Dzisiaj zagrane posiało wątpliwości- wszystko co nie gościło po stacjach radiowych jest wysokiej próby i trzeba się jednak zastanowić co się wypisuje
Przypomniałem sobie, że coś napisałem o płycie, jednak:
esforty pisze: ↑09.02.2023, 14:10
Swell Maps - Jane From Occupied Europe 1980
Ci którzy oddali punkty na: This Heat, Camberwell Now czy lepiej rozpoznawalne: Public Image Ltd., The Cure, Bauhaus... być może, materiał znają, ale jakość tegoż wedle Ich oceny, nie aż tak wartościowa, by płytę umieścić w zestawie, stąd nieobecność.
A może, jak ja do dzisiaj, nie znali, wtedy nieśmiało, podpowiadam- odsłuchajcie.
Jak wyżej wspomniałem, stosując inny kwantyfikator, to nie z miękko wymoszczonych szufladek, wypełnionych po brzegi gotowymi wzorcami kultury masowej.
To rodzaj muzyki niedościgłej dla zwykłego konsumenta i bynajmniej nie chodzi mi o jakąś elitarną czy szczególnie wyrafinowaną awangardę. Nie ma tu ładnych "temacików", raczej w oparciu o mocny post-punkowy fundament, buduje się struktury krautrockowe i psychodeliczne. Nade wszystko jest to energetyczne, choć bez niepotrzebnego, nikomu, darcia mordy i rwania strun.
Już pierwsza edycja CD, labelu Mute z 89 roku zawiera 8 bonusów o sile rażenia, porównywalnej z podstawowym programem płyty, a wśród tychże, bez mała minutowy fragment pod tytułem ...Then Poland!!!
Na tidalu tej konkretnej nie ma. Jest kompilacja: Dreams Interrupted: The Bewilderbeat Years 1978-1980, gdzie pomieszczono cztery pierwsze z polecanej płyty. Reszty muszę poszukać, pewnie na YT.akond pisze: ↑03.08.2026, 17:36 Glaxo Babies - Nine Months to the Disco
...
Jakimś punktem odniesienia mogłyby być zespoły The Pop Group, This Heat czy Pere Ubu - na zasadzie, że kto się odnajduje w ich estetykach, nie tylko nie powinien obawiać się kontaktu z Nine Months, ale nawet wpisać album na listę obowiązkowych odsłuchów.
Za to zadziornie funkowy rys Maximum Sexual Joy, otwierającego Nine Months... przypomniał o tym rodzynku:

Defunkt -Defunkt
Tu dowodzą bracia Bowie, Byron i Joseph i last not but least Lester. Tych dwóch pierwszych dało się poznać przy wydawnictwie Buy, Jamesa Chance'a i The Contortions, powszechnie tu lubianym
Tam funk wprawiono w większy wir stosując punkowe patenty.
Tym razem obywa się bez przydawek. Ale jak się do studia ściągnęło: Kahila El'Zabara, Vernona Reida i kilku innych koleżków z funkowych klubów NY to nie trzeba podpórek.
Myślałem przez moment o tropie wiodącym do WAR ale ta płyta jest agresywniejsza i bardziej bezkompromisowa. Jest kilka - kilkanaście płyt w roczniku mających funkowo-soulowe atrybuty ale ta jest kulminacyjna, chyba że czegoś nie poznałem...







