10/10
A Rourke zapowiadał się na aktorstwo dużej klasy.
Niestety, nie umarł młodo
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy



Leptir pisze: ↑06.11.2025, 18:42 Natomiast zabrałem się do Heweliusza. I - no, czapki z głów przed Holoubkiem... Sama katastrofa jest tu sportretowana naprawdę przerażająco, mamy wiele różnych perspektyw tego wydarzenia. Do tego dochodzi całe tło w postaci różnych polityczno-biznesowo-branżowych brudnych interesów, świństewek i krętactw. Mamy tu również rasowy thriller sądowy. A wreszcie - w uwikłaniu bohaterów w dylematy etyczne, w quasi-dokumentalnym charakterze opisywanej historii i dbałości o realia widzę też inspirację kinem moralnego niepokoju (Kieślowski!). Warto.
Zgadzam się z powyższymi opiniami, serial do wciągnięcia w jeden weekend - trudno się oderwać. Twórcy dali radę z nieliniowym prowadzeniem akcji bez popadania w chaos, z którego widzowi ciężko byłoby się wyplątać. Dobrze, że zostają pewne niedopowiedzenia, jak wątek niemieckiej lekarki i niezwykłych wspomnień jej pacjenta. Ustawka sądowa pokazana znakomicie, niemal przerysowana, a jednak nie przekracza granicy. Produkcja Holoubka ma jeszcze jeden plus: zachęca do poznania oryginalnej historii i poszerzenia wiedzy. Mnie zaintrygowała na tyle, że poczułem silną potrzebę doczytania, gdzie mamy do czynieni z wiernym czy w miarę wiernym odwzorowaniem historii, a gdzie z artystyczną wizją. Warto też było liznąć nieco teorii, bo dla osób niezaznajomionych z logistyką morską nie wszystko jest zrozumiałe. Podsumowując, wysokiej klasy dzieło, nie ustępujące "Czarnobylowi", a z racji lokalnego charakteru, dla mnie nawet ciekawsze.Gacek pisze: ↑14.11.2025, 20:50 Heweliusz
Jeden z najlepszych seriali jakie ostatnio widziałem. W żadnym momencie nie pachnie pójściem na skróty albo tandetą. Myślę że można śmiało powiedzieć jest to poziom zbliżony do Czarnobyla.
Początkowe sceny na morzu przerażające ale cały serial trzyma dynamikę i dramaturgię. Ciężko zrobić kilka godzin filmu o jednym wypadku małego promu ale udało się to wszystko tak ładnie pokleić że całość wypada fascynująco.
Świetne aktorstwo absolutnie wszystkich choć dla mnie brawurowo w kilku scenach Konrad Eleryk.
Bardzo lubię takie powroty do klasyków, z oglądaniem ich na wielkim ekranie. Niestety, "Harry Angel" w kinie mnie ominął - za późno się zorientowałem, że był puszczanyGacek pisze: ↑06.11.2025, 00:40 Chyba nikogo nie zaskoczę jak napiszę że ten film nie zestrzał się nic a nic. De Niro w roli nieoczywistej a Rourke w życiowej. Analizując pobieżnie ktoś tam czasem pisze że - a ja tam wiedziałem po 3 minutach, przewidywalny, nudny itd. Tylko to nie jest film do pobieżnych analiz. Po dłuższych przemyśleniach nie wiem czy widziałem kiedyś coś straszniejszego. Nie wiem czy jest coś straszniejszego niż świadomość że życie zaraz się skończy a po nim będzie wieczne potępienie. Nie wiem czy ktoś by to zagrał lepiej niż Rourke. Przygniatający film. A De Niro? Przewrotny, elegancki, kpiący... diaboliczny, rzucający genialnymi dwuznacznymi hasłami.
Nie spodziewałem się że ludzie będą siedzieć na napisach końcowych przy włączonym świetle i czekać aż winda zawiezie Harrego prosto do piekła. Niektórzy wstali ale nikt nie wyszedł.
Gdyby to rozważać w ten sposób to można jeszcze wspomnieć o tym że katastrofa Heweliusza to nie porównywalnie mniej "materiału źródłowego" niż Czarnobyl więc i skręcenie serialu było większą sztuką.
Z racji tego że trend się ostatnio nasila faktycznie ciężko się na wszystko załapać. Narazie najbardziej żałuję że nie zobaczyłem ponownej premiery Opętania.gharvelt pisze: ↑16.11.2025, 14:51 Bardzo lubię takie powroty do klasyków, z oglądaniem ich na wielkim ekranie. Niestety, "Harry Angel" w kinie mnie ominął - za późno się zorientowałem, że był puszczanyJutro ma być "Lot nad kukułczym gniazdem" i znowu pech, bo termin niepasujący, nie będę w stanie wybrać się do kina. Dlatego cieszę się, że chociaż w ostatni poniedziałek udało mi się pójść na:
Niestety ostatnimi czasy "wiem czego się spodziewać od Smarzowskiego" ma dla mnie wydźwięk negatywny.

