Jazz i okolice

Forum podstawowe.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6758
Rejestracja: 11.04.2007, 08:36
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: Bednaar »

Michael Naura Quartet - Call (1975, MPS Records)

Obrazek

Jazz w ECM-mowskim stylu grupy Colours Eberharda Webera - obecnego zresztą na płycie. Może nic odkrywczego, ale bardzo przyjemne w odbiorze. Pianista nominalnym liderem, ale w większości fragmentów partie wibrafonu na pierwszym planie.

Michael Naura - pianino elektryczne, kompozycje, produkcja
Eberhard Weber - bas
Joe Nay - perkusja
Wolfgang Schlüter - wibrafon

https://open.spotify.com/album/53ewsY2T ... IFIESzt6jA
https://www.discogs.com/release/573258- ... rtett-Call
vertical_invader
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4015
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

Obrazek
Lakecia Benjamin - Phoenix 2023

Kilka razy okładka mignęła mi w sieci... amerykańska Doda, pomyślałem... no, ale co taka, robi w serwisach jazzowych... noo, to taka... ichnia Candy Dulfer, kolejny błąd :wink:
Gdyby płyta była odtwarzana a obok okładki właściwej, położyć okładki, powiedzmy: Davida Sanborna, Joshuy Redmana, Jamesa Cartera czy Donalda Harrisona, to myślę, że nikt z tutejszych, wraz ze mną, nie obstawiłby właściwej.
Nie umieszczam płyty w wątku tegorocznych, bo nie wytrzyma konkurencji. Dzisiaj by zaintrygować nie wystarczy, nawet mistrzowskie, otrzaskanie w nurcie głównym, by takowe przenosiło do strefy <fonograficznych wydarzeń>. Zgoda!
Ale też odsyłanie p. Benjamin do miejsc gdzie wznosi się toasty:
zdrowie szybkich kobiet i pięknych koni :!: ,
to słaby pomysł :roll:
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4015
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

Obrazek
Henry Threadgill Very Very Circus – Spirit Of Nuff...Nuff 1991

Kolejna od oficyny włoskiej, Black Saint, porcja intrygującego jazzu. Dwie gitary, dwa puzony, bas, perkusja i jedziemy (!), dojeżdżając do form otwartych.
Mam nadzieję, że powyższe polecenie, w żaden sposób nie pokomplikuje udziału w plebiscycie na polską jazzową wszechczasów, tutejszym sympatykom jazzu. Miałbym wtedy nieczyste sumienie :oops: .
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Awatar użytkownika
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6758
Rejestracja: 11.04.2007, 08:36
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: Bednaar »

esforty pisze: 22.01.2024, 08:54 Henry Threadgill Very Very Circus – Spirit Of Nuff...Nuff 1991

Kolejna od oficyny włoskiej, Black Saint, porcja intrygującego jazzu. Dwie gitary, dwa puzony, bas, perkusja i jedziemy (!), dojeżdżając do form otwartych.
Mam nadzieję, że powyższe polecenie, w żaden sposób nie pokomplikuje udziału w plebiscycie na polską jazzową wszechczasów, tutejszym sympatykom jazzu. Miałbym wtedy nieczyste sumienie :oops: .
Zobaczymy, może pokomplikuje plany zakupowe :wink:
vertical_invader
Awatar użytkownika
Maciek
box
Posty: 8813
Rejestracja: 15.04.2007, 02:31

Re: Jazz i okolice

Post autor: Maciek »

esforty pisze: 22.01.2024, 21:20
Maciek pisze: 22.01.2024, 21:11 Gil EvansThe Individualism Of Gil Evans -...
Lata 60-te (1964) first press, a i tak według mojego gustu jedna z najstaranniejszych realizacji ever- Amerykanie potrafili!
A potem jeszcze te aranżacje, ech...
Od kilku dni delektuję się muzyką z tego albumu (z obu płyt!). Czy jest to najlepsza/najbardziej znana płyta Evansa (jeśli już ktoś musiałby to mierzyć)? Raczej nie, ale na dziś jest to materiał, który wśród wszystkich znanych mi nagrań Gila, robi na mnie największe wrażenie, pod wieloma względami. Być może to zasługa tej realizacji i aranży, o których wspomina, słusznie, esforty? Odnajduję tu dla siebie złotą proporcję i idealny balans, pomiędzy graniem intelektualnym, ale jednak nie przeintelektualizowanym, a jednocześnie stosunkowo prostym w odbiorze i łagodnym dla przeciętnej ludzkiej percepcji, przynajmniej na tym podstawowym poziomie, bez analizowania partytury czy technicznej złożoności aranżacyjnej. Jasne, że jeśli zapragniemy doznań o większej intensywności, to sięgniemy np. po kanoniczne Out of the Cool, ale to trochę inna kategoria przyjemności - ani lepsza, ani gorsza, po prostu inna.
The Individualism wydaje mi się także idealną pozycją, jeśli ktoś zechce zanurzyć się w bigbandowym oceanie głębiej niż do ud/pasa - nie ma obawy, że odstraszy go zbyt złożona forma, ale jednocześnie jest bardzo duże prawdopodobieństwo, że odkryje przy tej okazji, że duże orkiestry, to coś dużo, dużo więcej, niż goście na etacie, którzy grają do tańca lub filmu (takie składy też przecież lubimy). Przy okazji - esforty - nie dałbyś się namówić na otwarcie tematu bigbandowego? ;)

Las Vegas Tango - w tym roku kończy 60 lat, a nadal zachwyca błyskotliwością i świeżością (znam też osobiście takie ludzkie przypadki, co nieustannie utrzymuje mnie przy życiu ;)).
https://youtu.be/PRyqNio3ncA?si=ZDoelcjwfCQpix_T
Adoptuj, adaptuj i ulepszaj.
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4015
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

Ja teraz robię w The Necks :wink: :shock:

A poważniej, literatura big-bandowa i próba tego ubrania w czytelniejszą formę, to poważne wyzwanie. Nie ośmielę się :oops: .
Czasem popełniam, jakiś opis płyty zrobionej przez duży skład, ale to horyzont możliwości, przy którym nie ma obowiązku odnosić się do kanonów.
Jestem przekonany, że łatwiej byłoby osobom <otrzaskanym> z muzyką klasyczną, bo to tylko pozornie odlegle światy...
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Awatar użytkownika
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6758
Rejestracja: 11.04.2007, 08:36
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: Bednaar »

Mnie ostatnio ciągnie w stronę jazzu klasycznego, lata 50-te i 60-te, głównie ze stajni Blue Note. To głównie z "winy" Dolphy'ego. Wczoraj słuchałem na przykład albumu zaniedbanego dotychczas przeze mnie saksofonisty:

Jackie McLean - Destination... Out! (1964)

Obrazek

Płyta wydana w tym samym roku, co Out To Lunch! - na obu słychać najcudowniejszy wibrafon wszechświata (sorry, Milt Jackson) - czyli Bobby'ego Hutchersona i na obu gra inaczej. U Dolphy'ego zdecydowanie bardziej luźne improwizacje, agresywniesza gra, zaś u McLeana - bardziej lirycznie, delikatniej. Bardzo ważna jest też obecność wybitnego puzonisty Grachana Moncura III. Plus sekcja - Larry Ridley na basie i Roy Haynes na perkusji. Obie płyty zaliczane do ówczesnej awangardy - ale obecnie płyta McLeana brzmi raczej jak mainstream - przystępniejsza w odbiorze muzyka, niż na Out To Lunch, ale to nie znaczy, że prosta i banalna - to też wyśmienity album. Zresztą sami posłuchajcie - słaby ze mnie recenzent, nie potrafię opisywać muzyki...
Skład:
Jackie McLean - saksofon altowy
Grachan Moncur III - puzon
Bobby Hutcherson - wibrafon
Larry Ridley - bas
Roy Haynes - perkusja
vertical_invader
Awatar użytkownika
jay.dee
singel analogowy
Posty: 308
Rejestracja: 15.08.2016, 19:31
Lokalizacja: Barcelona

Re: Jazz i okolice

Post autor: jay.dee »

Bednaar pisze: 25.01.2024, 08:28Płyta wydana w tym samym roku, co Out To Lunch!
Ciekawie jest zestawić daty nagrania i personel kluczowych płyt, na których Blue Note przez pewien czas próbowało wypracować własne podejście do "autowego" dżezu, z pewną taką nutą kinowo-kameralistyczną:

63/9/20 - Jackie McLean - Destination... Out! - McLean, Moncur III, Hutcherson, Ridley & Haynes
63/11/21 - Grachan Moncur III - Evolution - McLean, Moncur III, Morgan, Hutcherson, Cranshaw & Williams
64/2/25 - Eric Dolphy - Out to Lunch! - Dolphy, Hubbard, Hutcherson, Davis & Williams
64/3/21 - Andrew Hill - Point of Departure - Dolphy, Dorham, Henderson, Hill, Davis & Williams
64/8/3 - Wayne Shorter - Juju - Shorter, Tyner, Workman & Jones
64/12/11 - Sam Rivers - Fuchsia Swing Song - Rivers, Byard, Carter & Williams
65/4/3 - Bobby Hutcherson - Dialogue - Rivers, Hubbard, Hill, Hutcherson, Davis & Chambers
65/8/12 - Tony Williams - Spring - Rivers, Shorter, Hancock, Peacock & Williams

Co ciekawe, oprócz tego wytwórnia angażowała też przez całą drugą połowę tamtej dekady gwiazdy free, takie jak Ornette Coleman, Don Cherry, czy Cecil Taylor, ale ci artyści mieli już wypracowany własny język muzyczny, tak więc te wspomniane wyżej płyty moim zdaniem definiują najlepiej oryginalny wkład Blue Note do dżezu na aucie.
Ostatnio zmieniony 27.01.2024, 10:34 przez jay.dee, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6758
Rejestracja: 11.04.2007, 08:36
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: Bednaar »

Bardzo pożyteczny wpis jay.dee. Na pewno skorzystam z tej listy, tzn. większość z tych płyt znam, ale... no właśnie, poza jedną: "Spring" Williamsa. No i w sumie muszę odświeżyć Fuchsia Swing Song i Dialogue - jak czegoś nie mam na CD to rzadko słucham. Ostatnio na Spotify grał u mnie Moncour Evolution i Some Other Stuff, piękna muzyka. Puzon jakoś nie jest teraz tak popularny w jazzie jak kiedyś, za czasów swingu czy ragtime'u.
vertical_invader
Awatar użytkownika
Leptir
box
Posty: 9462
Rejestracja: 04.09.2010, 21:27

Re: Jazz i okolice

Post autor: Leptir »

Bednaar pisze: 26.01.2024, 21:55 "Spring" Williamsa.
Moim zdaniem - dobra płyta, choć nie arcydzieło. Zresztą trudno, żeby była zła, skoro graja tam: Herbie Hancock, Wayne Shorter, Gary Peacock i - last but not least - świetny Sam Rivers. Warto też sięgnąć po wcześniejszą o kilka miesięcy - moim zdaniem lepszą - "Life Time". Zaznaczam, że - muzycznie - nie ma wiele wspólnego z późniejszą grupą Lifetime Williamsa. ;)
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Awatar użytkownika
jay.dee
singel analogowy
Posty: 308
Rejestracja: 15.08.2016, 19:31
Lokalizacja: Barcelona

Re: Jazz i okolice

Post autor: jay.dee »

Leptir pisze: 28.01.2024, 11:46["Spring" Williamsa to] moim zdaniem - dobra płyta, choć nie arcydzieło. [...] Warto też sięgnąć po wcześniejszą o kilka miesięcy - moim zdaniem lepszą - "Life Time".
Life Time jest wciąż pod mocnym wpływem ówczesnego idola Williamsa - Ornette'a, natomiast Spring, moim zdaniem, proponuje coś nowego/innego, i co istotne, bardziej pokrewnego z tym, co progresywnie usposobiona grupa muzyków Blue Note'a próbowała osiągnąć na wyżej wymienionych przeze mnie płytach (na Life Time jedynie "Memory" z Hutchersonem nawiązuje do tej stylistyki).
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4015
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

jay.dee pisze: 26.01.2024, 17:02 ...
Ciekawie jest zestawić daty nagrania i personel kluczowych płyt, na których Blue Note przez pewien czas próbowało wypracować własne podejście do "autowego" dżezu, z pewną taką nutą kinowo-kameralistyczną:


63/11/21 - Grachan Moncur III - Evolution - McLean, Moncur III, Morgan, Hutcherson, Cranshaw & Williams


Co ciekawe, oprócz tego wytwórnia angażowała też przez całą drugą połowę tamtej dekady gwiazdy free, takie jak Ornette Coleman, Don Cherry, czy Cecil Taylor, ale ci artyści mieli już wypracowany własny język muzyczny, tak więc te wspomniane wyżej płyty moim zdaniem definiują najlepiej oryginalny wkład Blue Note do dżezu na aucie.
Bardzo mnie zaintrygowało takie podejście, więc wymyśliłem sobie:
esforty pisze: 05.02.2024, 11:11 ...
W związku z wpisem @jay.dee, założyłem sobie odsłuchy wskazanych przez Niego tytułów ( niektóre, nieznane wcześniej :oops:) w pewnym porządku: poprzednia- wskazana- następna.
...
Wczoraj zagrałem sobie raz, a dzisiaj powtórzyłem:

Obrazek
Grachan Moncur III - Evolution 1964

Obrazek
Grachan Moncur III – Some Other Stuff 1965

W przypadku tego Artysty, nie ma możliwości posłuchania poprzedniej, Evolution to autorski debiut. Debiut powszechnie znany o niepodważalnej wartości muzycznej. Mówi się, że Grachan Moncur III, kiedy już skończył ( to zdaje się, było kilka sesji) nagrywanie Evolution, wrócił do domu, położył się spać i następnego dnia był już sławny. ). Ot, dykteryjka!
Wracam do faktów, ten album postrzega się, jak wskazuje, również, jay.dee jako otwieranie drzwi ku nowym formom, lub jak chcą inni, wypychaniem starych nawyków za drzwi studia.
Ale czy rzeczywiście to aż tak radykalny proces, wobec tego co zawiera Some Other Stuff, o czym za chwilę. Pierwsza strona płyty, to oczywisty krok do przodu. Nawet jeśli tytułowy Evolution to droga po śladach Sketches Of Spain, nie ma wątpliwości, seszynmeni idą na zwarcie z oczekiwaniami. Druga strona ni lśni już tak, nowymi pomysłami, owszem to bardzo porządny jazz, ale wobec tego co w 65 się objawi, mówmy raczej o potupywaniu.
Some Other Stuff, to płyta, którą poznałem wczoraj, wcześniej nie było okazji. Powtórzę, nie mam kwalifikacji, by odbierać Evolution, aurę legendarnego albumu jazzowego Blue Note, nie da się, zwyczajnie.
Ale odnoszę wrażenie, iż pomysłów, odwagi i determinacji artystycznej więcej na płycie z 65 roku. Otwierający płytę Gnostic, ustala nowy porządek, znosi pierwszeństwo melodyjnej frazy i wyznacza inne standardy. Co jednocześnie nie znaczy, że Moncur, to jakiś pionier jazzu modalnego. Owszem, jest jednym z wielu przytomnych muzyków, którzy dostrzegli wiotczenie form obowiązujących dotąd.
No i chwała mocodawcom z Blue Note, że oni nie bali się dokumentować tych zmian.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Awatar użytkownika
jay.dee
singel analogowy
Posty: 308
Rejestracja: 15.08.2016, 19:31
Lokalizacja: Barcelona

Re: Jazz i okolice

Post autor: jay.dee »

Czekam na kolejne odcinki!

Chciałbym jedynie zaznaczyć, że moja lista nie wyczerpuje progresywnych tytułów danego wykonawcy (celowo umieściłem po jednej płycie każdego), a tylko wskazuje te, na których pewna świeża stylistyka (którą z braku lepszego określenia nazwałem "kinowo-kameralistyczną"), charakterystyczna dla wszystkich wymienionych płyt (mimo różnic między nimi), jest dobrze wyczuwalna.

Nie chodzi mi tu zatem o wskazanie dodatkowego ogniwa w sekwencji bop->(modal)->free/fusion, a o pewien skok w bok.
Awatar użytkownika
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6758
Rejestracja: 11.04.2007, 08:36
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: Bednaar »

Dziekuję esforty za bardzo ciekawe recenzje płyt Moncoura. Mnie brakuje zarówno umiejętności, jak i wiedzy na pisanie recenzji - ot po prostu sobie słucham, piszę czy mi się podoba, czy nie i jestem w stanie (nie zawsze) zaliczyć dany album do podgatunku jazzu. Obie te płyty Moncoura odbieram dość podobnie - jako intrygujące, mocno wciągające, ogólnie bardzo dobre, ale nie jestem w stanie rozróżnić, na której z nich jest więcej nowatorskich pomysłów.
vertical_invader
esforty
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4015
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Jazz i okolice

Post autor: esforty »

jay.dee pisze: 08.02.2024, 00:19 Czekam na kolejne odcinki!

Chciałbym jedynie zaznaczyć, że moja lista nie wyczerpuje progresywnych tytułów danego wykonawcy (celowo umieściłem po jednej płycie każdego), a tylko wskazuje te, na których pewna świeża stylistyka (którą z braku lepszego określenia nazwałem "kinowo-kameralistyczną"), charakterystyczna dla wszystkich wymienionych płyt (mimo różnic między nimi), jest dobrze wyczuwalna.

Nie chodzi mi tu zatem o wskazanie dodatkowego ogniwa w sekwencji bop->(modal)->free/fusion, a o pewien skok w bok.
Kiedy ja, mam wrażenie, że dobrze odczytałem intencję. Twoje wskazanie nie jest zbiorem zamkniętym, ani hmm... ikonicznym wobec spojrzenia na zachodzące wówczas zmiany stylistyczne.
Za to, okazał się zbiorem, który mnie pobudził do aktywności emocjonalno/umysłowej (przepraszam za nieskromność) i wyznaczenia sobie owego zadania: <riserczu> fonograficznego wskazanych Artystów.
I pomysł na odsłuch: poprzednia- wskazana- następna, wcale nie musi prowadzić do jednoznacznych wniosków, że mamy do czynienia z rozwojem (o ile porzucanie dotychczasowych form, uznamy jako rozwojowe). Bo może istnieć artystyczna lub inna potrzeba prowadzenia zmian w innym kierunku, albo, wręcz do <spojrzenia za siebie>. Dociera do mnie taka alternatywa.
W przypadku Moncura, myślę, teza o jednokierunkowości jest do obronienia. Ale Shorter, o którym w tej sprawie, dwa trzy zdania w wątku Czego teraz słuchamy (przy okazji wpisu Bednaara o Without A Net), pokazuje inny wariant eskalowania muzycznych ambicji:
esforty pisze: 05.02.2024, 11:11 ...
W sprawie Jego płyt z lat 60, to po latach, przychylam się do opinii, iż Shorter był <skazany> na Shortera. Nie zarzucam Mu twórczej stagnacji, ale też zmiany jakie się dokonywały w muzycznej osobowości, nie były z tych rewolucyjnych. Były raczej detaliczne, tak to słyszę. Wszedł do świata jazzu jako silnie uformowana osobowość.
...
Na pierwszy ogień, poszedł właśnie, Shorter i stąd wygłoszona powyżej opinia (chociaż w sieci, stykałem się już z poglądem, wyrażonym) mnie trudniej było odkryć progresję w intencji porzucania tradycyjnych podejść.
Jest, niewątpliwie, autorem kilku ,właściwe, standardów ( ten, mój ulubiony to Nefertiti) i z ten atut, wpływa na Jego wizerunek, bardzo silnie. Ale wystarczy posłuchać, też wskazywanego przez jay. dee, Riversa by podważyć pogląd o... hmm... otwieraniu się na nowe.
Dopiero Weather Report, stworzy podglebie dla odważniejszych wyborów (sic!).
Ale, jak powiadają rozsądni: w miejscu też trzeba umieć stać :wink:
Uchybiam powyższym zdaniem, faktom, bo przecież Wayne Shorter był rozwijającym się muzykiem, tyle że pielęgnującym dotychczasowe doświadczenia w sposób bardziej słyszalny.
Zdam relację z kolejnych etapów poznania.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
ODPOWIEDZ