Gary Moore

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
boasnake
szpula
Posty: 81
Rejestracja: 11.06.2015, 20:12

Gary Moore

Post autor: boasnake »

Robert William Gary Moore urodzony 4 kwietnia 1952 r. w Belfaście to wszechstronny gitarzysta łączący umiejętnie wiele stylów muzycznych.
Mając 10 lat dostał od ojca pierwszą gitarę i tak niewinnie zaczęła się jego kariera. Do idoli muzycznych zaliczał: Hanka Marvina, George'a Harrison'a, Erica Claptona, Petera Greena oraz Jimiego Hendrixa.
Grał w takich zespołach jak Skid Row, Thin Lizzy, Colosseum II czy BBM. Utworzył takie formacje jak Gary Moore Band, The Greedy Bastards oraz G-Force.
Jeden z moich ulubionych gitarzystów, grający blues-rocka. Uwielbiam jego rockowe brzmienie (od 1982 do 1989) ale ostatnio coraz bliższy jest mi ten bluesowy okres i nie mówię tu tylko o komercyjnej płycie Still got the blues. To w jaki sposób Moore wydobywa dźwięki z gitary Les Paul Gibson potrafi zmiękczyć moje serducho.
Do najlepszych płyt zaliczam Corridors of Power, After the War, Run for Cover, Wild Frontier, Still got the blues, After hours, Dark days in Paradise, Back to the blues.... Może starczy bo niedługo całą dyskografię wymienię :P Pewnie Gary jest wam bardzo dobrze znany... :)
Awatar użytkownika
pereks
kaseta FeCr
Posty: 241
Rejestracja: 08.03.2013, 22:32

Post autor: pereks »

Aż dziw,że do tej pory nie było wątku o Garym,albo coś przeoczyłem może...Wybitny gitarzysta,który bardzo dobrze odnajdywał się zarówno w rockowych jak i przede wszystkim bluesowych klimatach.Doskonale czuł gitarę i z niesamowitą energią i pasją grał na żywo.Współtworzył i skomponował wiele fajnych i ściskających serducho"utworów".Komponował z wieloma artystami ze świata muzyki.Nagrał świetną płytę Black Rose z Thin Lizzy.Wieloletnia przyjaźń z Philem Lynnotem zaowocowała kilkoma znakomitymi utworami: Parissienne Walkways ,Out Of The Fields czy Spanish Guitar.
Płyty solowe jak i te z czasów rockowego grania są już w kanonie i przeszły do historii.Bardzo lubię płytę jaką nagrał z Jackiem Brucem i Gingerem Bakerem (BBM-Around The Next Dream). Subtelna gra Garego Moora od dawna "przeszywa mi serce". Mam tak za każdym razem w Spanish Guitar, ale nie tylko:

https://www.youtube.com/watch?v=-WBFBsZeYfg

Fajnie,że przypomniałeś o tym jednym z wielkich! :D
dziobak
maxi-singel kompaktowy
Posty: 763
Rejestracja: 29.03.2010, 14:03

Post autor: dziobak »

Już dawno proponowałem, aby wreszcie zrobić strzelankę do płyt Gary'ego zamiast kolejnej bezsensownej strzelanki do KC, Genesis czy PF licząc ułamki punktów. Gary nagrał sporo dobrych płyt nie tylko w w swoim rockowym okresie.
Awatar użytkownika
boasnake
szpula
Posty: 81
Rejestracja: 11.06.2015, 20:12

Post autor: boasnake »

Od Gary'ego zaczęła się moja przygoda z bluesem dlatego mam do tego artysty przeogromny szacunek i sentyment. Zaczęło się od Still got the blues jak pewnie u większości.... Ale potem przyszedł czas na rockowe utwory. Jednak Gary przemycał w nich ten bluesowy feeling. Wszystko co tworzył było "jego" - w sensie gra na gitarze jest charakterystyczna i poznam ją wszędzie. Poza tym to artysta wszechstronny - w jego twórczości znajdzie się dla każdego (prawie :wink: ) coś miłego. :)
Pamiętam jak byłam gówniarą i mówiłam, że bluesa to ja nie słucham :lol: ależ człowiek był wtedy głupi :D :D :D
Pierwsza trójka moich ukochanych utworów to: Empty rooms, Cold hearted i The Messiah Will Come Again. To są niezłe "przeszywacze" serca :)
Awatar użytkownika
stranger
maxi-singel kompaktowy
Posty: 780
Rejestracja: 01.04.2014, 10:05
Lokalizacja: Rzeszów/Glasgow

Post autor: stranger »

Najbardziej "podchodzą" mi albumy rockowe z dyskografii tego zdolnego gitarzysty - Corridors of Power, Run for Cover, Wild Frontier, After the War oraz Dark Days in Paradise.
Awatar użytkownika
boasnake
szpula
Posty: 81
Rejestracja: 11.06.2015, 20:12

Post autor: boasnake »

dziobak pisze:Już dawno proponowałem, aby wreszcie zrobić strzelankę do płyt Gary'ego zamiast kolejnej bezsensownej strzelanki do KC, Genesis czy PF licząc ułamki punktów. Gary nagrał sporo dobrych płyt nie tylko w w swoim rockowym okresie.
Bardzo chętnie wtedy wezmę w niej udział :)
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3754
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

Kilka dni temu nasze krajowe media przypomniały kilka rocznic tego wyjątkowego artysty - 4 kwietnia obchodziłby równe 70 urodziny - a nie ma go już z nami 11 lat. Z kolei 9 marca a wedle innych źródeł 2 marca minęło równo 35 lat od wydania jednej z charakterystycznych i najbardziej popularnych - szalenie lubianej płyty Wild Frontier. Album ma dla mnie tym szczególne znaczenie, że było to wprowadzenie / zaproszenie w świat gitarzysty - a jakoś zawsze miałem ogromną słabość do klimatów celtyckich - przewijających m.in u Oldfielda czy Clannad w serialu o Robin Hoodzie w połowie lat 80 te nastroje były widocznie i wybitnie "na czasie". W radiu - czy w ogóle kulturze masowej do obłędu katuje jedynie skądinąd bardzo dobry Still Got the Blues a o Frientier niekiedy się "zapomina" a to album, na którym prawie każdy utwór jest trafiony w sedno, nie można tych melodii wyrzucić z głowy. Co prawda po latach niektórzy "guru" i "muzyczni dziennikarze" wytykali Moore`owi, że to komercha, że granie pod publiczkę czy schlebianie mało wybrednym gustom i spreparowanie takiego "dania" muzycznego byle tylko dostało na listy. Fakt, Wild jest wręcz zaraźliwie chwytliwa i przebojowa ale w dobrym tego słowa znaczeniu. Gdy miałem kilka lat katowałem krążek do upadłego na moim prehistorycznym kaseciaku a gdy na początku 90 była eksplozja płyt i sklepów CD - to był pierwszy krążek, który na święta kupiłem mojemu ojcu z wdzięczności, że zaraził mnie tą twórczością.


Album zawiera kilka totalnych "killerów" z kultowym The Loner na czele - utwór łączy ludzi / fanów na całym świecie - Gary wygrał w tych pozornie prostych dźwiękach całą swoją duszę i zaprezentował swoje credo - pamiętam gdy jako paroletni chłopaczek gościłem z ojcem u kolegi a ten miał z RFN kilka kaset z teledyskami na video w tym Loner - chłonąłem to jak zahipnotyzowany - jakie to nadal robi wrażenie, gitarzysta w tym "skórzanym" płaszczu, gra jakby tylko dla siebie w pustym kinoteatrze a w tle ujęcia nocnego niby bezcelowego włóczenia się samochodem po mieście po mrocznych zaułkach. Dawniej sięgałem po ten utwór gdy było mi ciężko, w muzycznej siadywałem w kącie i grałem to na akustycznej gitarze - no, na ile mi pozwalały skromne umiejętności. To jeden z tych utworów, które mogły się nigdy nie kończyć. Kompozycja choć nie jego - to stała "JEGO" - oryginał choć niezły - zupełnie się nie umywa do emocjonalnej interpretacji Irlandczyka. To również jeden z tych utworów, pod którego wpływem młodzi pełni marzeń ludzie zdecydowali sięgnąć po gitarę i zgłębić jej tajniki. Zdumiewające jak wielu niekiedy kompletnie różnych ludzi na całym globie odnajduje swoje osobiste tragedie, smutki, rozpacz, nadzieje, niepokoje:


https://www.youtube.com/watch?v=6gcPdeL4Dnc


Inny jest niezwykle "pogodny" i dynamiczny oparty na celtyckich legendach i podaniach - Thunder Rising - też jedna z kompozycji, która nigdy mi się nie znudzi - człowiek ma ochotę złapać za jakikolwiek instrument i do nich dołaczyć a kilkanaście lat temu choć znałem go już na pamięć powaliła mnie wersja ze Sztokholmu - też szczęśliwym trafem ją poznałem i od razu podobnie jak wielu komentatorów i fanów długo zbierałem wszelkie możliwe kapcie i szczęki z podłogi jak fantastyczne wrażenie obok lidera zrobił szalejący za syntezatorami "pierwszy oficer" czyli Neil Carter - jak ich głosy się fantazyjnie dopełniały - dziś chyba kompletnie zapomniany muzyk a wtedy grał, wyglądał i śpiewał jak młody Bóg - no, doprawdy trudno się nie zakochać (nadal uważam, że kamerzysta ciut złośliwie pokazał jego tenisówki
:D ) - szkoda, że po latach stracił i włosy i głos: (sekcja Siger/Daisley to również klasa sama w sobie):


https://www.youtube.com/watch?v=5wQYdsF2vKY


I "niestety" tytułowy - przerażająco i smutno aktualny - gdy wsłucha w tekst i ogląda teledysk -

https://www.youtube.com/watch?v=zsR-6bunsbI
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3754
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

Nigdy nie wiadomo jakie plony i jak pięknie zakwitną szczególnie o tej porze roku pewne idee i inspiracje - ale sam doprawdy nie wiem skąd ale od paru tygodni w związku z rocznicą urodzin Moore`a - dosłownie z wielu stron od ludzi, których gust szalenie cenię - jestem zasypywany zachwytami, ekscytacją graniczącą z ekstazą ( w dół pewne "niesforne części ciała" wedle Monty Pythona) - odnośnie płyty - za rok obchodzącej 50 urodziny i rocznicę :


https://www.sendspace.com/file/8h1e3f


Gary Moore Band - Grinding Stone - jest mi naprawdę wstyd, że dawniej pomijałem i nie doceniałem tego krążka - a to pyszne granie - w gasnących zagranicznych forach, opiniach, komentarzach, analizach dorobku Irlandczyka nie brakowało opinii, że to najlepszy jego album - nie te "komercyjne z lat 80" - powiem więcej - powstał swoisty kult tej płyty - dla wtajemniczonych. Sam pierwotnie podszedłem nad wyraz ostrożnie i z rezerwą - by zostać słusznie i okrutnie skarcony - cóż my mamy na tym krążku ? - echa Braci Allman, Lynyrd, Babe Ruth, ślady pączkującego i dynamicznie rozwijającego się w rockowym wydaniu koncertowej sceny Canterbury, koncertowe Wishbone Ash....a w najdłuższej suicie Spirit - zalążek "bezczelnie zapożyczony" przyszłej metalowej suity Maiden - Phantom of the Opera - a co więcej.... mamy i żar Santany z Jingo..... Istne szaleństwo i orgia dźwięków. Wiele zasługi w tym moim skromnym zdaniem jest - "szarej eminencji" i "sekretnej broni" albumu jest gość chyba najbardziej utalentowany klawiszowiec swojego pokolenia - nad wyraz skromny i w pełni świadomy swojej roli - jak sam z ujmującym uśmiechem i katolicką pokorą mawiał - "mniej solo" a bardziej "rocky" w bandzie - jego rasowe masywne partie na Hammondzie i pianie Wurlitzera - cudnie dopełniają całości - ktoś powie że niby te "boogie" to coś doskonale znamy - ale w tym albumie poszczególne motywy, riffy, przejścia, mają w sobie to "coś" ....... że niczym uroczy kolekcjoner z Zabrze Makoszowy - w opadającej burzy siwiejących loków kręcimy głową w geście niedowierzania - że - "... nie wierzę.... jakie to dobre....".


https://www.sendspace.com/file/8h1e3f


Jak zwykle - podsunąłem album wielu wytrawnym znawcom rockowego grania - i dosłownie zgłupieli na punkcie tego albumu - "... takie rzeczy grał Gary Moore ...? ... nie no weź....". Są takie płyty, że pozornie "oczywiste"...ale jest w nich "TAKIE COŚ"..." że zostają z człowiekiem na długo i to się żre.... Boże... jak to się żre....".
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3754
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=-Wtsr6MxUkk


Cudowny materiał sprzed równo 35 lat - Gary Moore ze swoim zespołem wsparty przez kultowy i niezwykle autentyczny celtycki i irlandzki w swoich korzeniach band The Chieftains - wystarczy spojrzeć na szczere i zgoła nie wymuszone uśmiechy dystyngowanych starszych panów z liderem Paddy Moloneym na czele - to wszystko wyjaśnia :D - jak to się wszystko cudownie "żre" i jak muzycy doskonale bawią i inspirują, nakręcają się wzajemnie, muzyka wysokich lotów i przy okazji doskonała zabawa na ludycznych motywach.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ