Album roku 1980 (edycja 2026)

Najciekawsze - najsilniejszych.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 16003
Rejestracja: 11.04.2007, 21:33

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: B.J. »

Wspominałem o archiwaliach Blue Note. Ich wysyp przypadał na lata 1975-82. Potem kontynuował to label Mosaic. W 1980 było miodu sporo. Nie siedzę mocno w temacie, ale ten plebiscyt to świetna okazja by się weń zagłębić.
Można oczywiście marudzić, że archiwalia nie oddają ducha epoki. To jest dyskusyjne. A co np. jeśli masz do czynienia z dziełem ponadczasowym - czyż nie okaleczasz swej wiedzy puszczając je mimo uszu z powodu niemądrego samoograniczenia? Twój wybór.

Zacznę od litery A.

Obrazek

Andrew Hill - Dance with Death
Wiem, że ten nietuzinkowy muzyk ma tu miłośników swojej sztuki. I słusznie. Ten album to owoc sesji w 1968 r. z udziałem m.in. Joego Farrella i Charlesa Tollivera. Wszystkie kompozycje to dzieła autorskie, a album w wykazie dyskograficznym pianisty zasługuje na wyboldowanie. Post-bopowy mainstream z nutą awangardy - niejedną. Wszystkie w celu.
esforty
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5214
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: esforty »

Jazzujemy dalej :mrgreen: :
esforty pisze: 25.04.2026, 11:03 Obrazek
Joe Henderson - Mirror, Mirror 1980

Dostałem to do posłuchania, bardziej ze względu na jakość realizacji niż na muzykę. To reedycja, może remiks (choć na okładce nie ma informacji o takim zabiegu) labelu MPS z 2016 roku.
MPS to szacowna oficyna z Niemiec słynąca z dbałości o dźwięk prezentowany na płytach, ale o tym wszyscy tu wiedzą.
Na półce mam kilka (4-5) tytułów z ich znaczkiem i jeszcze kilka udało się poznać w sprzyjających warunkach i zawsze to ma/miało wysoki standard realizacyjny. Zatem kładąc dysk do odtwarzacza miałem oczekiwania, podbite przez kolegę. I rzeczywiście prezentowana muzyka miała walor bardzo dobrze zrealizowanej.
Za to zaskoczył (mnie) materiał muzyczny, jeśli bowiem prezentowany hard-bop trzymał się definicyjnie owej estetyki to dalekie to było od skostniałości (oczekiwanej :oops: ). Grają z sercem i Ich warsztatowa biegłość niweczy podejrzenie, że to jakiś rutynowy set by zarobić trochę hajsu.
Nie przypominam sobie , żebym w ostatnim czasie natknął się na nijaką grę Hendersona. Zwykle to wysoki lot ( McCoy Tyner/Joe Henderson- Forces Of Nature, choćby) i tak jest tym razem. I że sekcja Carter/Higgins dostarcza porównywalnych emocji, co nie specjalnie dziwi.
Mnie zdumiał in plus Chick Corea co do którego, od połowy lat 70-tych ( dokonania fonograficzne firmowane Jego nazwiskiem) nabierałem dystansu. Na płycie Mirror, Mirror przy akustycznym fortepianie pokazuje p. Corea, że <nikomu z nosa nie wykapał> i będąc w pierwszej lidze nie jest w niej <na gapę>.
Dla porządku dodam, że wydarzenia na płycie chwilami "wybiegają" ponad to co z hard-bopem, zwykliśmy kojarzyć.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Awatar użytkownika
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 16003
Rejestracja: 11.04.2007, 21:33

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: B.J. »

Obrazek

Budgie - Power Supply

Szukałem, czy ktoś już wspomniał o naszym ukochanym walijskim Budgie, którzy przydzwonili heavymetalowym albumem. Byłoby to wielkie przeoczenie o tym nie wspomnieć, a jednak dotąd w wątku nie padło. Padło za to nie tak dawno w ramach tego rocznikowego remanentu, który warto zacytować w całości:
WOJTEKK pisze: 10.12.2022, 13:12 Podejdźmy do tego systematycznie i zacznijmy od początku:

1980

Angel Witch - Angel Witch - trochę zapomniany klasyk NWOBHM, znakomita płyta, świetne riffy, świetne melodie, lekko glamowe. Mogą być punkty - koniec trzeciej dziesiątki?

Anyone's Daugher - Anyone's Daughter - taka trochę niemiecka odpowiedź na UK, ale też słychać nieco SBB z Follow My Dream i Welcome, u mnie się chyba nie zmieści, ale u Agnieszki na pewno coś AD się znajdzie. może niekoniecznie ten krążek

ABBA - Super Trouper - wyborna płyta, świetny pop, tytułowy to już popowy klasyk

AC/DC - Back in Black - bardzo dobra płyta, a Johnson godnie Bona Scotta zastąpił. Najlepsza płyta Piorunów w latach 80-tych. A do tej pory lepszej nie nagrali. Ale raczej na listę nie trafi

Air Supply - Lost in Love - australijski zespół popowy, który specjalizował się w takich bardzo patetycznych balladach, pretensjonalne jak jasna cholera, ale ja ich lubię. Power of Love to ich numer

Bauhaus - In The Falt Field - pierwsza płyta Bauhaus - zgiełkliwa perła brytyjskiej nowej fali. Chyba moja ulubiona płyta tej kapeli - 2-3 dziesiątka

Black Sabbath - Heaven & Hell
- pierwsza płyta z Dio, bardzo udana, inny Sabbath, dobry Sabbath. 3-4 dziesiątka.

Bowie, David - Scary Monsters - tam jest Ashes to Ashes. Stylistycznie kontynuacja trylogii berlińskiej. Świetna płyta

Browne, Jackson - Holding Out - to raczej tylko tak dla wspomnienia, że ktoś taki jest, a nuż komuś się to przyda - amerykańskie singer-songwriter, a to jego jedna z lepszych płyt, mimo, ze nieco bardziej pop-rockowa

Budgie - Power Supply - Budgie w wersji metalowej bardzo ładnie mi podchodzi i tu jest "Time to Remember"

Budka Suflera - Ona przyszła Prosto z Chmur - pójdzie Budki w stronę mainstreamu, bardzo udane zresztą, bardzo. Tytułowy, Planeta Smoka, Słońca jakby mniej - rządzą.

Buggles, The - Age of Plastic - prorocze Video Killed Radio Star - do tego świetny numer.

Bush, Kate - Never Forever - pierwsza płyta Kaski, którą sama produkowała i nie ma już takich "ciężkich" aranżacji z 2 pierwszych płyt. Bardzo dobra piosenki, np. "Army Dreamers", Breathing". Właściwie jest to ostatnia taka typowo "piosenkowa" plyta Kaśki.

Electra - Die Sixtinische Madonna - taka progresywna próba kapeli z NRD - moim zdaniem calkiem udana, a tytułowa suita jest po prostu dobra

Flash & The Pan - Lights in The Night - druga i najlepsza płyta takiego specyficznego duetu z Australii - piszę o nich, ze to new Wave, new romantic, ale raczej wykorzystali takie brzmienia do tworzenia bardzo fajnego pop-rocka. Tytułowy numer!

Gebriel, Peter - III (akaMelt) - moja ulubiona płyta Gabriela - ten jego charakterystyczny styl właśnie się na tym krążku pierzy i właśnie wtedy wymyślili z Collinsem to charakterystyczne brzmienie perkusji

Genesis - Duke - jeden z moich ulubionych Genesisów, sensowne połączenie prog-rocka i mainstreamu, będą punkty

Hawkwind - Levitation - jedna z lepszych płyt Hawkwind. Zresztą nie tylko mi się tak podoba, bo był to spory sukces komercyjny

Hawkwind - Live - krótki, ale bardzo konkretny koncert, dobre tempo, dobre numery, dobre wykonanie

Icehouse - Icehouse - europejski debiut Kangurów, bo u nich zostało to wydane pod szyldem The Flowers, świetny numer tytułowy, trochę Bowiego, Reeda.

Iron Maiden - Iron Maiden - Paul di'Anno dawał radę - spokojnie, poza tym same klasyki. Mogą być punkty...

Japan - Gentlemen Take Polaroids - kupiłem to kiedyś dla jednego numeru - Nightporter, ale potem mi cała płyta weszła. Chociaż wolę i poprzednią i następną. ale gdybym tej nie polubił, to do tamtych bym nie dotarł

Joy Division - Closer - podoba mi się ,ale coś takiego powiedziec o takiej płycie to tak... niezbyt adekwatnie. Bardzo ważna dla mnie płyta, ale tak już bardziej historycznie. Nie wiem, czy ją wepchnę na listę

Judas Priest - British Steel - pierwsza w pełni metalowa studyjna płyta Judaszy, świetne numery, tylko beznadziejna perkusja

Killing Joke - Killing Joke - debiut jak petarda, do tego już doskonale wiedzieli co i jak chcą grać - bo dalej tak grają, tylko lepiej. Tam jest "Wardance" i "Requiem"

Kitaro - Silk Road Vol.1 & Vol.2 - ładny, dosłownie, kawałek japońskiej elektroniki

Krokus - Metal Randez Vous - pierwszy zauważony album Szwajcarów, naprawdę dobre granie, taki solidny średnio-wyższy poziom metalowy. I wcale nie kopiują aż tak bardzo AC/DC

Le Roux - Up - southern rock pomieszany z AORem, do tego "siadł" im songwriting i wyszedł bardzo fajny rockowy album.

Nash, Graham - Earth & Sky już bardziej AOR, sporo klawiszy, ale świetne piosenki

Numan, Gary - Telecon, dobra, ale nie wybitna płyta tego pana, lepsza od poprzedniej, ale gorsza od "Replicas"

Oldfield, Mike - QE2 - sympatyczna płyta, ale nic więcej.

Orchestral Manoeuvers In The Dark - Organization - tu jest "Enola Gay", a cała płyta też jest dobra, ale następna lepsza

Osbourne, Ozzy - Blizzard of Ozz - solowy debiut Ozzy'ego, chyba równie dobry, co jego byłych kolegów

Porter Band - Helicopters - jedna z najlepszych polskich płyt lat 80-tych i pewnie czołówka polskiego rocka ever. Gdyby Porter nagrał to u w swoim rodzinnym kraju, to mógłby być to klasyk brytyjskiej nowej fali. Wyszło takie nowofalowe Dire Straits. I całkiem dobrze to wtedy nagrano!

Queen - Flash Gordon (OST) - najgorsza płyta Queen, mam wrażenie że słucham marnego komiksu, but I like it... te zaśpiewy "Flash... aaa!" są rozbrajające...

Queen - The Game - pierwsza płyta Queen gdzie używają syntezatorów. Początkowo jej nie lubiłem ale potem, tak numer po numerze, poza tym pamiętam jak pisałem pracę z angielskiego dla mojej dawnej dziewczyny, słuchając tego i przy okazji robiłem w niej takie różne dopiski o poszczególnych utworach z tej płyty. dość osobiste. na tyle osobiste, ze jej koleżanka dostała od niej bez łeb, jak próbowała ja sobie przeczytać.

Roxy Music - Flesh + Blood - po tragicznym "Manifeato" Roxies nagrali bardzo dobrą płytę, chociaż pierwszy i właściwie ostatni raz posiłkowali się cudzą "sztuką" - świetne numery, np. "My Only Love", czy "Oh Yeah", za to trochę przyciężkie brzmienie, te klawisze takie bez finezji

Dobra, na razie tyle.
esforty
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5214
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: esforty »

B.J. pisze: 05.07.2026, 18:42 ...
Andrew Hill - Dance with Death
...
Nie odniosłem się od razu do tej propozycji B.J. -a, ponieważ chciałem zestawić ją z inną pianistyką jazzową, którą jednak chciałem sobie przypomnieć.


Obrazek
McCoy Tyner - Horizon

Ta płyta Tynera, nie wnosi wiele nowego do Jego dorobku z mijającej dekady. Jest wprawdzie w sesji (pewna nowość w dyskografii) skrzypek John Blake, który rozpoznawalność zyskał przy końcu siódmej dekady, ale udział tego muzyka w sesji Horizon, materiału nie czyni rewolucyjnym, jakby tego niektórzy chcieli :roll:
To są patenty pianistyki Tynera, rozpoznawalne nawet dla niespecjalnie osłuchanych, a te skrzypce wnoszą pewien koloryt, owszem, ale krzeseł z tego powodu nie trzeba łamać.
Druga strona wydaje się być lepiej zorganizowana, podczas gdy pierwsza jest takim wchodzeniem na wyższe obroty...
Tak, że nawet bardziej zachowawcza z rocznika Quartets 4x4, mnie pasuje lepiej.

Wracam zatem do B.J.-owego polecenia. U mnie <japończyk> z 2012 w takiej okładce:

Obrazek

Dorzucę do informacji z Jego wpisu, iż to co zewnętrznie ma strukturę post-bopu, to już wewnętrznie <tarza się> w modalnej aurze. Niby proste struktury kompozycji, są pootwierane tak by można je nasycać: a to jakimś mrokiem, a to niespodziewaną zmianą w akordach...
Jest <niby> przystępnie ale kreatywność seszynmenów ucieleśnia zadowolenie ze spotkania.
Wciągający album, dający odbiorcy wiele radości i satysfakcji.
Ostatnio zmieniony 07.07.2026, 18:01 przez esforty, łącznie zmieniany 1 raz.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4808
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: Monstrualny Talerz »

Nie wiem jak tam całość płyty (jeszcze do sprawdzenia), ale samo w sobie Winelight Grovera Washingtona jest absolutnie fantastyczne!

https://www.youtube.com/watch?v=wPH1IuM ... OI&index=2

Pamiętam, że gdzieś była też kapitalna wersja live, na razie nie widzę, ale ta, która wyskakuje obecnie na YT też jest super:

https://www.youtube.com/watch?v=0QBUlxF ... rt_radio=1
Awatar użytkownika
Okechukwu
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5146
Rejestracja: 07.06.2007, 10:49

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: Okechukwu »

Akurat dzisiaj słuchałem nowej reedycji Exodus- The Most Beautiful Day wydanej przez GAD. Tak się złożyło, że ostatni raz słuchałem tego albumu bodaj 15 lat temu. Kiedyś - trudno w to uwierzyć - CD w reedycji Universal/Niepokonani sprzedawano w Media Markt za 5 zł :) . Wykupiłem wszystkie sztuki, żeby mieć na zagraniczne wymiany :) i tak szybko schodziły, że sam zostałem na długie lata bez żadnego egz.
A refleksje po przesłuchaniu - cóż, kiedyś mi się ten album znacznie bardziej podobał. Instrumentalnie całkiem w porządku - fajne klawisze Komendarka, dobre gitary, dynamiczne bębnienie (GAD to fajnie podkręcił). No ale to natrętne "andersonowanie" Biruli jednak mocno drażni- zwłaszcza w połączeniu z manierycznymi melodiami, które trącą kiczem. Na plus "Widok z góry najwyższej' (też deczko kiczowaty, ale ładny!) i fragmenty suity. Generalnie tak 3/5 na RYM. A może nawet bardziej 2.75 - poziom, który po angielsku określa się "okayish" a po polsku- ujdzie (w tłoku). Jakby to była brytyjska albo amerykańska płyta, to bym jej nie chciał mieć :) , ale że nasza, rodzima, z PRL-u, to niech będzie - czasem posłucham nie bez przyjemności. :)
esforty
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5214
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: esforty »

Obrazek
Suicide - Alan Vega · Martin Rev a może wspak: Alan Vega · Martin Rev - Suicide

Nikt nie ma wątpliwości, iż osią inspiracji był Silver Apples i tę oś przecięto wpływami Velvet Underground .
Wydaje się, że to wystarczy do powstania intrygującej płyty. Pewnie!
Ale tu jest jeszcze background w postaci debiutu z 77 roku Suicide - Suicide. Dopiero teraz wszystko się domyka i to co usłyszymy na płycie z 80 roku nabiera blasku nie oczywistego i smaku nie oczywistego.
Repetowanie płyty, tylko pomaga.

i jeszcze to:
Obrazek
Alan Vega - Alan Vega

To rock'n'rollowa płyta jaka nigdy nie przydarzyła się Presleyowi i wcale nie dlatego, że ten tutaj, rock'roll w aurze dekadencji, rozbraja każdy zarzut, że Artysta Vega idzie na łatwiznę.
Bardziej dlatego, iż wiemy o rock'n'rollu, że to emocja/przeżycie. A nie wystarczy coś przeżyć, trzeba jeszcze mieć pojęcie co to było. I nadać formę i styl. Alan Vega nadał formę i styl.
Presley tego nie potrafił, więc tylko kradł.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
esforty
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5214
Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
Lokalizacja: Łódź

Re: Album roku 1980 (edycja 2026)

Post autor: esforty »

esforty pisze: 07.02.2024, 11:43
Obrazek
The Feelies -Crazy Rhythms 1980

Kto pokona, stereotypowe uprzedzenia wobec, aż tak, nijakiej okładki, ten będzie musiał przewartościować swoje, dotychczasowe, spojrzenie jeśli nie na cale lata 80-te, to na 1980 już tak, raczej. Dla mnie spotkanie, wczoraj pierwsze, z The Feelies jest nowym punktem orientacyjnym.
Pamiętając, jaką estymą w tutejszym środowisku cieszy się Remain In Light czy London Calling, zaryzykuję, tezę iż, jakkolwiek, Crazy Rhythms nie wyprzedza wymienionych, to znalazło się w istotny sposób, blisko owych.
W zasadzie: nie słychać hi-hatów i talerzy, ale i tak energetycznie osiąga to poziom niebywały.
I tylko ta okładka :shock: :shock: :shock: ... chyba że to szyderstwo zamierzone.
Jeśli doczekamy plebiscytu na 1980 rok, to chętni na udział w tymże, powyższy tytuł, obowiązkowo :wink: .
esforty pisze: 06.02.2024, 12:33 ...
Obrazek
The Durutti Column – The Return Of The Durutti Column 1980

Nazwę kilka razy widziałem w tygodniku Razem(przełom 70-tych i 80-tych) ale z muzyką dopiero dzisiaj stykam się pierwszy raz.
Zaczyna się to wypreparowanym z syntezatora trelem ptasim, więc oskarżenie o ambient, było moją pierwszą reakcją.
Zaskoczenie monotonnym soundem w kolejnych minutach nie mija, tym bardziej, że wydawnictwo czasem okupuje dolne rejony "zestawień post-punkowych ever" i ja stamtąd podebrałem pomysł na odsłuch.
Na końcu okazuje się, że to bardzo gitarowa płyta, ale raczej nie dla wielbicieli Dire Straits, jednak wymachuje się wiosłem/ami w kierunku tych co im, więcej robi, szczypta nieoczekiwanego. Ten post-punk, może się pojawił za sprawą producenta Martina Hannetta, który udzielił się nieco przy okazji Closer, Joy Division.
To nie jakiś kamień milowy, raczej ciekawostka, pokazująca jednak, że kierunek post-punkowy miał różne oblicza.
Na naszym Forum, zasadniczo, nazwa nieobecna jeśli ni liczyć trzech czy czterech wspomnień nazwy w 2009.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
ODPOWIEDZ