The Beatles

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
greg66
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4162
Rejestracja: 31.08.2008, 22:00
Lokalizacja: Opole
Kontakt:

Re: The Beatles

Post autor: greg66 »

John LENNON/Yoko ONO - Double Fantasy /1980/

Obrazek

„Póki jest życie, jest nadzieja” (John Lennon z ostatniego wywiadu udzielonego na kilka godzin przed śmiercią)

Tak naprawdę to nigdy nie dowiemy się, co skłoniło tego gościa do tego czynu. Kompletny, życiowy nieudacznik, oddaje kilka strzałów w plecy nieuzbrojonego człowieka w zaledwie parę godzin po tym jak otrzymał autograf i odbył krótką rozmowę ze swoim idolem. No cóż, być może przeczytał „Buszującego w zbożu” o jeden raz za dużo i tak odreagował, marudząc na to, że jest do dupy w sporcie i nie może zdobyć ani zadowolić żadnej kobiety. A może jego potężna kombinacja wściekłości i nienawiści do samego siebie w końcu się zagotowała, gdy uszy tego samozwańczego fana Lennona zostały uraczone pierwszym od ponad 5 lat albumem największego Beatlesa. Pewnym jest, że to morderstwo jest ogromnym wstydem w historii rocka i nie ma żadnego wytłumaczenia ani przebaczenia. (Zresztą wszystkie prośby o warunkowe zwolnienie zostają przez Yoko Ono i synów Lennona odrzucane).
Kiedy „Double Fantasy” ukazało się w 1980 roku nie miało dobrej prasy a jednym z tego powodów wydaje się być fakt, że połowa piosenek na albumie jest autorstwa Johna Lennona - druga połowa jest autorstwa Yoko Ono. Z punktu widzenia pary jest to dobrym pomysłem, aby ich piosenki przeplatały się ze sobą na płycie. Czy w innym momencie dałbyś szansę Yoko Ono? Nie ma wątpliwości, że „Double Fantasy” odniosłoby znacznie większy sukces, gdyby było albumem Johna Lennona. Ale osobiście uważam, że piosenki Yoko tutaj są całkiem do słuchania. „Kiss Kiss Kiss” jest cholernie chwytliwa a jej dziwny wokal (japoński dialekt) intryguje oraz dodaje nieco dziwności, która sprawia, że ma kopa. Kolejnymi chwytliwymi, dyskotekowymi bitami artystka może pochwalić się w „Give Me Something” numerowi z pewnością nie przynoszącemu wstydu płycie oraz „I’m Moving On”. Muzycznie ten drugi bliski jest piosenkom Johna, jakby duch „Walls and Bridges” unosił się w studio. Wokalnie trzeba przyznać też jest przyzwoicie, no, cholera chciałbym coś jej zarzucić ale, nie mogę. Proszę, oto „Yes I’m Your Angel” zagrany w stylu kabaretowym, cofniętym w lata dwudzieste. Barowy fortepian wraz z wokalem tworzy świetną oprawę i rewelacyjnie pasowałby do filmu Bobba Fosse’a.
Yoko ma talent, niezależnie od tego czy próbuje być alternatywna, ale przede wszystkim gdy jest popowa. Sprawia, że zabieg pomieszania utworów z Johnem wyszedł bardzo dobrze.
Siedem piosenek napisanych przez Lennona jest doskonałych i reprezentuje jedne z jego najlepszych prac. Całość zaczyna się od wielkiego przeboju (wydanego na singlu) „(Just Like) Starting Over”, rockowej ballady w stylu lat 50-tych, z przepiękną melodią i wspaniałym wokalem. Aż czuć tu świetną formę Johna, jednak serce się kraje, gdy słyszysz go śpiewającego o „zaczynaniu od nowa”, nieświadomego, że jego życie zakończy się zaledwie kilka krótkich miesięcy później. „I’m Losing You” przypomina ten moment w związku dwojga ludzi, kiedy zdajesz sobie sprawę, jak bardzo jesteś samotny i bezbronny. Ta piosenka miażdży, człowieku. Posłuchajcie tylko tego intro: John Lennon jęczący nad jakimś obskurnym barowym riffem, brzmiącym jakby właśnie potknął się o świcie w klubie ze striptizem i zobaczył, że nikt nie czeka na parkingu, by zabrać go do domu. John budzi się w obcym pokoju i próbuje zadzwonić do Yoko. Kiedy ona nie odbiera, John dostaje szału. Ale Yoko nie zostawi go samego. „I’m Moving On” zagrany na tym samym podkładzie muzycznym scala ich w jedność, cementuje ten związek, pomimo wielu burz. Myślę, że to jest wreszcie ten moment, pełne złączenie dwóch bliskich sobie dusz. I znowu przykro się robi wiedząc, że już długo nie będą mogli się sobą nacieszyć. Pierdolony Chapman.
Utwór napisany dla syna Johna i Yoko, Seana zatytułowany „Beautiful Boy (Darling Boy)” jest bardzo delikatny i wzruszający. To taka prawdziwa rzeczywistość, którą przechodzą wszyscy rodzice, dająca wielką radość i pełnię szczęścia. Prosty tekst tylko to pokazuje: „ Zamknij oczy, nie bój się/ Potwór odszedł/ Właśnie ucieka, a twój tatuś jest już tutaj/ Piękny chłopczyku”. Kolejnym majstersztykiem jest „Watching the Wheels”. Świetnie wyprodukowany i ukazujący wspaniałe muzyczne wykonanie przez wszystkich graczy. Spektakularny bas w wykonaniu Tony’ego Levina wysunięty jest do przodu ale wciąż ładnie jest zamknięty w stabilnym rytmie perkusisty Andy’ego Newmarka. W górnych rejestrach, bluesowy fortepian dodaje kapryśnego nastroju, a wokal Lennona jest bardzo mocny i ekscytujący. I wreszcie „Woman”, jedna z moich ulubionych piosenek Johna. To ponadczasowa ballada z piękną melodią. Tutaj słowa są głęboko romantyczne, podczas gdy wokal jest niemal rozpaczliwy: „Kobieto, wiem że Ty rozumiesz to małe dziecko tkwiące w mężczyźnie/ Proszę, pamiętaj że moje życie jest w twych rękach/ Trzymaj mnie przy swoim sercu/ Żadna odległość nie będzie w stanie nas rozdzielić/ W końcu wszystko mamy zapisane w gwiazdach”.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3641
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: The Beatles

Post autor: Inkwizytor »

Wiele lat temu słuchałem wywiadów jakie udzielili dla radia Tony Levin i Andy Newmark - obaj grający na albumie i według planów - mieli wziąć udział w trasie promocyjnej. Podobno wszyscy byli niezwykle podekscytowani tą perspektywą - sam John - pamiętający jaką farsą niekiedy okazywały dawniej koncerty The Beatles - teraz miał nijako "wrócić do źródeł" i być jako członek zespołu - grać na gitarze, śpiewać. Levin jako "mistrze zen" podszedł do tego filozoficznie ale Newmark miał dostać szału i wiele lat gorzko żałować, że to się zawaliło z powodu ataku psycho-fana Chapmana. Bardzo ale to bardzo liczyli na te koncerty. Tony żartobliwie wspominał, że Lennon przed nagraniami pytał go - czy aby nie "wydziwia" za bardzo na basie i czy nie będzie za bardzo "komplikował" - a on przecież zwykle grał dość oszczędnie. Mieli grać jako kwartet - nie pamiętam kto miał być tym czwartym muzykiem ( Yoko Ono z przyczyn oczywistych nie liczę :D ). Wielka szkoda - czy ta trasa do której nie doszło - to byłoby "odrodzenie" Lennona i jego popularności - wyjście z cienia ?, czy byłyby kolejne trasy ?, jakie utwory by grali ?, czy sięgnąłby po ostrzejsze kawałki i hity Beatlesów ?. Może jak Paul grałby do dziś ?. Pomijam plotki - że na przełomie lat 70 i 80 mieli się pogodzić i zakopać topór wojenny z McCartneyem czy wręcz jeśli wierzyć legendom coś wspólnie stworzyć i nagrać.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Crazy
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4869
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: The Beatles

Post autor: Crazy »

Na tej stronie wątku bieżącego pojawiło się trochę wypowiedzi na temat Now and Then. Wypowiedzi były w większości krytyczne, ale chciałbym, żeby się tu utrwaliły, tym bardziej że się z nimi nie zgadzam ;-)

A może inaczej: kiedy po prostu sobie słucham tej piosenki (a słuchałem jej ładne kilka razy, nie licząc tego, że odtwarza mi się aktywnie w głowie - zalazła za skórę!), to może i brzmi bardziej jak solowy Lennon. Zważywszy, że jak na bitelsowego arcyfana, solowego Lennona raczej po prostu nie lubię, mogłaby to być jedna z moich ulubionych jego piosenek... w twórczości Wielkiej Czwórki dla odmiany pewnie mogłaby wylądować w okolicach miejsca setnego. A może wyżej - bo podoba mi się.

Natomiast bardzo przekonuje mnie zawartość tego filmiku, zapewne znanego Państwu:
https://www.youtube.com/watch?v=APJAQoSCwuA
gdzie Beatlesi tłumaczą, dlaczego jednak to JEST utwór Beatlesów. I w tym kontekście mogę łyknąć mitologię "the last Beatles song".

Swoją drogą - jako że wszystko powyższe nie odbyłoby się pewnie, gdyby nie Peter Jackson - muszę w końcu zaplanować sobie czas na obejrzenie tego ośmiogoodzinnego Get Back. Fragment o koncercie na dachu, który miałem szczęście obejrzeć w kinie IMAX, był dla mnie doświadczeniem poruszającym i porywającym.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
ODPOWIEDZ