już na scenie, na żywo nie zrobisz więcej, lub raczej " nie uraczysz".
Co do bootlegów to lepiej łaskawie zakończę bo chyba nigdy bym nie skończył. Materiału jest masę - szkoda, iż często różnej jakości. Na początek warto zagłębić się w dwa boxy - Beat the boots I i Beat the boots II. Nie brakuje tam wybornego materiału. Ci, którzy poszukują od dawna więcej muzyki Zappy, gdyż to co mają im już nie starcza znają stronkę www.killuglyradio.com , gdzie od ładnego kawałka czasu jakiś guru bootlegerów zamieszcza co tydzień jakiś fajny koncertowy materiał. Wiele Zappy jest na www.dimeadozen.org , na emulu również można wyłowić coś ciekawego. Musiałbym przejrzeć uczciwie moje zbiory by wskazać to co warto by polecić innym, również początkującym. Na pewno jeszcze w tej kwestii się odezwę.
autor: Inkwizytor
16.05.2007, 16:25
Forum: Pozostałe
Temat: MP3, czyli jestem piratem czy melomanem?
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 207555

To że Markowski kupuje córce perfumy w Paryżu a Wiśniewski brał ślub na Grenlandii to ich sprawa. Szanuję ich pomysły, choć mogę sobie różne rzeczy myśleć o ich guście. W końcu sami zarobili, w porównaniu do niektórych posłów nikogo nie wyrolowali, nie ukradli, nie zamordowali itd.
Jednak uważam, że to wielkie wytwórnie tzw. "majorsi" okradają artystów bardziej niż piraci. Każdy wie jak skrojone są kontrakty, ile bierze wytwórnia, ile kolejni prezesi, przedstawiciele, reklamodawcy, udziałowcy itd. itd. Można wymieniać do rana. Sam artysta ma skromniutki kawałeczek z tego wielkiego torciku na który składa się cena i zysk z danej płyty. Miałem wielu znajomych w klepach płytowych i rozmowy z nimi zapadły mi głęboko w pamięć. Ich marża często była śladowa. Ba, sami czasami dla znajomych przegrywali "na lewo" różne nowości by mieć jakiś grosz, bo inaczej nowości za 60 nikt by u nich nie kupił. Mnie też szlag trafia jak słyszę wywody choćby Kukiza, który smęcił, że musiał targować się o rabat na worki cementu bo budował dom czy Hołdysa, że go i jego rodzinę okradają piraci. Choć tych ostatnich płyty nalezą względnie do tańszych w kraju.
Od paru lat rynek sprzedaży płyt leci na łeb, na szyję. Oskarża się o to piratów, a nikt nie chce spojrzeć na "siebie". Kto zrezygnuje ze swojej doli ?. Wystarczy by obniżyć ceny płyt o połowę. Piraci sami by padli bo kto by ryzykował za takie pieniądze ?. Lub niech wydają kilka wersji danej płyty - taką ekskluzywną, dla snobów, dla psycho-fans i takie skromniejsze ale bez zarzutu dla mniej zamożniejszych.
Najzabawniejsze jest to , iż każdy narzeka. Muzycy, że ich okradają wytwórnie i piraci. Ludzie - że płyty za drogie, wytwórnie na piratów. Powinno się mocno oddzielić tych, którzy za to chcą pieniędzy od ludzi zwyczajnie się wymieniających muzyką, dzięki czemu można poznać o wiele więcej rzeczy. Dawniej jak ludzie nagrywali sobie coś na kasety nie było problemu. Oczywiście nie każdy jest takim społecznikiem, że komuś nagra płytę od siebie za darmo.
autor: Inkwizytor
16.05.2007, 16:09
Forum: Wykonawcy
Temat: Genesis
Odpowiedzi: 724
Odsłony: 443662

Znów panowie ten sam problem - gusta !. Można niby na tym skończyć, ale sam coś dorzucę od siebie. Wiele osób było tak zachwyconych i oczarowanych tym co Genesis tworzyli z Gabrielem, że jego odejście spowodowało, iż dla nich stracili jako zespół rację bytu. Faktycznie, na albumach studyjnych po Wind and Wuthering mocno spuścili z tonu. Więcej miejsca znalazło się dla piosenek - chociaż nadal na wysokim poziomie. Kawałków instrumentalnych było o wiele mniej. Warto po raz chyba milionowy jako argument przytoczyć niesamowitą siłę tych kompozycji na żywo. Jeśli kogoś nie przekonuję pełne wykopu materiały wideo - Duke Revisited 1980, Three sides live, Mama tour, Live at Wembley czy naprawdę fantastyczne The way wee walk - to wszelkie dalsze dyskusje można sobie darować.
Chciałbym by w latach 80 królowały na listach same takie "szlagiery" jak Mama, Home by the sea, Domino, That`s all, czy invisible touch. Mnie podobał się sposób w jakim Collins nawiązywał dialog z publicznością. Może w pewnym momencie nadużywał pewnych grepsów, lecz jego luźna, wesołkowata i otwarta postawa była i miliony lat świetlnych oddalona od pełnych dystansu, rezerwy czy wrogości postaw innych "artystów", którzy słowem się nie odezwali, mieli gdzieś fanów lub w najlepszym razem na nich splunęli :wink: - choć na pewno same żarty i gagi na koncertach to nie wszystko. Jak wybornie Zappa wciągał publikę do zabawy na koncertach ?. Jeśli się nie dawało - to jak sam Frank opowiadał - następny kawałek proszę !
autor: Inkwizytor
16.05.2007, 14:04
Forum: Muzyka
Temat: Czego teraz słuchacie?
Odpowiedzi: 50276
Odsłony: 6743268

Steel Mill - Green eyed god.
autor: Inkwizytor
16.05.2007, 14:03
Forum: Pozostałe
Temat: MP3, czyli jestem piratem czy melomanem?
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 207555

Kolejnym argumentem w tej dyskusji jest - że przecież prawie każdy z tu obecnych ma już rodziny. Djds napisał, iż płyty kosztują średnio 40 zł. Ekhm...chciało by się powiedzieć - to były czasy, gdy tyle kosztowały. Obecnie coraz częściej ludzie chodzą do sklepów płytowych tylko tak sobie pooglądać, lub jak jeden kolega mi powiedział - by zobaczyć co tak ciekawego się ukazało, by potem w zaciszu domowym poszukać sobie tego na internecie. Wracając do rodzin - jeśli mamy do wyboru wydać 50 czy 60 zł za płytę ( i to już jest jak na ceny różnych "wynalazków'" stosunkowo niska cena ) a udać się na zakupy i zrobić jakieś zapasy czy najpotrzebniejsze rzeczy na weekend, to chyba nie muszę dodawać co dalej. Naturalnie takie moralne dylematy nie występują u osób zarabiających 4 / 5 tyś miesięcznie.
Ktoś mógłby zasugerować, to kupuj mniej i stosuj ostrą segregację płyt, które chcesz na być - śmiechu warte !.
Jak już wspomniałem są pewni artyści, których tak cenię i szanuję, że muszę mieć oryginał - Moody Blues, Camel, Marillion Weather Report itd. Inną parafią są ładnie wydane boxy i inne takie wydawnictwa - np Epitah, Projeckts King Crimson, Antologie SBB czy boxy Davisa. Nie wspomnę jednak ile wyrzeczeń to kosztuje i jakiego kaca moralnego ma się niejednokrotnie. Ile osób posiada oryginalny Great Deceiver ?. Pamiętam jak mnie odrzuciło, gdy go zobaczyłem w Empiku lub dzwoniłem do Rock-serwisu. To już jest zwyczajne połączone z sadyzmem - żerowanie na słuchaczach. Za rarytasy się płaci ?!, kto tak powiedział ?. Ja pytam - gdzie leży granica pazerności ?, lub zdrowego rozsądku. Rozumiem, że ceny są w obcych walutach - a nasza złotówka to nie funciak za najlepszych czasów. Miło było zbierać oryginały Repertoire, Green Tree Records, Si-wana, czy Second Battle. Jednak kiedyś dochodzi się do wniosku, że to absurd.
Moim zdaniem sam tytuł tego wątku - Jestem melomanem czy piratem - sorry, ale pachnie mi moralnym szantażem a la LPR - czy jestem za zabijaniem nienarodzonych czy za ochroną życia. Każdy by chciał mieć oryginały ale nie każdego stać. Mało kto jest zadowolony z posiadania "przegrywek" czy MP3 , ale póki się słucha uważnie, szanuję muzykę ( nawet na takim "niegodnym" ) nośniku to nie widzę problemu. Przecież jaka przepaść dzieli nas ( "melomanów" :wink: ) od dzieciarni, weekendowych ściemniaczy z odtwarzaczami MP3 na szyi, którym wszystko ( często ) jedno co leci, grunt by podróż autobusem i autem szybciej zlatywała...a czy to Doda czy Rubik a może Krawczyk to nie ma znaczenia.
autor: Inkwizytor
16.05.2007, 13:47
Forum: Pozostałe
Temat: MP3, czyli jestem piratem czy melomanem?
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 207555

Pirat czy złodziej, to ktoś kto nie tyle co przegrywa ( mamy podobno swobodny przepływ informacji ?), ale ktoś kto czerpie zyski i nawet od "znajomych" bierze forsę. Nie chcę się durnie chwalić, lecz wielokrotnie zdarzyło mi się dla różnych znajomych z pracy, dla rodziny czy dla jeszcze innych przegrywać "po znajomości" różne rzeczy. Ja dziś komuś to, kiedy indziej ten mi się rewanżuje, nihil novi. Trzeba być człowiekiem. Sam spotykając się z różnymi ludźmi sam z zaskoczeniem przyjmuję fakt, iż wielu nawet nie zdaje sobie sprawy z tego co i w jaki sposób można sobie dzięki internetowi ściągnąć. Tak więc owe odsączane od czci i wiary "piractwo" nie rozwinęło się u nas jeszcze tak jak się niby powszechnie uważa. Tak więc spokojnie.
Jeżeli ukazuje się coś pięknie wydane - chociażby Crimsonowe archiwalia, czy artystów, których chcę mieć oryginały to naturalnie je w takim stanie nabywam, chyba jak każdy trzeźwo myślący człowiek. Z bootlegami to trochę inna sprawa. Dawniej zdarzało mi się bywać na giełdach w Londynie i Berlinie. To już przeszłość. Nawet tam już jest inaczej. Policja ściga bootlegerów bardziej niż alfonsów.
Ja wiem jedno - to całe niby "okradanie" artystów to kolejny mit. Najbardziej boli to różnych sępów i pośredników. Same wytwórnie płytowe , które nigdy nie mają dość zysków, hurtowników i całą tą absurdalną biurokrację. Muzyk czy sam skromniutki sprzedawca w małym sklepie muzycznym są na końcu tego łańcucha pokarmowego.
Jak ktoś już okopał się na swoim stanowisku, chce zachować pozycję, wpływy i za nic nie wyrzeknie się faktu, iż stał się częścią establishmentu to będzie innych zwalczał. Taki porządek rzeczy.

Edit: wyciąłem fragment o wódce i zakąsce, ponieważ w tym miejscu wyglądał zupełnie od czapy - sheik
autor: Inkwizytor
16.05.2007, 13:43
Forum: Pozostałe
Temat: MP3, czyli jestem piratem czy melomanem?
Odpowiedzi: 134
Odsłony: 207555

Nie ma co się tak denerwować. Od dziś wiadomo, że płyty nie są tanie. A jakie są zarobki to każdy aż nader doskonale wie. Sam od dawna uważam ( i odczuwam ) że tzw "średnia krajowa" to mit, który jak papugi powtarzają dziennikarze. A dla kogoś kto ma szerokie muzyczne horyzonty to wszystko jest nie do przeskoczenia. Nie ma co takich ludzi wyzywać od "piratów" czy "złodziei" bo ktoś kto to robi, to chyba żyje w innym świecie, lub może spotyka się w Hiltonie w Kulczykiem na popołudniową kawę. Zresztą, nie raz zdarza się nam płyta chybiona, lub taka sobie. Posłuchamy, owszem, ale nie jest to żadna rewelacja, więc z czystym sumieniem odkładamy na półkę. Jeżeli ktoś ma MP3 na swój własny użytek to co w tym nagannego ?.
Zresztą dziś w dobie tak dużej dominacji i rozwoju internetu jest czymś naturalnym, że apetyt na dźwięki się jeszcze bardziej zaostrza. I nie bądźmy naiwni, że ktoś mając w zasięgu ręki takie możliwości z nich nie korzysta. To jakby znaleźć się na wyspie, gdzie są same kobiety a ktoś się uprze i zaczyna szukać innego faceta by wypić z nim piwo lub pogadać i piłce nożnej.
Każdy wie ile ciekawych rzeczy się ukazuje. Być na bieżąco to już prawie wyczyn, a co dopiero gdy co rusz wychodzą jakieś stare smaczki czy remastery, archiwalia, koncerty itd. Kto może sobie na same oryginały pozwolić - to super, niech mu ziemia lekką będzie. Ale nie twórzmy atmosfery muzyki tylko dla "elyty", dla tych, którzy mogą sobie na to pozwolić. Gdyby zarobki były podobne jak w pozostałych krajach Unii to ok. Bo póki co to ceny mamy prawie na podobnym poziomie.
Teraz domagają się podwyżek lekarze, odwołując się do standardów europejskich. A ja się pytam, że skoro tak , to dla czego nie dać podwyżek i pozostałym profesjom ?...też powołując się na "standardy". Dlaczego nie ?.

Edit: wyciąłem fragment nawiązujący do pyskówki w innym wątku - sheik
autor: Inkwizytor
16.05.2007, 09:23
Forum: Muzyka
Temat: Jazz i okolice
Odpowiedzi: 1519
Odsłony: 438413

Dlatego nie dziwię się, iż wiele osób poddaje pod wątpliwość sens tworzenia i grania obecnie takiej muzyki. Ktoś wcześniej napisał, iż dla "zwykłych słuchaczy" jest ona trudna , czy wręcz niemożliwa do wysłuchania. Ja pójdę krok dalej - często dla nawet bardzo wytrawnych słuchaczy taki free jest już czymś ponad ich siły. Co innego, gdy takowe free-wstawki pojawiają się dla urozmaicenie kilku czy jednej kompozycji. Wielu artystów pozwala sobie na takie odloty szczególnie na koncertach i wówczas się to idealnie sprawdza.
Poza tym uważam, iż takie granie bardzo szybko się samo "wypala". Bardzo łatwo można wpaść w auto-parodię czy powtarzanie się. Wówczas nawet doklejanie ideologii nie za wiele pomoże.
Rozumiem, gdy takie free odbywa się wyłącznie na koncertach, przy bliskim kontakcie z publicznością, w atmosferze intymnego klubu czy kinoteatru. Nawet czuć to porozumienie między słuchaczami a wykonawcą. Ale słuchanie z płyty w domu ?. Szanuję takich wytrwałych melomanów. Ja pamiętam jak próbowałem przebrnąć przez cały free Coltrane`a, Colemana, Dolphy`ego czy Taylora. Również płyta Bley`a z Methenym, Jaco i Ditmasem była ponad moje siły. Trudno jest osiągnąć idealne proporcje między dyscypliną, ścisłym aranżem a odlotami.
autor: Inkwizytor
15.05.2007, 19:35
Forum: Wykonawcy
Temat: Pink Floyd
Odpowiedzi: 1397
Odsłony: 551371

Może raczej żyje jego legenda, tak samo jak żyła przez wiele lat po usunięciu Syda z Pink Floyd przez pozostałych. Wielu w tym sami muzycy zachowali i tylko taki pragną mieć jego wizerunek jak jeszcze był owym "szalonym diamentem", niż wypalonym przez narkotyki człowiekiem, który zapadł na bardzo ciężką schizofrenię. Ci, którzy byli świadkami jego dziwacznego niekiedy zachowania wiedzą to najlepiej - nie tylko muzycy Floyd ale i Soft Machine oraz Ros Geesin.
To raczej powinno być ostrzeżenie, a nie pochwała takiego wyboru. Może wynika to z tego, iż mało osób zdawało sobie sprawę co tak naprawdę się stało i jak ciężko psychicznie zachorował. Dla mnie nie ma w tym nic romantycznego. Chociaż jego charakterystyczny głos, glissandowe ślizganie się po strunach oraz te kilka intrygujących kompozycji na pewno zostanie na zawsze z nami. A Arnold nadal będzie buszował wśród damskiej bielizny a Emily śpiewać hasając po lesie.
autor: Inkwizytor
15.05.2007, 12:11
Forum: Wykonawcy
Temat: Pink Floyd
Odpowiedzi: 1397
Odsłony: 551371

Dobrze, iż coś takiego w ogóle powstało. Na pewno niedawna śmierć Syda, lub przepraszam - Rogera, miała na powstanie tego programu największy wpływ. Choć zastanawiam się czy powstał przed czy tuż po jego śmierci ?.
Dla mnie podobnie - też w niczym mnie owy program nie zaskoczył, choć również bynajmniej w niczym nie rozczarował. Spodobał mi się liczne wykorzystanie różnych archiwalnych zdjęć Syda oraz materiałów filmowych. Na pewno świetny montaż i udane wstawki muzyczne. Sami muzycy Floyd również wypowiadają się ciekawie. Unikają taniego sentymentalizmu czy jakiejś niepotrzebnej gloryfikacji przypadku Barretta. Na pewno Waters wypowiada się najcieplej podobnie Gilmour.
Miłą niespodzianką były wypowiedzi po latach perkusisty Humble Pie - Shirley`a oraz pierwszego gitarzysty prowadzącego Boba Klose`a. Pojawianie się Jennera - pierwszego menażera Pink Floyd również można odebrać pozytywnie. Może szkoda, iż zabrakło wspominek o Sydzie kilku innych muzyków, którzy w tych czasach byli blisko Floyd i współtworzyli klimat tamtych czasów ( klub UFO ) - mam na myśli muzyków Soft Machine - Hoppera, Ratledge`a, Wyatta czy Ayersa.
W przypadku takich programów dokumentalnych częstą techniką jest puszczanie wypowiedzi w kółko tych samych osób, często tych, którzy aż takiej wielkiej roli w danym wydarzeniu nie odegrali - ale kogoś trzeba było zaprosić. W przypadku materiału wyemitowanego przez TV-Kultura wszystko był naprawdę jak należy.