Henryk Debich

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Henryk Debich

Post autor: Inkwizytor »

Do tej pory nie było wątku poświęconemu temu wybitnemu dyrygentowi, aranżerowi, pedagogu, kompozytorowi... doprawdy, można tak bardzo długo. Pamiętam informację w radio gdy odszedł w lipcu 2001 - akurat walczyłem na praktykach - w domu od dziecka był i co jakiś czas dzięki mojemu ojcu był odtwarzany winyl String Beat - prezent od kolegi czy wykładowcy - nie pamiętam. Tata był fanem w latach 70 big bandów ale ze świeżym, otwarty, popowo-rockowym podejsciem, by było tanecznie, z zębem, czadem i tą miłość udało mu się mi zaszczepić. A skoro mowa o "przeszczepach", które się miały szansę na podatny i żyzny grunt "przyjąć" - powiew zachodu odczuwało się przy autentycznych i przekonujących coverach zagranicznych hitów - evergreenów, które wytyczały pewien niedościgniony kanon aranżacji, kompozycji i budowania klimatu, napięcia - nawet laik od razu wyczuwał czy to się "żre", czy to jest dobre i czy porywa i działa na wyobraźnię - Shaft :


https://www.youtube.com/watch?v=mtQtUYtKItw

Pamiętam jak ojciec w stosownych momentach wskazywał - tu jest np gitara funky z "kaczką" - słyszysz jaki to daje efekt i że "to-jest-to" ?. Lub ten bas i smyczki w Chameleonie Hancocka ?:



https://www.youtube.com/watch?v=wQvIYDm6WqI


W ciągu ostatnich tygodni - po raz chyba nie zliczę który - dzięki niezmordowanej pracy szperacza, popularyzatora, orędownika, miłośnika "dobrej" muzyki, etnologa i "ajatollaha" funk-pop-fusion-jazzu Boczeq`a - mam wyborną zabawę i przyjemność obcować z tą muzyką - co i innym polecam. Mimo metryki, której się nie wstydzę - od razu wracają wspomnienia i twarz rozpromienia znajomy uśmiech - gdy np człowiek może się odprężyć przy dźwiękach instrumentalnej wersji Mój Azyl - dosłownie zjada bardziej znany ciut późniejszy oryginał z koszmarnie przeciętnym głosem Kuklińskiej - kto po wysłuchaniu tego w dalszym ciągu będzie buńczucznie skandował "disco sucks" ? - "disco jest do kitu" ? - dawniej mawiano, że jeśli pewne melodie / piosenki / rytm cię nie porywają do tańca to masz drewniany wychodek zamiast serca - to samo można powiedzieć o wybornej pod względem niuansów aranżacyjnych wersji Mój Azyl - a gdy pojawia podkład na Clavinecie - jako przyśpieszajacy dający cios "dopalacz" - nie można usiedzieć na miejscu - znów dowód na to na niezawodną intuicję Boczeq`ka - jacy ubodzy bylibyśmy bez tej muzyki.



https://www.youtube.com/watch?v=-WUQV4Ucums
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

Pamięta ktoś scenę z cudnej bajki Ratatuj ? - gdy surowy i morderczy w osądach krytyk Ego z głosem Petera O`Toole przychodzi po "kulinarne objawienie" i "serce kucharza duszone w jego krwi" dostaje "pozornie zwykłe wiejskie ratatuj" i po jednym kęsie zamiera i zostaje przeniesiony w czasy beztroskiej młodości gdy coś takiego serwowała mu może i biedna ale oddana kochająca całym sercem matka ? - to wielu co wrażliwszych słuchaczy odczuwa gdy pojawiają te niby znajome frazy i aranże Debicha chociażby w Obdydianie - zrobiłem jak wielokrotnie wcześniej taki "muzyczno-sonorystyczny eksperyment" - wybrałem kilka utworów z rzeczy podsuniętych przez Boczeq`a i doznali muzycznego objawienia, oświecenia, oczyszczenia duszy, konsekrowania i dawne smaki, aromaty, feeling, groove z dawnych lat wróciły - mam dobre znajome, przyjaciółki - wyczulone na każdy fałsz czy "pieprzenie o siedmiu zbójach" czy "pieprzenie w bambus" a gdy przy okazji Obsydiana - wszystko do nich wróciło - wakacje z rodzicami, wczasy w FWP, wieczorne potańcówki w uzdrowiskach, aromat zupy mlecznej na śniadanie, ciepłej oranżady, wody kolońskiej z kiosku ruchu, migotliwe światełka na nocnym disco, zapach obicia foteli, wykładziny w tych miejscach, smak zakąsek, smak wody mineralnej w głównej pijalni w Krynicy, widok z Panoramy.... to wszystko jest w tej muzyce - tak jak echo zachodu z dokonań np Isaaca Hayensa, Mangione, Jamesa Lasta, Hancocka, Wondera, Bensona czy męskiego do granic przyzwoistości Barry White`a.....



https://www.youtube.com/watch?v=5KD2T7seeY8
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Henryk Debich

Post autor: Inkwizytor »

https://www.discogs.com/release/3507697 ... ienie-1976



Jeden z przedostatnich (łatwo się pogubić) - wydany zbiór nagrań orkiestry nieodżałowanego Henryka Debicha - "Wspomnienie", to w rzeczy samej wspomnienie i wciągająca nostalgiczna podróż do połowy lat 70. Doprawdy tempo ukazywania kolejnych archiwalnych niepublikowanych materiałów Debicha jest imponujące i chyba wielu powoli traci rachubę - to już 8 ?, 9 ?, 10 ? 😂. Jeszcze niedawno mieliśmy okazję i odrobinę czasu by w wakacyjną porę wsłuchać się w poprzedni naprawdę udany zbiór "Atmosfera", a wkrótce potem uraczono nas kolejnymi z okolic 1976 czyli prawie 50letnich. Już sama okładka ze zdjęciem uroczej pani zażywającej kąpieli słonecznej (w czymś jakby płaszczu przeciwdeszczowym - pogoda podobnie jak muzyka bywa zmienna i nieprzewidywalna) jak z katalogów i plakatów wycieczek Orbis 😎 ( lub przede wszystkim "Moda Polska") zachęca nas, by dzięki muzyce w marzeniach czy wspomnieniach odwiedzać najodleglejsze zakątki. Podobnie jak w przypadku wcześniejszych albumów otrzymujemy niezwykle nastrojową, klimatyczną, wdzięczną i przemiłą porcję muzyki, profesjonalnie zagraną i mistrzowską lecz przy tym arcy lekką ręką zaaranżowaną. Te dźwięki sobie gdzieś tam płyną w naturalny, niewymuszony sposób. Miłośnicy nostalgii będą ze wzruszeniem wspominać, iż tak się grało w drugiej połowie lat 70. Mamy niezmiennie i trochę muzyki "festiwalowo-estradowej", mieszaninę popu, funku, soulu, orkiestr tanecznych, rozrywkowego big bandu i całe mnóstwo tematów nieodparcie kojarzących z muzyką filmową, serialową - słowem czysto "ilustracyjną". Czasem może i wkrada przesadna dawka "słodyczy", czy takiej zbyt atrakcyjnej muzycznej konfekcji - nie można odmówić tym melodiom urody i pozytywnego działania na skołatane nerwy 😁 (jest taka "milusia").

Niekiedy jej bezpośredniość potrafi rozbroić słuchacza - który wybacza, że jak to bywało u Debicha - niewiele zostaje w głowie, jednym uchem nam wpada jakiś motyw, a zbyt szybko o nim zapominamy gdy wybrzmiewa już następny. Kilka miniatur należy wyróżnić, choć tak na dobrą sprawę prawie każdy utwór jest udany. Mnie zachwycił "Dlaczego lubię księżyc" - klimat ociupinę w duchu ówczesnych Skaldów, kłania też Demis Rusos i jego "Forever and Ever" - to idealna rzecz do słuchania na późne popołudnie czy wieczór do gorącej herbaty (prostą melodię serwują nam flet, saksofon i gitara). Ostatni z idealnie trafionym tytułem: "Trochę Relaksu" to już absolutnie rzecz do poduszki - na dobranoc, otulający ciepłem Hammond i "hollywódzko" podane smyczki - brakuje tylko Nat King Cole`a. Za każdym razem coś innego zwraca naszą uwagę, czy to motyw fletu, jakiś motyw na zakończenie gitary - muzyka za każdym razem brzmi znajomo, że "gdzieś się to już słyszało" - takie uczucie towarzyszy nam w mocno "festiwalowych" : "W otwarte karty", dyskotekowo funkowym "Rozchmurz się i tańcz", "Do celu", "Skok bez tyczki", czy podlanego orientalnym sosem - "Wiosna w Sajgonie" (dzięki syntezatorowi mamy feeling jak we wczesnym Kombi). Debich bardzo dobrze orientował się co i jak się gra na zachodzie w tamtym czasie. Razem z kompozytorami potrafili na tyle sprytnie zapożyczyć czy uszczknąć coś od ówczesnych mistrzów gatunku i to wręcz dosłownie np. od Stevie Wondera w "You Are the Sunshine of My Life", Barry White`a, Tower of Power, Chicago, Kool and the Gang, Earth Wind and Fire - że nie sposób im wprost zarzucić plagiatu. Kłania się też solidne przestudiowanie patentów i rozwiązań mistrzów zachodniej muzyki filmowej - Legranda, Vladimira Cosmy czy nawet Johna Barry od Jamesa Bonda - np. w "Dokąd Idę Nie Wiem Sam" czy jakby wyjęty z jakiegoś kryminału "Suchumi" i rzecz jasna roztańczona funkowa "Puma" - czyli trochę od Sly and Family Stone czy coś od Isaaca Hayesa. Pomysłów na poszczególne utwory Debichowi nigdy nie brakowało i pewne utwory zostają zaprezentowano w innej formie np. obdarty z latynoskiej rytmiki "Brazil", Trochę dziwne wrażenie robi jedynie chaotyczny, jakby posklejany z niepasujących do siebie części "Fragment większej całości" - czyżby przewrotna satyra z coraz bardziej komercjalizującego się jazz-rocka ?, na przemian impresja fortepianu z wejściami sekcji dętej. To bardzo przyjemna porcja muzyki, niezwykle barwna i bogata - potrzeba wielu przesłuchań by ją bardziej docenić i zapamiętać poszczególne kompozycje. Dobra na jesienny spacer, ale głównie by zaszyć się w piątkowe popołudnie po całym tygodniu pracy i trochę się zrelaksować. Może niekoniecznie warto wydawać "fortunę" na ten zbiór - równie dobrze naszą ciekawość zaspakaja przyzwoita kopia 😎
Załączniki
wspomnienie.jpg
wspomnienie.jpg (133.62 KiB) Przejrzano 480 razy
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Henryk Debich

Post autor: Inkwizytor »

https://www.discogs.com/release/3417940 ... Sqd4Dk-6_g


Wyczarowanie odpowiedniego nastroju - słowem "atmosfery" jest zawsze w sztuce najważniejsze. Orkiestra pod dyrekcją Henryka Debicha nie miała sobie na tym polu równych. To bodajże już 8 czy 9 zbiór archiwalnych nagrań w tym przypadku z okolic 1977. Udało mi się zebrać wszystkie, które do tej pory się ukazały, choćby w formie kopii. Tyle się tego ukazuje, iż doprawdy trudno zdecydować co powinno się znaleźć na półce (i w odtwarzaczu) jako oryginalny CD a co śmiało można sobie odpuścić czy zadowolić grzecznościowo zgraną wersją 😎. Atmosfera to chyba jeden z ciekawszych zestawów orkiestry Debicha (sama okładka również intryguje - mamy młodego chłopca próbującego posłać w chmury dmuchany model samolotu z logo LOT), co wcale nie znaczy, że na poprzednich np. City, Horyzonty czy Majówka brakowało wartościowych rzeczy. Ta składanka nagrań radiowych jest chyba najrówniejsza pod względem poziomu, a przy tym najbardziej urozmaicona stylistycznie. Mamy klasyczne propozycje jak na szyld "orkiestra rozrywkowa" przystało, które śmiało mogły spodobać się niekiedy wręcz "przypadkowym" słuchaczom radia. Atmosfera to przegląd ówczesnych fascynacji muzyków w nad wyraz zgrabnie zaserwowanych kompozycjach - mamy coraz modniejsze disco, soul-funk, jazz-funk, easy listening, muzykę "środka", trochę r`n`b czy muzyki latynoskiej. Ta muzyka, jak u Debicha przystało ma wiele uroku, nieodpartej siły uwodzenia, ale niekiedy za szybko się o niej zapomina i niewiele zostaje w głowie. Potrzeba wiele przesłuchań by te nagrania nam się solidnie utrwaliły. Jeśli ktoś szuka pogodnej, bezpretensjonalnej i melodyjnej "muzyczki" na "powitanie wiosny", długi weekend, nad jeziora, na górski szlak, nad spacery - to jest bardzo dobry wybór. Formacja p. Henryka potrafiła uchwycić ducha tamtych czasów - znów przed oczyma stają nam ludzie kolorowo ubrani, długie włosy, kwieciste koszule, spodnie dzwony itd 😂.


Każdy utwór to pewna wariacja, fantazja na "zadany temat" - mamy latino-disco chociażby w "Sambie dla Przyjaciół", odpowiedź na mega hit "Kung-Fu Fighting" Carla Duglasa w "Kimono" (i zapowiedź tego co w tym temacie będzie miał za parę lat do powiedzenia nasz Franek Kimono 😁), łagodniejszą formę jazz-rocka a la Urbaniak, Ponty, Lockwood i Caravan mamy w najambitniejszym na płycie - otwierającym "Radości Jedynej", klimaty i feeling a la Barry White odnajdziemy w "Katja (the Rapids)" , funk Herbie Hancocka ("Chameleon" i "Hang Up") oraz patenty Isaaca Hayesa mamy w "Buszu (Watch Your Step)", miłośnicy wczesnego Kool and the Gang odnajdą wiele ich pomysłów w "Po Przebudzeniu". Mnie wyjątkowo przypadła do gustu i została w głowie śliczna impresja "Ciepła Atmosfera" - trochę Lonnie Listona Smitha a nawet Camel z okresu "Nude" (odrobinę wkradło z Soft Machine i ich nietypowego "Rubber Riff" ). Znalazło się tutaj parę coverów - dość subtelna przeróbka "Crosswind" z repertuaru Billy Cobham Spectrum. Wpływ Sergio Mendesa, Mangione i naszego Bemibeka jest w znów lekko latynoskim "Wiosennym Spacerze". Niekiedy te króciutkie miniaturki zawierają zaskakujące i skontrastowane odcinki jakby z krańcowo różnych "bajek" - np. "Daleko od Szosy" - najpierw elektroniczna impresja, potem skoczna część łącząca pierwiastki klasyczne, folklorystyczne w duchu Skaldów by potem przejść w funkowo taneczne granie gdzie znów kłania dzięki smyczkom Barry White. Podobnie zaskakujące zwroty akcji mamy w "Zanim Cię Znalazłam" - najpierw budowanie nastroju jakby z serialu szpiegowskiego, potem znów skoczne-folkowe granie gdzie kłaniają Skaldowie a nawet Anawa Grechuty. Debich z partnerami przypomina nam parę operetkowych utworów podanych rzecz jasna we współczesnym sosie - "Tangolita" i "Le Cygne", a standard jazzowy " `S Wonderful" przerabia na bosa novę 😁. Mnóstwo pomysłów i bardzo dobre aranżacje to mocna strona tego wydawnictwa. Nasze orkiestry z tamtych czasów trzymały rękę na pulsie i na swój sposób wchłaniały, przetwarzały i prezentowały słuchaczom radia co się tworzyło na zachodzie.
Załączniki
atmosfera.jpg
atmosfera.jpg (90.03 KiB) Przejrzano 445 razy
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ