Grałem w weekend partyjkę w scrabble z żoną i postanowiłem wykorzytsać czas i przypomnieć sobie Vivid (z You Tube).esforty pisze: ↑25.03.2023, 13:13 Debiut z 88 Vivid w zestawieniu lat 80' nie pojawił się, nawet w siódmej setce![]()
Mnie dziwi, bo jakkolwiek nie będąc zagorzałym wielbicielem mocnych brzmień, to docierało do mojej mózgownicy, że obok Jane's Addiction, zespół Living Colour byli jedynymi, bodaj, w estetyce, mającymi pomysł na siebie i odświeżenie zaciosu (męskiej muzyki)od LZ czy BS.
W 89 Lou Reed odsłonił czarno-biały Nowy Jork, na płycie New York, rok wcześniej Living Colour płytą Vivid, błysnął w oczy oślepiającym i kolorowym światłem Nowego Jorku, barwnego. Obie wydają się, no! mnie się wydają, bardzo nowojorskimi płytami i pamiętam, iż barwny nie znaczy pozbawiony ciemnych stron...
Mięsiste riffy Vernona Reida (zaczynał w harmolodycznym eksperymencie Rolanda Shannona Jacksona, umie więc niejedno), bębny funkowo- metalowe Willa Calhona podciągają potężny sound, zwinny acz myszkujący po dziwnych okolicach bas Muzza Skillingsa, wynosi całość, wysoko, znacznie ponad, obowiązujące standardy w metalowej ekspresji. Jeszcze głos Corey Glovera, lepszy kiedy wyśpiewuje w murzyńskiej sprawie ( przełom lat 80' i 90' nie sugerował pejoratywnego zabarwienia w słowie <murzyński>), niż kiedy zaplątuje się w damsko-męski światek. Te składowe wyznaczają warunki brzegowe tak dla debiutu jak i kolejnej, tu sugerowanej.
Dla porządku i mojej, głównie, satysfakcji: zespół odkrył Mick Jagger w nowojorskim, a jakże, CBGB, on zaciągnął Ich do studia, choć cip z Warnera, nawet to nie przekonało![]()
Małżonka się zdumiała, czego ja słucham, bo mniej więcej wie co lubię a co nie. Dla mnie to w dużym skrócie powiedzmy mocniejsza i inaczej (z wiadomych względów) zaśpiewana wersja Toys In Attick. Jednak pozostanę przy Primus, Jane's Addition czy Faith No More, które cieszą oczy na półce.
Niemniej samej płyty można sobie przyjemnie posłuchać, bo mimo wszystko to nie amatorski heavy psych z 1971 r.






