Confrontation - Convection Section

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3748
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Confrontation - Convection Section

Post autor: Inkwizytor »

https://www.discogs.com/release/778487- ... frontation


https://scontent.fktw4-1.fna.fbcdn.net/ ... e=639BEA7A


https://scontent.fktw4-1.fna.fbcdn.net/ ... e=639B3487



Polecam wszystkim miłośnikom nie tylko dobrego starego jazzu ale zwyczajnie jeśli ktoś ceni znakomicie, wybornie zaaranżowaną muzykę instrumentalną. Uwielbiam takie granie i od lat zbieram płyty - wielokrotnie otoczone "kultem" kilku wytrawnych koneserów, znawców, kolekcjonerów staroci - muzyka - która jest niekiedy trudna do jednoznacznego zdefiniowania, umykająca sztywnej kategoryzacji - jakby zawieszona między kategoriami. Można powtórzyć banał - że dobra, autentyczna, solidna, szczera muzyka sama się doskonale obroni i nie potrzebuje szufladkowania ani etykietek. Są takie niepozorne, skromne, zapomniane, zakurzone, niedoceniane krążki - wpadają człowiekowi w ręce nie wiadomo skąd, muzyka tak pragnie być usłyszana, że przemawia głosem kogoś nieoczekiwanego. Może początkowo w/w krążek nie zachwyca, nie wywołuje szybszego bicia serca czy ekstazy... wymaga spokojnych kilku, może i wielu przesłuchań... ale ma to magiczne "COŚ" - gdy człowiek do niej wróci po czasie - to miłość wybucha z nieprawdopodobną siłą i zostaje już ze słuchaczem na dobre. W moim przypadku tak było dzięki podarunkowi - paczce z winylami od mojego mentora z Piły - Witolda "Wireqa", człowieka renesansu, niezmordowanego propagatora i popularyzatora polskiej muzyki ale i jazzu, felietonisty, dramaturga, wybitnego szkoleniowca, twórcy sympozjów, radiowca, recenzenta, surowego redaktora, najwybitniejszej postaci śp. forum poświęconego SBB, wybitnego znawcy tematu ewolucji stylistycznej Niemena, najwyższej instancji w kwestii dorobku i zbiorów koncertów Weather Report.

Wracając do Convection Section - nie ma zgodności kiedy materiał został nagrany i wydany - krążą daty począwszy od 71, poprzez 72 aż do 73 czy niektórzy sugerują połowie lat 70 - stąd można założyć, że muzyka ma ok pół wieku. To wedle tych, którzy zachwycili się krążkiem - idealna muzyka na rozmaite okazje - jesienne / zimowe poranki, mglisty wieczór po ciężkim dniu pracy ale również w przypadku dwóch pereł - Autumn i Summer - wymarzona na górskie wędrówki - sam wielokrotnie łapałem się na nuceniu głównych melodii jak również poszczególnych partii instrumentalistów a ci są z najwyższej półki - mamy kojarzonych z elektrycznym mocno eksperymentatorskim asów z Toto Blakiem i Jasperem van`t Hofem na czele. Próżno szukać ich dawnych impresji i zacięcia do awangardy. Jak na rasowych jazzmanów z klasycznym wykształceniem przystało - grają elegancko, z dyscypliną, dla zespołu, czystym akustycznym tonem bez udziwnień. Confrontation - z liderem i głównym aranżerem puzonistą Richardem Pullinem to dowód, że "nie taki jazz znowu straszny". Bardzo przystępna płyta ale jakże daleka od sztampy i banału. Każdy utwór to perła i skończone dzieło i każdemu można poświęcać tomy opracowań - cover Proud Mary, raptem niespełna 3 minutowy Evil Mike ze zmieniającymi się jak w kalejdoskopie sekcjami, pomysłami, odcinkami, można obdzielić cały album, z niezłą solówką gitatową Yasha`s Mo-Sike-L, zrelaksowany i płynący - A Letter z nieco żywszą be-bopową wstawką w środku. Jak nadmieniłem - są na niej kto wie czy nie dwie najpiękniejsze ale smutno zapomniane perły big-bandowego okraszonego rockiem, bluesem, funkiem i soulem ballady lat 70 - autorstwa trębacza Hudsona - odpowiednio Summer i Autumn. Minęło tyle lat a ząb czasu nic ich nie nadgryzł - świecą pełnym blaskiem i zachwycają. Mają pewien feeling rodem z muzyki filmowej i śmiało mogłyby zostać wykorzystać w jakimś obrazie - rodem z kina drogi. Każdym detalem, aranżem, niuansem, drobiażdżkiem, nutką - choćby partiami dęciaków, flecistów, pianina, ciepłym pochodem basu, wtrętami gitary można się zachwycać wciąż i wciąż na nowo. Ja w niej widzę moje wszystkie górskie pejzaże, zapach starego drewna schronisk górskich, ulgę i wytchnienie gdy dotrze do celu czy siada na polanie by upajać widokami i delektować suchym prowiantem z solenną obietnicą, że się tu jeszcze kiedyś wróci. Kto był na kiedykolwiek na szlaku ten doskonale wie o czym piszę.

Ktoś napisał, że jazz jak mało która forma sztuki czy ekspresji okrutnie i regularnie zrzuca z piedestału swoich mistrzów, Bogów, idoli - są jednak takie dzieła i muzyka - która nic nie musi udowadniać - wystarczy nastawić gramofon i dać uwieść tym dźwiękom. Szkoda, że muzyka nadal dostępna wyłącznie na winylu. Zabawne bo krąży na jego temat opinia że to taka płyta "taniocha" rodem z giełdy płyt, antykwariatów gdzie wyławiało się ją z kosza z przecenionymi i można było kupić za parę groszy - coś dla dopiero nurkujących w świat jazzu ale na małe głębokości - najwyżej "brodzik" a niesłusznie. Muzyka może kojarzyć z ówczesnym ciut odmłodzonym i nowocześniejszym Big Bandem Woody Hermana, może bardziej "konserwatywny" niż ówczesna gwiazda Maynarda Fergusona - którego hit z filmu o Rockym miał zapewnić ludyczną i masową popularność, czasem może się kojarzyć europejski Peter Herbolzheimer. Jeśli ktoś lubi bardziej "estradowego" i "komercyjnego" Jamesa Lasta - również nie powinien narzekać. Mam nadzieję, że album doczeka odpowiedniej edycji i masteringu na CD z jakimś dodatkowym materiałem z sesji. Ta musiała być wyjątkowo udana - ale gdy zaprasza się do współpracy zawodowców czy starych wyjadaczy - ktoś postawiłby zarzut, że to "fucha" jakich wiele za marne pieniądze na wydanie płyty o której mało kto pamięta - panowie zrobili swoje, zagrali, spakowali instrumenty, ukuli się z powrotem w swoje płaszcze i zapomnieli o całości - jednakże udało im się stworzyć jedyny i niepowtarzalny klimat i Confrontation urzeka aurą i solidności z jednej ale i spontaniczności, grania bez presji, napinki, bez ideologii, terroru awangardy czy "że ma być eksperyment" i przecieranie nowych szlaków. Czasem wystarczą dobrzy wyrobnicy muzycy, udane zapadające w pamięć kompozycje i powstaje coś co "kładzie" wszelkie free bzdety i -izmy. Warto o niej przypomnieć skoro od latu lat w kraju "zachwycamy" się i nastała moda na Koman Band, Ergo Band czy czeskie Big Bandy z Gustavem Bromem na czele, że o naszych 50twarzy Miliana nie wspomnę. Parafrazując Misia i prezesa Tęczy Ochódzkiego "... jedziecie do kraju kapitalistycznego, kraju, który co prawda ma tam może swoje plusy, rzecz w tym by te plusy nie przesłoniły wam minusów..." - nie inaczej w przypadków wymienionych projeków - są solidne, rzetelne ale przy ich okazji warto wydać choćby perełkę Big Bandu Pulina.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ