Jethro Tull

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

Kurcze - to samo niedawno pomyślałem - trafione w punkt !!!!! :D


Trochę się wewnętrznie szamotałem - na początku gdy "klasyczne" Jethro szlag trafił m.in z winy Iana - Palmer i Barrie - mieli powiedzieć słynne - że Anderson mógł sobie dobrać jakichkolwiek innych muzyków a ludzie i tak "kupiliby" to jako Jethro Tull. Czas pokazał, że sprawa jest bardziej złożona - trochę tak i trochę NIE. Nie tak dawno była gorąca dyskusja i jeden "aspirujący" 14 letni forumowicz został lekko "zbesztany" za radykalne poglądy - że wiele projektów i zespołów już w latach 70 powinna sobie dać spokój bo rock to domena młodych a nie 30/40 latków - potem to już "zdrada" komercha i zaprzedanie się ideałom.


Znów to samo - i tak i NIE. Sam jestem daleki by jakimkolwiek grupom zakazać grać, nagrywać czy działać - inna sprawa - czy ich muzyka nadal na mnie tak działa jak dawniej. Pytanie - czy to się wykonawca zmienił, wypalił, skończył - a może ja jestem innym człowiekiem na innym etapie a może nasz umysł nasza dusza są zaprogramowane i mają ograniczoną "pojemność" pewnej stylistyki i pewnego sposobu grania / komponowania i więcej nie potrafią strawić i przyjąć ?. To ciekawe zagadnienie. To chyba chodziło o nowe albumy np Deep Purple. Mnie np zaskoczyło jak lata temu spodobał mi się i poszerzył mój prywatny kanon krążek Purpendicular - choć sam nie dawałem za band wówczas złamanego grosza - jakiś tam Steve Morse ?.....eeeee..... ? - Ritchie wróć :D i takie tam frazesy. Posłuchałem - miałem dobry okres i przekonałem że zespół nadal świetnie gra i ma coś do powiedzenia. I tu dochodzimy do sedna - wiele grup np Wishbone Ash, Nazareth, Uriah Heep - nadal działą - i pięknie - ale pytanie - czy oni AUTENTYCZNIE mają coś do powiedzenia - czy tylko tak im się wydaje ?.



Genesis nieumyślnie ukręcili na siebie bata w tekście Fading Lights :

" Like the story that we wish was never ending
We know some time we must reach the final page
Still we carry on just pretending
That there'll always be one more day to go"


Czyli nadal to ciągniemy a może tylko udajemy że kolejnego dnia mamy coś do zrobienia ?. Ja nadrabiałem dawniej zaległości w dyskografii JT - od Rock Island zaczęło być pod górkę - już nie ten radosny styl, mniej świeżości, kompozycje przelatywały obok mnie, zwykłe rzemiosło, solidne granie ale magia uleciała - nic już potem tak nie działało jak chociażby odrzut z Broadsword - Mayhem Maybe - to potrafiłoby rozruszać każdą tawernę, karczmę rodem z Wiedźmina czy Kajko i Kokosza - i te skojarzenia wtedy pojawiały naturalnie w rozgrzanej muzyką i wrażeniami głowie - potem..... już nie było żadnych skojarzeń i była pustka i szarzyzna.


https://www.youtube.com/watch?v=9RzWE3SXqmQ
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Retromaniak
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4734
Rejestracja: 13.03.2021, 15:39
Lokalizacja: Niemcy / Bydgoszcz

Post autor: Retromaniak »

Obrazek

https://youtu.be/1APwlHY50vo

Premiera nowego albumu Jethro Tull „The Zealot Gene” już niedługo, bo 28 stycznia.


Póki co mamy kolejny singiel „The Zealot Gene” (tytułowy), z animowanym, dowcipnym wideoclipem.
Nic orginalnego, trochę w stylu późnych lat 70-ch, ze smykami, fletem, jakkby „marszowo”, ale nie jest źle.

Czytałem już recenzje nowego albumu. Są bardzo zachęcające. Poczekamy, zobaczymy...
Największe muzyczne archiwum na Spotify
Awatar użytkownika
Gacek
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4736
Rejestracja: 20.03.2010, 10:27
Lokalizacja: Wieliczka

Post autor: Gacek »

Nic odkrywczego ale brzmi przyjemnie.
Miło że po prawie 20 latach Jethro Tull jeszcze coś wydaje. Znając Andersona można być pewnym że raczej wydawnictwo będzie trzymało poziom.
Awatar użytkownika
Retromaniak
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4734
Rejestracja: 13.03.2021, 15:39
Lokalizacja: Niemcy / Bydgoszcz

Post autor: Retromaniak »

Jethro Tull - The Zealot Gene

Obrazek

Data wydania: 28 stycznia

(12 / 46:41)

Od piątku przesłuchałem ją dwa razy. Jest coraz lepiej...

Piotr Kaczkowski we wczorajszym Maxie 357 zaprezenował z niej 3 utwory:
"The Betrayal of Joshua Kynde"
"Mrs Tibbets"
"Mine Is The Mountain".

Gość ma gust. Wybrał najfajniejsze, chociaż dla mnie wszystkie akustyki są tu urokliwe. Jakby cofnęli się do czasów "War Child".

"The Zealot Gene" śmiało może kandydować do miana płyty miesiąca stycznia 2022 roku.
Największe muzyczne archiwum na Spotify
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=e02K2b5Jn2U

Całkiem fajny bootleg - z pewnością uzupełnienie / dopełnienie oficjalnego Live Bursting Out - dziwił mnie brak jakichkolwiek bonusów do wersji zremasterowanej - a tym roku nadarza się wymarzona okazja - 45 lat od wydania Heavy Horses i Busting. A tym bardziej, że wszelkie pozostałe studyjne doczekały masy materiału dodatkowego, radiowego, czasem koncertowego - wersji dwu / trzy i wiecej płytowych - potężnych boxów i w ogóle. Set lista trasy Horses - na ogół była dość sztywna - ale zdarzały się w jej trakcie ciekawostki - np w sumie drobiażdżki ale cenione przez fanów i kolekcjonerów - np. mini intro - zagrana na dwa zestawy klawiszy Evans / Palmer - wiązanka One White Duck / Pibroch, My God jako wstęp do szalonej solówki na flecie - która później przeradzała we fragment uroczej Kelpie, Wond`ring aloud, szkockie pełne dźwięków dud - a potem syntezatorowe intro otwierające cały występ - zdradzające wpływy Thomasa Tallisa, przeróbka legendarnej prześmiewczej pieśni Groucho Marxa z Kaczej Zupy - Pop Goes the Weasel ( na marginesie niekiedy można dostrzec zadziwiająco zbieżne w wielu punktach poglądy na kobiet , ich głupotę między Grouchem a Ianem :D ), i przede wszystkim gwóźdź programu czyli tytułowy Heavy Horses - którego jednak mi bardzo brakowało na Bursting, przewijała skrócona instrumentalna wersja Living in the Past. Ciekawostką jest że pojawiało się inne nagrania - o wiele ciekawsze niż przeciętny oficjalny - Conundrum - przechodzący również w solo Barlowa - bootlegerzy nijako z przyzwyczajenia i z automatu nazywali to "Conundrum" ale słychać, że to inny kawałek - wzbogacony o partię Evana na elektrycznym pianinie Yamahy i prowadzący coś w rodzaju "dialogu" z gitarą Martina. Anderson w swym niepodrabianym stylu kpiarza mawiał - że "Martin raz na parę lat coś napisze" :wink: . Tak czy siak nie brakowałoby muzyki by wzbogacić portret Bursting Out. Nie mam pewności czy na trasie Horses jeszcze wykonywali własną wersję fragmentu 9tej Symfonii Beethovena - na trasach w 76 i 77 jak najbardziej, jedne źródła podają, iż w 78 okazjonalnie tak.... zgodności nie ma. Tak czy siak to ukłon w stronę fascynacji Evansa - podobno miał jego repertuar opanowany mistrzowsko - bliscy mawiali, że to niekiedy była taka jego "prywatna obsesja" - a jak chciał dopiec współlokatorom czy w studio dostawał szału to bez końca grał Beethovena :D ( gdy świeżo dołączył do bandu i miał okazję pokazać, że nie jest przypadkiem na scenie czy "po znajomości" - w 70 w trakcie With You There to Help Me - przemycał np. fragmencik Sonaty Patetycznej ).


https://www.youtube.com/watch?v=oOup035YGFk

ps. łezka się kręci w oku jak się ogląda w/w show czy słucha bootlegów z 78 - jak oni byli cholernie dobrzy, super zgrani, Palmer jeszcze był Davidem choć diabli wiedzą co mu już wówczas chodziło po głowie :roll: . To był PRAWDZIWY Jethro Tull - a od wielu lat to, przynajmniej dla mnie - "Ian Anderson Band"
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

Anderson potrafił intrygująco układać koncertowe listy - ale czasem trudno było zrozumieć jego posunięcia - np. że przy okazji Horses Tour 78 nie zagrał kapitalnego, pełnego rockowej mocy i wyrafinowanego Beltane - jednego z moich i nie tylko ulubionych i najlepszych pozycji z tego okresu. Podobnie w przypadku charakterystycznych i uosabiających to co najlepsze w stylu JT - Moths, Mouse Police i inny mój faworyt - romantyczny Rover. Fani na ogół też byli zgodni, że skrócony drastycznie tytułowy Songs from the Wood to też był największy "zgrzyt".
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

https://rockserwis.pl/products/245371



Niedawno, pod koniec czerwca ukazał kolejny z serii boxów / grubych ksiąg - zestaw Bursting Out - 3 CD i 3 DVD. Ładnie wydany i tradycyjnie stosownie drogi - ale można przeżyć. Sporo ciekawych bonusów, brakujące utwory, które nie zmieściły pierwotnie na płytę koncertową a były wykonywane - mniej szczęścia miał tytułowy Heavy Horses a na żywo brzmiał wybornie, dostojnie. Ciekawostką są kawałki wykonywane w trakcie soundchecku ale ostatecznie nie zagościły w regularnej set liście. Mnie zachwycił drobiazg - Botanic Man. Maniakom Jethro już znany z kolejnego, doprawdy nie wiem już którego remastera z mixem Steve`a Wilsona - Heavy Horses ( który paradoksalnie jak dla mnie - również polecam bo dodatki są smakowite i o niebo ciekawsze od wcześniejszego remastera gdzie dodano "tylko" Living in These Hard Times i Broadford Bazaar.) Na Bursting Botanic Man jest w "ungplugged" wersji tylko flet lidera, trochę dzwoneczków czy wibrafonu i piano Yamahy genialnego Johna Evana. Na Horses mamy przecudnej urody balladę z tekstem o sielance na wsi... Anderson choć znany ze swojego sarkazmu, ironii, jadu i ciętych tekstów - potrafił zdobyć na nieco czułości a w wywiadach nigdy nie ukrywał, że na wsi, wśród przyrody i zwierząt zwyczajnie był szczęśliwy i tam najlepiej wypoczywał. Botanic ( podobnie jak wcześniej chociażby Beltane ) stanowi przykład jego talentu kompozytorskiego - że nawet te pozornie "mniej udane" kawałki po latach robią fajne wrażenie i to żadne tam "odrzuty", słabizny czy powody do wstydu. Może uznał, że ten kawałek jest za "ckliwy", za "romantyczny" nawet jak na niego ?. :roll:


https://allegro.pl/oferta/jethro-tull-h ... 5954999985


https://www.youtube.com/watch?v=AzRUrwL4Tkg

Moim zdaniem po tego remastera Horses warto sięgnąć i zajrzeć od kuchni ( a może "od stajni" czy do "stodoły" ? ) jak szykowano krążek i dowiadujemy się czegoś nowego i więcej o zespole. Na pewno w jakim stanie ducha był Anderson. Ok, może to brzmiało ciut staromodnie - ale czyż nie za to nie kochaliśmy tę formację ?.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

posting.php?mode=reply&t=124&sid=6ca3d3 ... dd4405e69d


W ciągu ostatnich paru lat Jethro się mocno uaktywnił - regularnie nagrywają płyty - a na marzec szykuje się kolejna. Podobno ma się pojawić długi 17 minutowy utwór - suita, najdłuższy kawałek od niepamiętnych czasów. Szkoda, że bez Martina Barre. :roll:
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

https://artrock.pl/aktualnosci/13415/je ... cades.html


Idąc wcześniejszym tropem - Jethro zawita do nas na początku grudnia na 2 koncerty m.in w Ice Congress Centre w Krakowie. Gdyby Ian był w takiej formie wokalnej jak w latach 70 i nadal grali Barre i Evans to może bym się przeszedł :roll:
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

"Crest of a Knave" - czyli w luźnym tłumaczeniu: "Herb Łotra" 😁, w mistrzowskiej okładce jakże zasłużonego artysty heraldycznego Andrew Stewarta Jamiesona. W przyszłym roku płytka będzie świętować 40 urodziny (na swój sposób już w tym, gdyż spora część materiału na pewno została skomponowana w 86 r.), a niezmordowany lider Ian Anderson okrągłe 80. W tym roku 80`tka stuknie byłemu gitarzyście Tull - Martinowi Lancelotowi Barre, który niestety od lat nie jest już członkiem tego zespołu, a był przez wiele dekad. Ciekawe co zespół - obecnie raczej "Ian Anderson Band" niż "Tull" - przyszykuje w 2028, gdy wówczas będą obchodzić .... 60 lecie istnienia zespołu. W momencie gdy ukazał się "Crest" - formacja powoli dobijała do 20, co niezbyt cieszyło lidera, gdyż - jego zdaniem - 25 brzmi o wiele lepiej. Bardzo mnie zastanawia co sobie myśli teraz, że 60 lecie zbliża się nieubłaganie. Zakładając, że wszyscy dożyją, ale jak zwykle w takich sytuacjach "Daj Boże Zdrowie" 😂. Skoro mowa o okładce i "Tull". Mistrz herbów Jamieson stworzył jedną z lepszych okładek dla zespołu - w herbie uniesiony w górę flet - kto oglądał gesty i popisy na scenie lidera, ten doskonale wie o co chodzi 😎.


Po poprzednim, przez wielu znienawidzonym i wręcz wyklętym silnie elektronicznym "Under Wraps" z 1984 zespół postanowił zerwać ze zbyt wyeksponowaną elektroniką i wrócić do bardziej gitarowego grania. O ile poprzedni wywołał sporo kontrowersji i raczej nikomu nie było do śmiechu to "Crest" wywołał ich niewiele mniej, ale tym razem było zdecydowanie zabawniej. Wszystko przebiła uroczystość wręczania nagród Grammy, gdy zespół otrzymał ją w kategorii...."heavy-metal/hard-rock... - wyprzedzając faworyzowaną przez chyba wszystkich Metallicę i ich album "... And Justice for All...". Przekonanie o zwycięstwie ekipy metalowych wymiataczy było tak powszechne i pewne, że odradzano by Jethro się tam w ogóle pojawiało, bo "wszystko już zostało dawno rozdane". Szok był ogromny, plus śmiechy i buczenie na widowni. Nagrodę dla ekipy Andersona wymienia się wśród chyba 10 największych "skandali" na gali tej nagrody. Lider - choć silnie zaskoczony - zareagował z typowym "szkockim" spokojem i dystansem, że dla nich to potwierdzenie, że są w tym biznesie od lat i na dobrą sprawę są zespołem (hard)rockowym, bo przecież nie popowym. O ile się nie mylę w kolejnych edycjach rozdzielono obie te kategorie i słusznie. Każdy z zespołów potem "odgryzł" się rywalom w typowy, nie pozbawiony poczucia humoru sposób. Management Tull opublikował w prasie ogłoszenie, że "flute is heavy, metal instrument" - "flet to ciężki, metalowy instrument" 😁. A na koncertach emitowali film, gdzie słynne postacie miały cegły zamiast głów - również członkowie Metalliki. Z kolei bodajże w 1990, gdy w końcu otrzymali Grammy za utwór "One" - to przy odbieraniu nagrody Lars Ulrich podziękował również Jethro Tull, że w tym roku żadnej płyty jednak nie nagrali 😂 ("Catfish Rising" nagrano dopiero w 1991).


Podziwiając okładkę "Łotra" rzuca się w oczy mocno wyeksponowany drugi człon nazwy zespołu "Tull". Podobno już wtedy lider rozważał "korektę" - by zrezygnować z pierwszego "Jethro" - za którym nie przepadał i uważał, że "kojarzy się to z wioskowym głupkiem" 😁. Monty Python może to potwierdzić 😎. Niewiele mniej kontrowersji wywołał "nowy" styl muzyczny - silnie zainspirowany będącymi wtedy na topie - Dire Straits np. w bardzo lubianym przez fanów "Budapest" i "Said She Was a Dancer". Zespół się dość "pokrętnie" tłumaczył. Lider forsując się na poprzedniej trasie w 1984 stracił głos i przez wiele miesięcy poddawał się rekonwalescencji. Przyznał, że nie potrafi już tak śpiewać jak dawniej - stąd jego głos, ocierał się czasem o "melodeklamację" i mógł kojarzyć z bardziej "zmęczonym człowiekiem". Okazało się to przełomowe, już nigdy nie zaśpiewał jak w latach 70. Anderson znów obracał sprawę w żart, że jeśli mają brzmieć jak jakiś zespół to Straits nie jest najgorszym wyborem. Z kolei gitara Martina Barre również mocno trąciła stylem Marka Knopflera. Sam zainteresowany tłumaczył, że to pewien "styl gry" (jakich wiele), a nie ślepe kopiowanie. Przy okazji przypominał pewną (podobno prawdziwą) anegdotę sprzed lat, gdy młody Mark miał zwrócić się do producentów bodajże Stratocastera i prosił o model "który daje brzmienie jak u Martina Barre z Jethro Tull" 😂. Bądź tu mądry. "Crest" to nie tylko mocne piętno Dire Straits ale i np. bardziej przebojowego, również podlanego elektroniką ZZ Top - np. w otwierającym opartym na sekwencerze przebojowym "Steel Monkey" oraz w "Rising Steam". Słychać w wokalach i partii gitary wpływy Billy Gibonsa.


Mimo pewnych oczywistych kontrowersji - "Crest" nie jest złym albumem. Fanom nawet się spodobał - a wielowątkowy i dość "romantyczny" "Budapest" wszedł na stałe do kanonu zespołu i trudno sobie dziś wyobrazić koncert bez tego kawałka (i tego intro na fortepianie). Gościnnie na skrzypcach pojawił się Ric Sanders - wtedy w Fairport Convention, którego liderem był basista Jethro - Dave Pegg. Wcześniej Sanders przewinął się przez schyłkowy Soft Machine z płyty "Alive and Well". Ten album poznałem i polubiłem dość późno. Jak większość najbliższy jest mi "folkowo-leśny" okres w historii zespołu z lat 77/79. Piętno Dire Straits mi nigdy nie przeszkadzało (mamy coś z "Private Investigations w "Budapest" oraz z "Telegraph Road i "Tunnel Of Love" w "Mountain Men", a pierwsze wersy "The Waking Edge" - to prawie cytat melodii z "Brothers in Arms"). Ianowi wymuszona przerwa wyszła na dobre - zaprezentował mocne muzyczne pomysły - na kompozycje, które zapadają w pamięć np. "Farm on the Freeway" ( w środku mamy gitarowe riffy jakby z okresu "Aqualung") czy "Jump Start" (w finale na koncertach wkraczali członkowie ekipy technicznej z tekturowymi gitarami potrząsając nimi parodiując "metalowe stadionowe szaleństwo"). Tym razem na keyboardach zagrał sam lider, czynił to już wielokrotnie w przeszłości. Na koncerty został zaproszony słynny Don Airey - wcześniej w Colosseum II, Rainbow, Ozzy Osbourne`a czy Whitesnake. Nie zagrzał długo miejsca w zespole - gdyż jego gra okazała się dla wielu zbyt o ironio - "heavy-metalowa" (większość fanów go nie polubiła i nie widziała go w zespole, czepiano się tak kuriozalnych detali jak np. że "udawał", że nie korzysta z sekwencerów np. w "Steel Monkey", a wszystkie te szybkie partie syntezatora sam gra "z rąsi" :roll: ). Sam przyznawał, że Tull nie było "z jego beczki" i wolał cięższe granie. Po latach wspominał, że kiedyś na lotnisku wpadł na byłego szefa Andersona i ucięli sobie miłą pogawędkę.... o wnukach 😁. Zastąpił go multiinstrumentalista Maartin Allcock, który wcześniej nie miał pojęcia o klawiszach - skupiał głównie na basie i gitarach. Podobnie jak Pegg lubił się "bratać z fanami" i często z nimi popijał browca. Z nim grupa nagrała łączący folkowe, wręcz greckie klimaty z cięższym blues-rockowym feelingiem - naprawdę udany "Part of the Machine". Lider pożegnał się ze świetnym keyboardzistą Peterem Vetesse`m - uznanym za "głównego winowajcę" elektronicznego brzmienia nieszczęsnego "Under Wraps" (choć coś z tego album zostało przemycone w "Dogs in the Midwinter" oraz w intro do "Mountain Men" ) - co było bzdurą - w tym zespole o wszystkim decydował Ian. Peter był dobrze obeznany z najnowocześniejszą technologią i jedynie realizował wytyczne szkockiego szefa. W tekstach, jak zwykle w jego przypadku lider traktował o sprawach "damsko-męskich" - czyli nie pozbawionych pikanterią romansach z przedstawicielkami płci pięknej zza żelaznej kurtyny - czyli z Węgierką w "Budapest i Rosjanką w "Said She Was a Dancer".... ale pełnym niekiedy celowych niedopowiedzeń 😉. Ian nigdy nie ukrywał, że lubi "ostre" potrawy oraz równie "ostre" kobiety. Ten temat poruszał już w przeszłości - chociażby w słynnym "Hunting Girl" - oparty na luźnych motywach "Lady Chatterley" (choć w opowieści Iana "role" zostały jakby odwrócone), a niebawem w dość sprośnym "Kissing Willie" - ze znakomitym teledyskiem (brodaci, troszkę niedomyci muzycy naprawdę prezentują się jak najprzedniejsze grajki / minstrele z jakieś oberży z XVIII wieku) zainspirowanym niegdyś u nas "popularną" serią (jak dla mnie debilnych, traktujących niemalże wyłącznie - jakby powiedział nadszyszkownik Kilkujadek - "o ciurlaniu" :wink: ) filmów komediowych - "Carry On" / "Do Dzieła" 🫣.
Załączniki
crest.jpg
crest.jpg (71.76 KiB) Przejrzano 1442 razy
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

https://www.loudersound.com/music/album ... nder-wraps


Tull szykują dla "fanów" wielopłytowe wydanie kontrowersyjnego krążka "Under Wraps", z remiksami, uwzględniając solowy Andersona "Walk Into Light" oraz koncertowym materiałem "Live at Hammersmith 84" (teraz odrobinę rozbudowany, ale i tak w dalszym ciągu niekompletny, akurat ten koncert jest bardzo dobry, pierwotnie ukazał się w 1990 wydany przez Raw Fruit, teraz jest kolekcjonerskim rarytasem). Coś mi mówi, że stosunkowo niewielu się na ten box skusi :wink: .
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Greenslade75
pocztówka dźwiękowa
Posty: 35
Rejestracja: 04.04.2026, 08:25

Re: Jethro Tull

Post autor: Greenslade75 »

Ian powinien dodać do tego wydawnictwa DVD albo BluRay z bardzo dobrym koncertem JT z Capitol Theater Passsaic (1984-10-28).
Ostatnio zmieniony 08.04.2026, 09:00 przez Greenslade75, łącznie zmieniany 1 raz.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4760
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Jethro Tull

Post autor: Inkwizytor »

Zgadza się - potwierdzam, show z Capitol Theater jest znakomite i stanowi dobrą okazję, by nieco zweryfikować "negatywną" opinię o Under Wraps (początek - czyli instrumentalne Locomotive Breath - przechodzące w Hunting Girl wysadzają z fotela, a i premierowy materiał wypada przyzwoicie - chociażby tytułowy czy jeden z moich ulubionych "Later That Same Eevening"). Widać, że Anderson się wtedy nie oszczędzał - zgodnie z tym co mawiał Barlow, że jego i Iana po każdym koncercie (czy już w trakcie) można było wyżymać :D . Lepiej można zrozumieć dlaczego wtedy prawie stracił głos i wiele miesięcy dochodził do siebie - na dobrą sprawę do dawnej sprawności nie wrócił już nigdy. Passaic jest chyba najlepiej sfilmowane - są co prawda jeszcze fanowskie kamerówki z Paryża i Barcelony, ale to tylko ciekawostki, bo jakość jest słaba. Większość fanów już dawno ma kopię koncertu z Capitolu w swoich zbiorach, może znów chodzi o kwestię - kto ma prawa do tego materiału ?, bo nie wydaje mi się, że jeszcze jakiś inny show z tej trasy został profesjonalnie sfilmowany.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ