Santana
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
Re: Santana

Carlos Santana Divine Light (2001)
Czyja to płyta? Carlosa Santany, który nagrał muzykę, czy Billa Laswella który ją zmiksował
Utwory tu zamieszczone pochodzą z jazzowych płyt Carlosa z lat 70 - Love Devotion Surrender (1973) i Illuminations (1974), ale Laswell przekonstruował je i zamienił w jeden uduchowiony ciąg. Mi się ta muzyka podoba, choć wątpliwości co do takiej produkcji pozostają.
Rzeczą, o której warto jeszcze wspomnieć jest specyficzna okładka - quasidigipack rozkładany w krzyż z barwnymi ilustracjami. Nie mam w swoich zbiorach niczego podobnego.
Płytę polecam ciekawskim, fanom Laswella i miłośnikom spiritual jazzu.


- Retromaniak
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4555
- Rejestracja: 13.03.2021, 15:39
- Lokalizacja: Niemcy / Bydgoszcz
Re: Santana
Dzięki za "polecajkę".B.J. pisze: ↑27.06.2026, 16:29
Czyja to płyta? Carlosa Santany, który nagrał muzykę, czy Billa Laswella który ją zmiksowałNo, raczej tego drugiego.
Utwory tu zamieszczone pochodzą z jazzowych płyt Carlosa z lat 70 - Love Devotion Surrender (1973) i Illuminations (1974), ale Laswell przekonstruował je i zamienił w jeden uduchowiony ciąg. Mi się ta muzyka podoba, choć wątpliwości co do takiej produkcji pozostają.
Rzeczą, o której warto jeszcze wspomnieć jest specyficzna okładka - quasidigipack rozkładany w krzyż z barwnymi ilustracjami. Nie mam w swoich zbiorach niczego podobnego.
Płytę polecam ciekawskim, fanom Laswella i miłośnikom spiritual jazzu.
Nigdy wcześniej nie słyszałem tego albumu Laswella.
Idealnie pasuje mi ta muzyka na dzisiejszy upalny dzień!!!
Największe muzyczne archiwum na Spotify
Re: Santana
Mi się również ta płyta podoba - i nie zawracam sobie głowy kwestiami takimi jak stopień ingerencji Laswella w materiał oryginalny czy relacja oryginału do remiksu. Przecież fakt istnienia tego albumu nie unieważnia płyt Carlosa Santany w ich pierwotnej formie.
A jeśli komuś się tego dobrze słucha, to warto sięgnąć po album z podobnym potraktowaniem przez Laswella muzyki Milesa Davisa.
Panthalassa - The Music Of Miles Davis 1969 - 1974.

„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Re: Santana
Kiedyś się naciąłem i kupiłem tę płytę, jej odsłuch to był koszmar. Nie wiem jak można było zrobić aż taką krzywdę Mistrzowi, słowo profanacja samo ciśnie się na usta. Miles pewno w grobie się przewraca. Otwartym pozostaje pytanie: po co? Przecież wiadomo, że ideału się nie da poprawić, można go tylko zepsuć. Ostrzegam wszystkich: nie słuchajcie tego badziewia jeśli wam życie miłe!
PS.
Jeśli jednak są zwolennicy, którym podobają się tego typu podejrzane eksperymenta to mnie nic do tego, ich sprawa. Miejmy nadzieję, że nikt z nich nie obrazi się na mój emocjonalny wpis. Prawda Maćku? (O ile dobrze pamiętam).
Re: Santana
Cóż, kwestia gustu. Obrażać się nie mam zamiaru. Myślę jednak, że sztuka (w tym muzyka) jest plastycznym tworzywem, które będąc inspiracją, samo może być także przedmiotem przetworzeń. Zresztą przecież ten „ideał Mistrza" jest produktem daleko idącej, twórczej ingerencji producenta Teo Macero - z czym Davis nie miał żadnego problemu. Tu Laswell zrobił coś podobnego - może się to podobać, może też i oczywiście nie podobać, ale nic przesadnie zdrożnego w tym nie widzę. Oryginalne dzieła Milesa nadal są i będą dostępne i istnienie Panthalassy ich nie likwiduje.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4697
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Santana
Szanowny Włodek nie jest odosobniony w swoich krytycznych opiniach odnośnie projektu / remiksu Laswella - było bardzo wiele negatywnych recenzji właśnie w tym duchu: że profanacja, po co to w ogóle było robione, że spartolone, że zabito ducha oryginału, wszystko szlag trafił, uleciało w powietrze, Miles by puścił wiąchę , gdyby to usłyszał
itd itd - nie tylko w Jazz Forum, ale wielu innych. Chyba najprzychylniejsze były w stylu - ot ciekawostka, można od biedy posłuchać, ale lepiej i tak wrócić do oryginałów.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Re: Santana
Gdyby się kierować takimi argumentami, to równie dobrze można stwierdzić, że „Ulisses" Jamesa Joyce'a to potworna profanacja i jak można było w ten sposób zrobić krzywdę Homerowi, który się gdzieś tam w grobie przewraca, jako twórca „Odysei". 
Na szczęście nie wszyscy są tacy radykalni - np. Allmusic w recenzji dał 4 gwiazdki (na 5 możliwych) i napisał: „Bill Laswell did an undeniably haunting job of reconstructing swatches of Miles Davis' amazing electric music for acid jazz-mutated ears in 1998". Czytelnicy portalu jeszcze wyżej ocenili Panthalassę - na 4,5 gwiazdek. Słynny przewodnik po płytach jazzowych Richarda Cooka i Briana Mortona „The Penguin Guide to Jazz Recordings" dał maksymalną ocenę - 4 gwiazdki.
Na szczęście nie wszyscy są tacy radykalni - np. Allmusic w recenzji dał 4 gwiazdki (na 5 możliwych) i napisał: „Bill Laswell did an undeniably haunting job of reconstructing swatches of Miles Davis' amazing electric music for acid jazz-mutated ears in 1998". Czytelnicy portalu jeszcze wyżej ocenili Panthalassę - na 4,5 gwiazdek. Słynny przewodnik po płytach jazzowych Richarda Cooka i Briana Mortona „The Penguin Guide to Jazz Recordings" dał maksymalną ocenę - 4 gwiazdki.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Re: Santana
Tutaj otwiera się pole do szerszej dyskusji. Porównajmy:
1. Hendrix i jego wersja All Along The Watchtower Dylana - gra na instrumencie.
2. Teo Macero i jego mix np. Bitches Brew - zlepia fragmenty nagrań na stole mikserskim (poprawcie mnie jeśli się mylę).
3. Laswell - miksuje, nie wiem, pewno na komputerze, ale jednocześnie ingeruje w te nagrania.
...
4. AI - dostaje nagrania klasycznego artysty i sam coś z tego klei dodając coś od siebie.
I o ile wg mnie 1 na pewno jest sztuką, 2 chyba raczej też, to 3 i 4 już nie mam pojęcia, za głupi jestem na to żeby oceniać, ale wiem jedno: mnie się to nie podoba i boleję nad tym, że dziś wystarczy być biegłym w obsłudze programów komputerowych do tworzenia muzyki żeby nazwać się artystą. A co z AI? Świat zmierza do zagłady.
1. Hendrix i jego wersja All Along The Watchtower Dylana - gra na instrumencie.
2. Teo Macero i jego mix np. Bitches Brew - zlepia fragmenty nagrań na stole mikserskim (poprawcie mnie jeśli się mylę).
3. Laswell - miksuje, nie wiem, pewno na komputerze, ale jednocześnie ingeruje w te nagrania.
...
4. AI - dostaje nagrania klasycznego artysty i sam coś z tego klei dodając coś od siebie.
I o ile wg mnie 1 na pewno jest sztuką, 2 chyba raczej też, to 3 i 4 już nie mam pojęcia, za głupi jestem na to żeby oceniać, ale wiem jedno: mnie się to nie podoba i boleję nad tym, że dziś wystarczy być biegłym w obsłudze programów komputerowych do tworzenia muzyki żeby nazwać się artystą. A co z AI? Świat zmierza do zagłady.
Re: Santana
Laswell owszem robił swoje remiksy i inne studyjne sztuczki w komputerze - ale tak się od dawna pracuje w studiu. Nagrywanie na wielościeżkowe magnetofony to dziś rzadkość (choć, owszem, zdarza się). A robił mniej więcej to, co robił Teo Macero - tylko tamten nie miał do dyspozycji komputera, więc działał na taśmach, tnąc i klejąc, nakładając na siebie ścieżki, przepuszczając sygnał przez efekty, dodając rozmaite brzmienia itp. itd. Gdyby dziś żyli Davis i Macero z pewnością robiliby to na komputerze. Trudno to porównywać z tym co dziś robi się z AI - bo to w swej najprymitywniejszej formie jest po prostu wymyślanie poleceń, które cyfrowe algorytmy zamieniają na utwory będące w istocie kompilacją muzyki wyłowionej z internetu.
Ale - by już zamknąć ten temat. Rozumiem, że może się nie podobać to, co Laswell zrobił z muzyką Davisa. To zupełnie naturalne. Nic przecież w takiej sytuacji nie przeszkadza, żeby wrócić do oryginalnych nagrań Columbii i się nimi cieszyć.
Ale - by już zamknąć ten temat. Rozumiem, że może się nie podobać to, co Laswell zrobił z muzyką Davisa. To zupełnie naturalne. Nic przecież w takiej sytuacji nie przeszkadza, żeby wrócić do oryginalnych nagrań Columbii i się nimi cieszyć.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Re: Santana
Tak gadają, chyba bardziej dla wzbudzenia sensacji. Ten album to niewątpliwie majsterszryk studyjny tamtych lat. Większość koncertów, które grały różne składy Davisa w czasach z okolic tych sesji, przeczą tezie jakoby materiał z Bitches Brew to były jakieś zlepki z zadymionego studia w oparach kokainy.
Re: Santana
Macero zrobił tam kupę dobrej roboty, zresztą podobnie jak na innych płytach z tamtego okresu. A co do Panthalassy - to kolaż nagrań z różnych płyt, różnych lat, zlepiony że sobą i zremiksowany przez Laswella. Nikt tego nie sprzedaje jako oryginalną muzykę Davisa. Wiadomo, że to wizja Laswella. Dla mnie bardziej kontrowersyjne są np. współczesne kolejne remastery (a też bywa że i remiksy) klasyków z dawnych lat. Ktoś bierze, dajmy na to, płytę King Crimson, podbije bas, cofnie górę, wyeksponuje gitarę albo wokal, coś innego schowa - bo tak mu pasuje. A potem sprzedaje się to jako płytę King Crimson (albo dowolnego innego wykonawcy z lat 60-80). To trochę tak, jakby wziąć np. obraz Van Gogha i zrobić kwiatki bardziej żółte, a tło zamalować, bo przeszkadza, niebo zrobić zamiast błękitnego granatowe, a drzewa przemalować na mniejsze, bo zasłaniają domy.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Re: Santana
Tym ktosiem jest pośrednio sam Fripp i jego dworzanie, a robią to niewątpliwie dla pieniędzy.
Przy okazji dodam, że np. miksy Stevena Wilsona, zwłaszcza wielokanałowe, są bardzo udane. Zatem trudno to wszystko sensownie uogólnić.
Re: Santana
Ok, tu Fripp żyje i może to klepnąć. Często jednak jest tak, że remasteruje się muzykę nieżyjących twórców. A co do efektów - to zawsze jest kwestia subiektywna, jednemu odpowiada, innemu nie. Jasne że trudno to uogólniać, ale często mam wrażenie, że te nowe remiksy nie mają wiele wspólnego z duchem epoki i zamierzeniami twórców.
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Re: Santana
Owe dzieła studyjne Laswella też z pewnością nie mają tego ducha. Takie tam wariacje na temat Santany i Davisa. Traktuję je jako ciekawostki. Dużo bardziej godne uwagi są jego własne dokonania, choćby te sygnowane jako Material, projekty z Zornem (Painkiller), z Fredem Frithem (Massacre) i wiele innych. Remiksy/przeróbki Santany i Davisa, czy Marleya to tylko przerywniki w jego twórczości.