Lao Che

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Crazy
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4994
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Lao Che

Post autor: Crazy »

Zespół, który w pierwszej dekadzie XXI wieku stał się fenomenem jedynym w swoim rodzaju. Ich pierwsze dwie płyty, Gusła i Powstanie warszawskie to wielkie słuchowiska na pograniczu muzyczno-teatralnym, co zresztą przez dłuższy czas nie budziło mojego zaufania, czego godnym pożałowania skutkiem było to, że nigdy nie trafiłem na żaden prawdziwie "powstaniowy" koncert, ponieważ wtedy kręciłem nosem na te, jak mi się zdawało, dziwactwa.

W pewnym momencie nagle coś mi się odmieniło i odtąd każde przesłuchanie Powstania stawało się wielkim przeżyciem, teraz bardzo rzadko to robię, ale jeżeli robię, to czuję, jakbym musiał się przygotować do tego, jak do wielkiego święta...

No ale z jeszcze większym opóźnieniem wsłuchałem się w ich pierwszą płytę, która z każdym kolejnym przesłuchaniem zostawiała mnie z coraz szerzej rozdziawioną gębą. I z tą płytą dzisiaj w nocy do Was przychodzę...

Gusła (2002)

Obrazek

najlepszy utwór: Wiedźma
najlepszy moment: środkowa, melorecytowana część utworu Mars-Anioł Choroby... BYWAJ!


Słuchanie tej płyty, tego słuchowiska, to dla mnie również wielkie święto. Około raz w roku się za to zabieram i za każdym razem jest to jeden ze ściśle najlepszych dla mnie odsłuchów roku. Zatem i teraz...

Astrolog/ Kniaź/ Klucznik - te trzy utwory to dla mnie ledwie prolog. Nie wiem, dlaczego mędrca szkiełko i oko stało się najbardziej znanym utworem z Guseł, co gorsza jedynym stałym w repertuarze koncertowym (gdzie wg mnie się nie sprawdza) - w każdym razie w tych trzech numerach początkowych warto zwrócić uwagę na:
- muzykę bardzo bogatą pod względem aranżacji, niezwykle dużo dzieje się tam pod spodem głównych motywów
- teksty bardzo bogate w odniesienia do polskiej tradycji i kultury, Bednaar sporo z tego wyłuszczył, zgadując moją zagadkę
- wykonanie bardzo bogate w teatralne środki wyrazu, przede wszystkim aktorskie interpretacje wokalisty i lidera, Spiętego, ale nie tylko, bo cała produkcja, aranżacje, te wszystkie rozlegające się dookoła dźwięki, w czym dostrzegam wiodącą rolę Denata, dziwnej postaci sine-qua-non tego zespołu, we wkładce opisanego jako "radio, animacja, spiritus movens", ale jego to trzeba na żywo zobaczyć :shock:

No ale mijają te trzy utwory, po "rozdziobią nas kruki, wrony" zrobiło się niemal tanecznie i lekko... i wtedy dopiero się zaczyna, to delikatne piano... zarys melodii... i ...

Paszeko! W imieniu prawa rozkazuję ci... mówić!

Wstrząsająca, niesamowicie bogata brzmieniowo historia, która rozgrywa się tam, gdzie mateczniki, moczary, oczerety i całość jest tak wykonana, wyprodukowana a przede wszystkim odczuta, że ja się totalnie przenoszę w te bardzo odległe czasy i bardzo odległe samotnie i płaczę nad nieszczęsnym losem tej, która padła ofiarą fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.

To, co Spięty wyprawia z głosem na płycie Gusła a już tutaj najbardziej, przechodzi dla mnie ludzkie pojęcie. To jest NIESAMOWITE. Oczywiście łatwo byłoby wykazać, że nie ma to wiele wspólnego ze zdolnościami wokalnymi, a raczej z aktorskimi. Ale najważniejsze, że w tych wszystkich ekstrawagancjach, deformacjach, krzykach, on nie gubi najistotniejszej, najbardziej przejmującej treści...
tego, że choć w samotni żyła,
przecie poczciwym człekiem była
... :cry:

Po krótkim interludium z przewrotnym nie pożądaj żony bliźniego swego... nadaremno, nadchodzi jeden z moich ulubionych utworów, bardzo nastrojowe Lelum polelum - tu warto zwrócić uwagę na rewelacyjną, nieoczekiwaną zmianę tonacji w kodzie utworu, gdzie pojawiają się słynne słowa z Dziadów.
Teraz Mars-Anioł Choroby, przejmujący antywojenny song utrzymany w formie marszowej, z niesamowitą melorecytacją, którą wpisałem wyżej jako best moment płyty:
... przeto na śmierć, nie na niewolę...
na śmierć, nie na niewolę...
zresztą - nie nam myśleć; nam jeno maszerować.
Bywaj!


brrrrrrrrrrrrrrrrrrr

Orientalna (no, nieco za długa może) Nałożnica i wyśpiewany po ukraińsku, piękny Did Lirnik a potem okrutny, choć tajemniczy Komtur wprowadzający konfrontację odwiecznych sił natury z nowym, symbolizowanym przez Krzyżaka, to fragment płyty wplatający inne tropy kulturowe.
A potem następuje deklaracja, niemal hymn, może litania: Jestem Słowianinem. Bardzo prosty pomysł, który bardzo mnie przekonuje.

I jeżeli na tej płycie, która generalnie przekonuje mnie jak mało która wypowiedź artystyczna z XXI wieku pochodząca, coś mi troszkę przeszkadza, to: sakramentalne "za długo".
Ostatnia piosenka, liczony na trzy, Wisielec, bardzo mi się podoba, ale wydaje mi się, że można by Gusła o nią odchudzić, zaś wieńczący Kat, utwór już całkiem niemuzyczny, jest dla mnie trudno słuchalny, to już jest mentalny snuff niemal, przysłuchiwać się ostatnim mękom biedaka... Niby we Wiedźmie też to jest, ale tam jest ujęte w ramy muzyczne i to wyjątkowo piękne. Tutaj - jakoś nie.
Ja bym wolał, gdyby Gusła kończyły się Słowianinem.

Ale jest to płyta, której nie waham się nazwać genialną, pod każdym właściwie względem.

Nie dałem oceny, ale sześć gwiazdek, chyba.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
SafeMan
maxi-singel kompaktowy
Posty: 760
Rejestracja: 29.10.2019, 14:25
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: SafeMan »

Nie zapominajmy, że na płycie pojawia się ukryta wiadomość, którą aby odsłuchać, należy puścić od tyłu ;) "SP to chuje"
Crazy
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4994
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Post autor: Crazy »

Doprawdy, ubogaciłeś mnie tą wiadomością :roll:
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
alternativepop
remaster
Posty: 2193
Rejestracja: 29.11.2021, 19:00
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Re: Lao Che

Post autor: alternativepop »

Crazy pisze:Zespół, który w pierwszej dekadzie XXI wieku stał się fenomenem jedynym w swoim rodzaju. Ich pierwsze dwie płyty, Gusła i Powstanie warszawskie to wielkie słuchowiska na pograniczu muzyczno-teatralnym, co zresztą przez dłuższy czas nie budziło mojego zaufania, czego godnym pożałowania skutkiem było to, że nigdy nie trafiłem na żaden prawdziwie "powstaniowy" koncert, ponieważ wtedy kręciłem nosem na te, jak mi się zdawało, dziwactwa.
Miałem takie samo podejście. Z tą pewnie różnicą, że w moim przypadku wiązało się to z faktem, że wtedy byłem na mocno elektronicznym etapie swojego życia muzycznego. Może właśnie dlatego grupą zainteresowałem się dopiero od płyty "Prąd stały / Prąd zmienny", gdzie tych motywów elektronicznych jest całkiem sporo. I od tego albumu zacząłem wybiórczo nawet lubić Lao Che. Dzisiaj przesłuchałem natomiast ponownie "Gusła" i "Powstanie". O ile "Gusła" rzeczywiście mnie zachwyciły, o tyle na urok "Powstania" nadal pozostaję lekko obojętny. Ale te "Gusła" naprawdę niesamowite. Totalny eklektyzmy muzyczny no i świetne jest to osadzenie tekstowo w literaturze polskiej.
Crazy
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4994
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Post autor: Crazy »

Bardzo się cieszę, że nie jestem odosobniony w fascynacji tym materiałem!

Miałem zamiar... stworzyć taką rezolutną rasę... ;-) ... nie, zamiar opisywać kolejne płyty razem z ich słuchaniem, szerzej. Ale Powstanie wymaga dla mnie również trafienia w dobry moment na ten jeden odsłuch w roku (albo i rzadziej) i, jak powiedział Aragorn ;-), to nie jest ten dzień.

Więc dłuższe wpisy kiedy indziej, a teraz spacerek po płytach, taki raczej z pamięci:

Jeżeli Gusła *****!, to

Powstanie warszawskie ****** (2005)
najlepszy utwór: Kanały
najlepszy moment: Zośka nie strzelać!
(z Przebicia do Śródmieścia)

10 utworów dramatycznych ilustrujących kolejne fazy Powstania. Ładunek emocjonalny, który wręcz trudno wytrzymać, łzy do oczu mi się cisną, kiedy tylko zaczynam o tym myśleć. Bohaterski zapał, tragiczna walka, bezbrzeżny smutek... Okraszone bogactwem dźwięków, konwencji stylistycznych, sampli z epoki i rozmaitych elementów dramatycznych, a także cytaty muzyczne i tekstowe z polskiej twórczości muzycznej różnego rodzaju.
Z Teraz Rockiem bywa różnie, a nawet bardzo różnie - ale jeżeli za najlepsze polskie płyty ostatnich 30 lat uznali Legendę i Powstanie, to brawa na stojąco.

Gospel ****1/2 (2008)
najlepszy utwór: Hydropiekłowstąpienie
najlepszy moment: ... gdy szedł po gnoju, smród już się go nie imał...
(z tegoż)

Płyta zdecydowanie najbardziej przebojowa w całym dorobku zespołu, nadal też stuprocentowo rockowa. Świetne, chwytliwe frazy, sprawdzające się i muzycznie, no i oczywiście tekstowo majstersztyk. Wcześniej można było mówić o kompilacjach, o stylizacji, ale tutaj mamy do czynienia z mistrzem słowa, z którym, w świecie polskich śpiewających poetów, porównać mogę tylko Lecha Janerkę. Nie ma tutaj snucia wielkiej opowieści, jak na dwóch pierwszych płytach, ale nazwany nieco przewrotnie "gospelowym", parareligijnym jest niewątpliwie na pierwszym planie. Znakomity zestaw piosenek!

Prąd stały, prąd zmienny ***+ (2010)
najlepszy utwór: Magistrze Pigularzu
najlepszy moment: refren utworu tytułowego


Pojawia się uderzająco dużo elektroniki, chociaż nadal jest gitara, i w tym materiale one idą jeszcze ręka w rękę. Tekstowo jest co najmniej równie dobrze, szereg miejsc to wręcz eksplozja weny. Właściwie bardzo dobra płyta, ale mam jakiś problem ze słuchaniem jej, jakaś kanciastość brzmienia?
W dobrych okolicznościach ocena mogłaby jednak zwyżkować.

Soundtrack ** (2012)

nie mam ulubionych

Odszedł Krojc, gitarzysta, i naj ego miejscu zaziała dziura, której do dzisiaj nie załatali. Spięty próbuje grać na gitarze, ale mu idzie mniej więcej tak jak mi, chyba lepiej byłoby inaczej pomyśleć o aranżach i w ogóle gitarę z programu wywalić. Nie lubię tej płyty, nudzi mnie, kilka razy próbowałem się przekonać, coś tam od czasu do czasu fajnie, ale tak naprawdę nie mam nic do powiedzenia.

Dzieciom **** (2015)

najlepszy utwór: Tu

Za to bardzo lubię tę. Ciekawy pomysł z tym sprofilowaniem na niby dziecięce wiersze, ale oczywiście w ogromnym cudzysłowie. Jak ten piękny tytuł utworu: Z kamerą wśród zwierząt buszujących w sieci. Bardzo niedziecięca ta płyta jest w tematyce, za to od Gospela nie było chyba materiału równie przebojowego i, w dobrym sensie, lekkiego.
Najlepszy moment chętnie wytypuję, ale musiałbym posłuchać.

I została jeszcze płyta Wiedza o społeczeństwie, której, przyznać muszę, nie znam. Jakoś się nie złożyło wtedy, gdy była wydana (2018), a ostatnio się zniechęciłem, bo na koncercie mi się nie podobała, a tam właśnie bardzo dużo materiału z tego albumu było.
Pewnie z okazji wątku w końcu posłucham :-)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
SafeMan
maxi-singel kompaktowy
Posty: 760
Rejestracja: 29.10.2019, 14:25
Lokalizacja: Gdańsk
Kontakt:

Post autor: SafeMan »

Crazy pisze:Soundtrack ** (2012)

nie mam ulubionych
Tak się składa, że to moja ulubiona. Ja w ogóle przez ładnych parę lat mieniłem się fanem Lao Che i chadzałem na koncerty nierzadko. Każdy był inny i oryginalny, więc szkoda, że się rozpadli. Ale do rzeczy: Soundtrack jest moim zdaniem najepszym ich albumem, bo doszli na nim do epogeum swojego elektronicznego brzmienia, które próbowali wprowadzić na DC/AC, a kompozycje zrobiły się mniej rockowe i "śpiewane wprost", a bardziej rozlazłe, rozmyte, bardziej moim zdaniem pomysłowe.

Nieśpieszny początek "4 piosenki" z chwytliwym bitem i basem, elektro-rap "Jestem psem", wielki przebój "Dym", jeden z moich faworytów "Na końcu języka" ze świetną produkcją i chwytliwym chórem w drugiej połowie, do tego ten tekst...

Ale najlepsze jest na końcu! Finał w dwóch aktach, tj. "Govindam" oraz "Idzie wiatr" zostawiają mnie zawsze pod wrażeniem i sprawiają, że mam ochote puścić płytę od nowa.

Tylko "KołysanEgo" nie mogę zdzierżyć...
Crazy
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4994
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Post autor: Crazy »

SafeMan pisze:Tak się składa, że to moja ulubiona.
Pamiętam z plebiscytu dekady. Wiadomo, że czego innego szukamy w muzyce - no czasem tego samego, a czasem innego ;-) W przypadku Lao innego, bo wszystko to, co piszesz:
SafeMan pisze:doszli na nim do epogeum swojego elektronicznego brzmienia, (...) a kompozycje zrobiły się mniej rockowe i "śpiewane wprost", a bardziej rozlazłe, rozmyte
jest odchodzeniem od tego, co mi się tam podobało na Gospelu i Prądzie.

Ale dzięki za tropy w sprawie utworów; tytuły coś mi mówią, ale tylko Dym kojarzę, czym jest.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Crazy
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4994
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Post autor: Crazy »

Wydany przy okazji Powstania singiel/ epka (nie wiem, jaki to właściwie miało status) pt. Czerniaków, to bardzo ciekawa propozycja. Składa się z czterech utworów:

1. Czerniaków - wersja całkowicie inna od albumowej. Tamta jest muzycznie wręcz ambientowa, a tutaj mamy... bossanovę?! Tja, bolszewicka bossanova... Osobiście na pewno wolę wersję z płyty, ale singlowa z oczywistych względów lepiej sprawdzała się na koncertach, no i ma ona swój drajw, a także frapujące jest to gryzienie się konwencji muzycznej z dramatycznym tekstem.

2. Groźba - bez wątpienia najistotniejszy punkt programu. Piosenka okrutna w swojej surowości, i muzycznej, i tekstowej, można by powiedzieć, że na jedno kopyto, ale wydaje mi się, że zaistniała tu idealna adekwatność użytych środków do założonego celu i dlatego trafia to w dziesiątkę.

Jeżeli ktoś chce się spróbować z tą bardzo mocną w przekazie emocjonalnym materią, proponuję wykon koncertowy:

Groźba z Proximy

3. Astrolog - rzecz, która najmniej mnie tu interesuje. Wspominałem już, że nawet na Gusłach ten utwór otwierający nie porywa mnie zanadto, a tutejsza wersja wydaje mi się niewiele wnosić, trochę nie wiem, po co ona.

4. Ludzie wschodu - natomiast kower Siekiery, choć to *tylko* kower, który chyba nie stara się wyskoczyć ponad oryginał, jest po prostu dobrym kawałkiem czadu :-)

Zachęcam do posłuchania, na youtubie wszystko jest, chociaż trzeba sobie każdy wyklikać osobno.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
ODPOWIEDZ