Wishbone Ash

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Okechukwu
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5192
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Wishbone Ash

Post autor: Okechukwu »

Mądra uwaga - dla przykładu dla mojego 14-letniego syna nie ma czegoś takiego jak NKR, bo z chwilą kiedy do wszystkiego jest równy i natychmiastowy dostęp, te pojęcia tak naprawdę straciły znaczenie. NKR to pojęcie dla nas - dinozaurów, poszukiwaczy tajemniczych i undergroundowych osobliwości jeszcze z epoki przedinternetowej.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Wishbone Ash

Post autor: Inkwizytor »

Zgadza się - NKR lub "NRP" (Nieznany-Rock-Progresywny) to dla młodziaków abstrakcja. Jak mawia klasyk "wszytko wynosi się z domu". Ja wedle metryki również nie miałem prawa znać Wishbone-Ash. Trochę upraszczając sprawę w drugiej połowie lat 80 mimo krótkotrwałego powrotu w pierwszym składzie - dla nich było już "pozamiatane" (choć In the Skin był całkiem niezły i mógł mylnie świadczyć o powrocie do dawnej formy - temat rzeka). Wiele zawdzięczam ojcu, który miał do nich pewną słabość...ale do wybranych kawałków, całościowo raczej ich nie traktował. Ja zresztą podobnie - "wyławiałem" konkretne kompozycje i je hołubiłem z balladami na czele. Zamęczałem go jako mały dzieciak by znów puścił mi "Persephone" - co było dziwne jak na 3/4 latka :D . Za Mozarta czy geniusza nigdy się nie uważałem. Czasami coś nam się spodoba i jest z niezrozumiałych powodów "bliskie", czujemy to, bierze nas i nie ma znaczenia w jakiej dekadzie powstało. A mógłbym gdy to słyszałem powiedzieć - "... łeeee.... wolę Modern Talking, Papa Dance, CC Catch czy..... Sikorską !!!!! :wink: ...". Wishbone Ash nigdy nie byli grupą pokroju jak Gracious, Spring, Tonton Macoute, Indian Summer czy High Tide. Odnieśli pewien sukces i grali w pełnych audytoriach (to była mocna II liga, lub pierwsza, jeśli liczyć potem jeszcze ekstraklasę). Nie była to ta sama liga co z jednej strony św. Trójca Hardrocka, a z drugiej jak giganci proga jak.... nie muszę wymieniać. Czy muzyka ich się "zestarzała" niemiłosiernie ?. Brzmienie w pewnym sensie na pewno - szczególnie ze świetnej "jedynki". Ale czy to ma jakieś znaczenie ?. Moim zdaniem to właśnie ono decyduje i buduje pewną aurę niesamowitości, jakby ze starej legendy czy podania. To subiektywna ocenia - bo lubię brzmienie "bootlegowe". Co z tego, że późniejsze czy współczesne ich krążki brzmią lepiej, ale skoro brak tej magii i niesamowitych melodii ?. Pamiętam dyskusję (całkiem inspirującą) o "spartolonych brzmieniowo" i zarejestrowanych "po amatorsku" pierwszych Soft Machine (z trójką na czele). Ja również - pewnie że subiektywnie - upierałem się, że w tym "brudzie", "surowości" i pewnym chropowatym "niechlujstwie" również tkwi sekret brzmienia, jakiejś magii i , że ta muzyka potrafi dotrzeć do człowieka. Jest autentyczne i intryguje. Dziś po latach można śmiało wywalić do kosza jakieś 80% opinii różnej maści "muzycznych guru". Mnie przyjemnie zaskoczyła "There`s a Rub". Wcześniej upraszczano, że jeśli już to wyłącznie z powodu "Persephone" - i słusznie bo to TAKI utwór, który poruszył i nadal porusza wielu. Ale reszta ? - świetny i lekko "sa(n)tanizujący" w finale F.U.B.B - z pazurem, gniewnie, ale nadal melodyjnie - szkoda, że w końcówce nie pociągnęli tego jeszcze. W klasycznym stylu Ash - "Lady Jay" - bardzo lubię ten utwór (jeśli nawet wydaje się być wyciągiem i ekstraktem z tego co najlepsze np. z Argusa - mnie to nie przeszkadza, to "stary dobry Wishbone"). Miłym zaskoczeniem był też wyrazisty z charakterystycznym motywem w środku "Silver Shoes". Podobnie można by uprościć, że "Wishbone Four" to tylko "Everybody Needs a Friend" - owszem, wybija się, bo to jedna z ich najpiękniejszych ballad. Jak dla mnie wtedy, po Tarkusie czuli, że ich styl, przyjęta formuła i konwencja może szybko się wyczerpać. Mogli nagrać blade folkowe odbicie tego albumu lub iść w stronę "muzyki środka" czy "soft rocka". Gdyby wtedy mieli jakiś hit - może ich historia by się inaczej potoczyła, może przeobraziliby się w coś w stylu Journey, REO Speedwagon lub Player z ich Baby Come Back ? :roll:
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Okechukwu
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5192
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Wishbone Ash

Post autor: Okechukwu »

Po Argusie, freudowskie przejęzyczenie :) . Również Sorrel to całkiem przyjemna ballada, ale generalnie Czwórka pozostawia duży niedosyt. Nie dlatego że o wiele prostsza od poprzednika, po prostu brakuje tam fajnych numerów.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Wishbone Ash

Post autor: Inkwizytor »

Tu zgoda - jest trochę jakby "rozwodniona". W pewnym sensie może świadczyć o pewnym "obniżeniu lotów" czy braku weny. Ta zdecydowanie wróciła na ostrzejszym i bardziej wyrazistym "There`s the Rub". Ja bym jeszcze dorzucił wyróżniającą się na plus "Balladę o Bekonie" :wink: . Nie wiem na ile członkowie grupy już wtedy byli poddawani pewnym "naciskom" ze strony wytwórni (czy może nadal mieli wolną rękę, jedynie musieli stawić czoło oczekiwaniom publiczności domagającej się kontynuacji Tarkusa) - by być bardziej "radio friendly", pisać przeboje i zarabiać. Niestety nikt z nich pisać hitów nie potrafił. Na "Wishbone Four" słychać obok przesuwania się w stronę wspomnianego "soft-rocka" czy "rocka-środka" (coś jak ówczesny nieco rozwodniony i niepewny dalszej drogi Fleetwood Mac, zanim zameldował się i wziął w swoje ręce duet Buckingham/Nicks) - również powiew jakby southern czy county rocka. Brytyjski folk również nadal był obecny i szczypta rock`n`rollowego bluesa. Laurie Wisefield choć po latach tak krytykowany przez Powella wniósł sporo świeżej energii i na jakiś czas zapobiegł przed utknięciem Ash w takim "bagnie" muzyki totalnie nijakiej, mdłej i bez wyrazu. Świetną robotę odwalił na "Rub", ale zaznaczył swoją obecność na dość przyzwoitym "New England" (jedynie niektórym utworom brakowało lepszego rozwinięcia melodii) i tak cenionym przez fanów "No Smoke Without Fire". Wspomniany "Pilgrimage" jest bardzo dobrym albumem - niekiedy nierównym, może wyrażający pewne "wahanie" w którym kierunku podążyć - na marginesie nie raz zdrowo uśmiałem się gdy fani rocka "wpieprzali" się na teren jazzu / jazzmanów, ich forum, i pisali rzeczy w stylu "...eeee..... Wishbone Ash zagrali to lepiej.... to już ich utwór, sorry Jack staruszku ..." itd itd, :D Miłośnicy "Brother" Jacka McDuffa nie byli zachwyceni (szkoda, że Ash nie wziął na warsztat więcej takich jazzowych kawałków)


https://www.youtube.com/watch?v=U9tGA0o ... rt_radio=1
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Białystok
box
Posty: 9724
Rejestracja: 03.01.2013, 08:21
Lokalizacja: Białystok

Re: Wishbone Ash

Post autor: Białystok »

Okechukwu, tak wyłącznie z czystej ciekawości zapytam, czy tak na oko, widziś jakąkolwiek płytę/płyty Wishbone Ash w swoim TOP 500, a jeżeli tak to którą/które?
Awatar użytkownika
Okechukwu
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5192
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Wishbone Ash

Post autor: Okechukwu »

Oczywiście, że widzę i to znacznie wyżej niż tylko w Top 500. "Argus" na pewno jest w rockowym Top 100 (a może nawet w Top 50), debiut trochę niżej (w Top 200?). Pilgrimage i Rub lubię, ale nie są to płyty bez których nie mógłbym żyć - obydwie na 3.75, z tym że odrobinę bardziej lubię Rub.
Awatar użytkownika
Białystok
box
Posty: 9724
Rejestracja: 03.01.2013, 08:21
Lokalizacja: Białystok

Re: Wishbone Ash

Post autor: Białystok »

Dziękuję, to dla mnie wystarczy.
ODPOWIEDZ