
Jak już się pojawiły płyty LP (33⅓ obrotów na minutę) to dołożono kilka utworów z wcześniejszej sesji w trochę innym składzie.
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy


Jedna z niewielu płyt przez które nie przebrnąłem. Intensywność tej muzyki oraz wokal doprowadzony do ekstremalnej ostateczności. Utwory Deicide, Obituary czy Morbid Angel przy None So Vile to w zasadzie mogłyby w radio lecieć, a takie wokale Chucka Schuldinera to na luzie przypasiłyby słuchaczowi zetkiGacek pisze: ↑29.05.2026, 16:49 A ja miałem czas w pracy i poszedłem śladem "fenomeny z RYM".
Cryptopsy - None So Vile
Ilość ocen 17,974, średnia 4.04 (inne płyty zespołu maja głosów wielokrotnie miej) w topie Death Metalu miejsce 3 zaraz po Symbolic i Human od Death.
Brzmieniowo tłuściutko, klasyczny Death metalowy groove lat 90. Perkusja wali jak na wyścigi, gitary tną bez litości. Czasami jest to przewidywalna nawalanka jakby zrobiona z podręcznika dla młokosów a czasami zdarzają się istotnie karkołomne techniczne momenty gdzie można z przyjemnością zawiesić ucho. Plus za smaczki w rodzaju nastrojowego fortepianowego wejścia do Phobophile.
Wisienka na torcie i mały szczegół który mnie bawi tak jak ocena tego wydawnictwa. Na wokalu... jakby to powiedzieć... wymiotuje świnia![]()
Gdyby wziąć najbardziej kuriozalny i karykaturalny metalowy wokal to ten jest jeszcze gorszy, próbowałem słuchać z tekstem, niestety jest on w nie namierzalny w utworach. Być może AI by pomogło![]()
Muzycznie dla ortodoksów pewnie spoko dla mnie momentami za bardzo, wokal żenujący.
Jak to się znalazło zaraz obok wycyckanych, brzmiących niemal sterylnie, zagranych z mistrzowską wirtuozerią, połamanych i świetnie wykrzyczanych dzieł od Death? Jak to się znalazło 10 oczek przed pierwszym kanonicznym Morbid Angel który zdefiniował gatunek i dwadzieścia jeden oczek przed kanonicznym debiutem Entombed?
Czy RYM to stan umysłu czy ktoś faktycznie dłubie przy tych ocenach? A może to jakiś żart który wszedł za bardzo?

Fajnie, fajnie.Crazy pisze: ↑01.06.2026, 21:43 Bubu - Anabelas
- Okechukwu sporo pisze ostatnio, to mnie natchnęłoTo taka płyta, którą lubię sobie od czasu do czasu włączyć. Progowe kombinowanie z tempem i gonitwy po dźwiękach jakoś mi w tym anturażu zupełnie nie przeszkadzają - nie uważam tej płyty za wybitną, ale jest w niej naturalność i taki flow, który w tej stylistyce często nomen omen przepływa obok mnie.
CD1, #10:
Muzycznie nawet jako tako ale świniak na wokalu... nie nie. Wszystko ma swoje granice.Oleeks pisze: ↑02.06.2026, 10:05 Jedna z niewielu płyt przez które nie przebrnąłem. Intensywność tej muzyki oraz wokal doprowadzony do ekstremalnej ostateczności. Utwory Deicide, Obituary czy Morbid Angel przy None So Vile to w zasadzie mogłyby w radio lecieć, a takie wokale Chucka Schuldinera to na luzie przypasiłyby słuchaczowi zetki![]()
Ładnie ładnie. Klasyczny sludgeowy walec. Nowej płyty jeszcze nie słyszałem ale recenzje zbiera bardzo dobre. Chyba też nich wrócę bo zacząłem poznawać gatunek od końca a Neurosis znam wybiórczo.
