Genesis

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=r8W6vgqcxmM

Inny już "jubileuszowo-rocznicowy" show - z kolosalnej trasy - jako jedno wielkie pasmo sukcesów Invisible Touch - z Hanoveru - 35 lat - aż trudno w to uwierzyć - doskonała okazja by przekonać się jaką wówczas wielką ( może wręcz aż przytłaczającą ) gwiazdą było Genesis - można lubić to wydanie zespołu ale nie da się zaprzeczyć że byli na absolutnym szczycie i na żywo byli perfekcyjnie naoliwioną maszyną i porywali tłumy - a i starsi fani mogli znaleźć w długiej set liście coś dla siebie - mowa o dziwnie pominiętym tour de force czyli wiązance In the Cage / Cinema Show / In that quiet earth / Afterglow ( jesienią 86 był jeszcze finał Apocalypse z Suppers Ready - ale zarzucony gdyż za mocno wokalnie eksploatował Phila ). Godzinny koncert ale bardzo dobry reprezentatywny zestaw utworów - na pewno cieszy "dziwoląg" Brazillian - znam osoby, które go uwielbiają, dla równie wielu to przykład Banksowej fascynacji ówczesnymi możliwościami jakie dawała elektronika i bardziej pasował na jego solowe albumy. Obok równie pięknego koncertu z Montreux cenne uzupełnienie oficjalnego z Wembley - nie tylko dla najwierniejszych i najbardziej zbzikowanych fanów. To był na dobrą sprawę już band "pop" ale na swoim polu bezkonkurencyjny - a jak Collins wybornie panował i bawił tłum - choćby tłumacząc zawiłości zasady Domina po niemiecku :D - dobra też okazja by się przyjrzeć jaką klasą byli "wspomagający" Stuermer i Chester.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=mWninrHtLbw


Jakoś ostatnio się mnie to uczepiło - przesłanie utworu jeszcze bardziej na czasie i aktualne niż dawniej :wink: . Wujek Phil ( jak sam siebie niekiedy określał ) i wielki fan Keitha Moona - wybornie wcielił w rolę Wujcia Erniego - wracając do wrodzonych aktorskich talentów i dawnych czasów gdy wcielał w Artfula Dodgera - swoją drogą zabawne czy w ten sposób na scenie Phil chciał uchylić rąbka tajemnicy swoich ukrytych preferencji i słabości ? :D - Broń Boże bym podejrzewał go o jakieś "sprawki-zabawki" w stosunku do swoich licznych dzieci ... ale z fankami.... :D Jego oddanie sprawie ujęło samego Daltreya - na początku ( podobno nie miał pojęcia jak Collins się "wystroi" ) aż go zgięło od śmiechu - po latach miał się przyznać, iż pierwsza jego myśl krążyła wokół refleksji - że " o cholera - Moon we własnej osobie wrócił " - a gdy ten zaczyna do niego "dobierać" . Tym bardziej po latach smutne dziś - gdy "Wujek Phil" smętnie złamany chorobami siedzi na stołeczku i wózku - obecnie raczej nie dałby się namówić by ponownie wcielić w tę rolę - a za rok, mniej więcej stuknie 55 rocznica wydania Tommiego.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=Mtq_OlDlhr8

Bardzo ciekawy wywiad - przy okazji przekrojowego boxu Chord Too Far - sprzed paru lat - co uderza szczególnie - wyjątkowo "szampański" humor i rezolutność samego muzyka - raczej nie skorego do krotochwil czy prześmiewczych wspomnień - czyżby wówczas spotkał jakąś "małolatę ?" ;-) , ale co powiedziałaby Margaret i Ben ?. Mnie najbardziej ubawił fragment wspomnień dotyczący Bankstatement - gdy współpracował jako producentem ze swoim bodajże równolatkiem - inną legendą progresywną ( który na marginesie nienawidził tego określenia i odżegnywał się od tego jak diabeł od święconej wody ) Steve`m Hillagem - że "zmusić" go by zagrał cokolwiek na gitarze to wtedy było nie lada wyzwanie - a Tony potrafił być uparty - "... Steve coś chrząkał i zagrał nutę... - Steve... może zagraj dwie nuty ?...." :-)
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=jLdFLl6iMek

Bajeczny materiał ostatnio wypłynął siejąc ostry ferment i wprawiając fanów starego poczciwego Genesis w euforię - z Toronto Maple Leaf Gardens z 31 marca 1976 - koncert bodajże piąty lub czwarty z trasy Trick of the Tail - z dalszym ciągu debiutującym za mikrofonem w nowej roli Philem. Autorstwa skromnego niepozornego fotografa Jima Kelly "Speedy" - krótki raptem 17 min. dokument - bezcenny - ukazujący metamorfozę ale bardziej pełzającą logistyczną "ewolucję" niż "rewolucję" - i pomyśleć że to wszystko dzięki młodzieńcowi uzbrojonemu w 8 mm kamerkę - a materiał .... i tu nie chodzi by tworzyć "nową religię" z niczego.... to najprawdziwsze Genesis - niestety nijak mające się do ostatniej trasy Lat Domino z schorowanym dziadziusiem Philem, zbolałym "inwalidą" ... wiem jak to jest opiekować starszą osobą z trudem lub kompletnie nie poruszającą się ... ale pchać kogoś takiego na scenę - dzięki Bogu są tacy pasjonaci i kolekcjonerzy - którzy dzielą się w odpowiednim momencie swoimi zbiorami i dzięki dźwigni - uruchamiają podróż wehikułem czasu. A ujęcia "radosnego" Billa Bruforda czy finał - wiązanka It / Watcher.... warto mieć to w swoich zbiorach.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=fAF5smx5FSQ

Bezcenny materiał - choć to zaledwie "strzępki" i "skrawki" - introdukcja przez śp. trio - EL&P II :wink: - jednak najbardziej zakręceni fani mieli rację - kapitalny i dynamiczny Do the Neurotic był testowany i ogrywany na próbach - szkoda, wielka szkoda, że nie przebił do koncertowego repertuaru. Nadal nie potrafię przeniknąć psychiki muzyków - dlaczego - że "łatwiej" było iść na skróty i postawić na oczywisty wybór - Los Endos i In the Cage - a wcisnąć jeszcze jednego "instrumentalnego progresywnego kolosa" to byłby to " o jeden grzyb w barszczu" za wiele ?, lub wystraszyło fanów hiciorów Collinsa ?.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Crowley
japońska edycja z bonusami
Posty: 3391
Rejestracja: 13.05.2008, 23:03
Lokalizacja: Wyszków/Gdańsk

Re: Genesis

Post autor: Crowley »

https://youtu.be/WdGmydR715Q?si=AHwVHhcbWFb92HFG

Dwugodzinny wywiad / dokument o Philu Collinsie.
EuroFutbolozaurus Rex a.d. 2020(1), 2024
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=VKVi0ws ... rt_radio=1

Z Philem podobno w dalszym ciągu coraz gorzej. Przypadkiem natrafiłem na to - prawie (PRAWIE) kompletny show z Montreux 1987 w ramach mega-mamuciej trasy "Invisible Touch" - dwie godziny !!!! . Niesamowita gratka dla fanów - trudno uwierzyć, że to już prawie 40 lat temu. Zespół był w znakomitej formie, można ten okres lubić lub nie - szczególnie warto pozdrowić tych klepiących że "Collins zniszczył Genesis" :roll: . Bardzo dobra wersja "In That Quiet Earth" . Nie lubię się powtarzać, ale można podziwiać jak wiele do zespołu na żywo wnosili "skrzydłowi" Daryl i Chester. Chyba wiem co będę dziś oglądał wieczorem :wink:

ps. minęło również mniej więcej 50 lat odkąd Collins został frontmanem. Ciekawe gdyby ktoś kolesiom z Genesis w jakiś cudowny sposób cofając się w czasie puścił to video - gdy w 1975 siedzieli i zastanawiali się "co dalej" i kogo by tu przyjąć ? :D - proszę panowie, tak będziecie się prezentować z Philem za mikrofonem za ok dekadę. Może lepiej nie bo wtedy nie daj Boże od razu by rozwiązali zespół :wink:
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4813
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: Genesis

Post autor: Monstrualny Talerz »

Myślę, że przede wszystkim, gdyby pokazali im stan konta ad 1987 to jednak nie wahaliby się ani chwili, bo pozostać przy obranym kierunku (i pewnie widzielibyśmy na tym koncercie też Gabriela i Hacketta :) )

Zobaczyłem/przesłuchałem z przyjemnością, bardzo fajny koncert. Super Rutherford tu wymiata.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

https://www.guitars101.com/threads/gene ... ac.751369/


W tym roku będziemy obchodzić wyjątkowy jubileusz - 50 lat, gdy po odejściu charyzmatycznego Petera Gabriela za mikrofonem oficjalnie jako frontman (choć w dalszym ciągu nie zrezygnował ze swojej ukochanej perkusji) stanął Phil Collins 😁, przynajmniej jeśli chodzi o oficjalnie ogłoszony i wydany album oraz trasę. Krążek de facto był rejestrowany już w 1975. Do zasmuconych fanów w dalszym ciągu docierają przygnębiające wieści o coraz gorszym stanie zdrowia artysty, stąd może warto wskoczyć w taki prywatny mini wehikuł czasu i przenieść się w tamte znacznie bardziej radosne czasy i posłuchać koncertu z Pittsburgha z kwietnia z 1976. Zespół był już od ok 3 tygodni w trasie, a początkowo nieziemsko stremowany Collins coraz lepiej sobie radził, błyskawicznie zjednywał sobie dosłownie każde audytorium (na pierwszym show wedle legendy tak mu się trzęsły ręce ze strachu, że gdy trzymał notatki z przyszykowanymi komentarzami i opowiastkami to ten szum kartek roznosił po całej scenie - ku pewnemu rozbawieniu ale i zaniepokojeniu kolegów z grupy 😂 - vel: "Boże, w co my się wpakowaliśmy ? "). Przez krótki moment (podobno pomysł rzucił Phil, ale został szybko "odesłany do szeregu" przez pozostałych) rozważano by stali się zespołem instrumentalnym (coś jak Brand-X) - jednak w Genesis wszystko było podporządkowane właśnie "piosence", a granie wyłącznie instrumentalne - choć równie ważne i obecne mogło okazać na dłuższą metę nudne...a co z wcześniejszym repertuarem ?.


Materiał, który trafił na nowy - w sumie cudowny - "Trick of the Tail" okazał jednym z najlepszych w historii, znacznie bardziej bajkowy, rozmarzony, baśniowy a przy tym przystępniejszy niż kontrowersyjny "Lamb Lies Down on Broadway" (który spora rzesza fanów doceniła dopiero po czasie, nie od razu podbił słuchaczy). O całym zamieszaniu związanym z odejściem Gabriela i poszukiwaniu następcy, przesłuchiwaniu kandydatów (dawano im oparty na trudnej harmonii i szatańskiej melodii "Squonk" - podobno wszyscy się wykładali, a podśpiewujący im frazy Phil był zawsze lepszy) można nakręcić nie jeden film. Stanęło, że perkusista zachęcony przez żonę i kumpla z Crimson - Bruforda - postanowił spróbować - pozostali grzecznie nie mając nic do stracenia odparli - "jasne Phil, spróbuj" - aż im się jak w kreskówkach zaświeciła żarówka nad głowami - że chyba "mają TO" 😇. Nasz bohater jak huragan przeleciał przez wszystkie piosenki i album był gotowy. Kolejny problem pojawił się gdy zbliżała trasa promocyjna. We wspomnieniach Collins zaznaczył, że "nie pisze się na pracę na 2 etaty, a śpiewanie zza perkusji gówniano wygląda (niektórzy dawali radę przez parę kawałków - wymieniał m.in Levona Helma czy Dona Henley) ". Zaczęły się przesłuchania perkusistów - ok 100 czy 200. Koniec końców Bill Bruford sam się zgłosił - ich style nie różniły wtedy aż tak bardzo, a we fragmentach instrumentalnych Phil biegł do swojej ukochanej perkusji i grali wspólnie (szczególnie w porywającej końcówce "Cinema Show", trochę szkoda, że takich fragmentów nie było więcej - generalnie podział był taki, że gdy Phil wracał za bębny - Bill skupiał na ozdobnikach na perkusjonaliach). Przyjęcie opromienionego legendą Crimson (i Yes) Bruforda okazało świetnym posunięciem marketingowym i wizerunkowym. Miał w Stanach sporo fanów, którzy na żywo skandowali jego nazwisko, a między sobą mówili, że skoro Bill dołączył do formacji musi się kroić coś wielkiego. Niestety współpraca nie trwała za długo. Bill nie czuł dobrze w zbyt zdyscyplinowanej i "progresywno-angielskiej" formie art-rocka jaką uprawiał Genesis (ciągnęło go do jazzu i bardziej "dziwacznej" muzyki), mimo podobno przyjacielskiej atmosfery czuł jak wynajęty za pieniądze muzyk sesyjny, a zawsze wolał być emocjonalnie zaangażowany w granie. Dość szybko wyszedł też jego "trudny" charakter i skłonności do złośliwych, ciętych komentarzy i krytyki (mimo początkowego entuzjazmu, co nie umknęło uwadze pozostałych - ale podobno Bill zawsze taki był, początkowo wesoły, radosny, zabawiający innych żartami - by z czasem być złośliwy, kapryśny i sarkastyczny). Mimo wszystko zagrał wspaniale i stosunkowo "krótka" trasa (co trochę jednak dziwi - czyżby nie było więcej ofert ?) - ok 3,5 miesiąca okazała sukcesem, a Genesis wznieśli się w hierarchii zespołów o parę oczek wyżej.


Fani docenili wysiłek zespołu, nie chcieli ich utracić - a Phila znali i szanowali, ku ich zaskoczeniu sprawdził jako frontman - przydały stare doświadczenia, gdy grał w teatrach muzycznych jako dzieciak np. Artfula Dodgera - jego postać troszkę przywołał wykonując "Robbery Assault and Battery" (co również warte podkreślenia - Phil dość szybko zrozumiał, że to nie był najlepszy pomysł i porzucił tę postać, a Robbery uznał za mało udany utwór, trochę "pokraczny" - nawiązujący do choćby "Battle of Epping Forrest"). Zespół zainwestował w kapryśnego Bruforda, w lasery, w ekrany na których pojawiały slajdy np. scenki leśne w "Squonk". Collins gdy się rozkręcił udowodnił, że ma zadatki na pierwszorzędnego showmana - takiego "swojego chłopa" (później pojawił się tzw. "Wujek Phil") , z którym można iść na piwo (Gabriel był niedostępny, mroczny i tajemniczy), poopowiadać sprośne żarty - co czyni w trakcie nieprzyzwoitej zapowiedzi traktującej o "dwój dziewicach" udających do kina pod chmurką w "Cinema Show" (vel - "... Romeo był bardzo napalony....") , gdy zakłada swoim kolegom letnie czapeczki kosiarza trawników w "I Know What I Like" i przede wszystkim gdy w tym utworze odstawia swój popisowy numer - "taniec z tamburynem" uderzając weń kolanami, stopami, łokciami, czołem ... dobrze, że zachował się materiał video z 76 i ta scenka do dziś bawi (wedle słów Collinsa - trochę ludowego tańca skrzyżowanego z "Ministerstwem Głupich Kroków" Pythona) 😁 . Phil nie chciał wykorzystać dawnych kostiumów Gabriela - zastrzegł, że nie założy skóry ani borsuka ani halki od swojej ówczesnej żony Andrei (nawet rozmiarowo by pasowała) - postawił na wygodę i "swojski" klimat. Pozostali też musieli się ciut przełamać - nawet Hackett i Rutherford wyszli bardziej do przodu, zrezygnowali z dawnych stołeczków, a nawet sami zapowiadali parę kawałków (trudno się dziwić, iż czasem język im się plątał) - np. stareńki "White Mountain", śliczny "Entangled" (Steve sugeruje, że Maria Callas opanowała Mellotron Tony Banksa).


Show z Pittsburgha 76 został zarejestrowany na potrzeby tamtejszego radia. Jest świetny pod względem jakości dźwięku i był mnóstwo razy bootlegowany. Dla maniaków Genesis - jest znacznie ciekawszy od pociętego "Seconds Out". Mamy zapowiedzi muzyków, historyjki Phila, czy jego wpadki - w tym słynną na początku "Cześć Baltimore !!!" 😂. Wygwizdany frontman próbował wszystko obrócić w żart. Pod względem repertuaru trudno chcieć więcej - mamy klasyki z w/w "Cinema Show", "Firth of Fifth", monumentalny "Supper`s Ready" (Gabriel miał trochę pretensje, że jego kolega za bardzo koncentruje się na ozdobnikach, a pomija emocje w tekście), skrót z Lamb - zapowiedziany jako "Potrawka z Baraniny" i najlepsze kawałki z promowanego "Trick of the Tail". Może ciut szkoda, że nie zdecydowali się grać romantycznych i majestatycznych "Mad Man Moon" (mój ulubieniec) i "Ripples" (jego grali na późniejszych trasach). Począwszy od tego tournée grali "Los Endos" - który miał się stać na długie lata wielkim finałem ich występów (zrobili wrażenie na samym Eltonie Johnie). Na bis była mini wiązanka "It/Watcher of the Skies". To bardzo mi drogi koncert. Jeden z pierwszych bootlegów Genesis jakie wpadł mi w ręce i z chyba ulubionego okresu - czyli kwartetu - jeszcze z Hackettem, który powoli też szykował się do odejścia i rozpoczęcia kariery solowej. Pamiętam kiedyś czytając biografię zespołu i oglądając zdjęcia z tej trasy zastanawiałem się jak brzmieli i co grali. Wciągający koncert - jeszcze z bardziej "progresywnego i symfonicznego" wcielenia, ale już ukazujący Genesis jako "bardziej oswojone zwierzę".
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 16086
Rejestracja: 11.04.2007, 21:33

Re: Genesis

Post autor: B.J. »

Obrazek

Bankstatement - Bankstatement (1989)
Andy pisze: 03.12.2011, 00:37 Podbudowany sukcesem solowych dokonan kolegi z zespolu Phila Collinsa, klawiszowiec Genesis podjal probe stworzenia lzejszego, bardziej pop-rockowego materialu. Niestety plyta przepadla na rynku, chociaz mnie osobiscie bardziej podoba sie od wiekszosci dokonan Collinsa.
Warto wspomniec, ze wszystkie partie gitarowe zagral Steve Hillage. Byl on takze wspolproducentem plyty.
Żyjąc w latach 80 trudno było nie znać popowego Genesis, Phila Collinsa a nawet Mike`a Rutherforda i jego Mike + The Mechanics. Wszyscy oni obdarzali eter większymi lub mniejszymi hitami, tylko Tony`emu Banksowi jakoś to nie wychodziło. A płyta całkiem fajna. Pewnie zabrakło jej wtedy "tego czegoś", wielkiego hitu, szczęścia, nie wiem. Nie miałem o niej do teraz pojęcia, a po przesłuchaniu traktuję jako ciekawostkę, ale jednak dość sympatyczną - taki synthpop w ówczesnych klimatach kolegów z Genesis.
Inkwizytor pisze: 30.03.2021, 07:14 Czytałem, że się Tony`emu oberwało za krążek Bankstatement ( pomijam fakt totalnej klapy sprzedaży ) - szczególnie za obecność wokalisty Alastaira Gordona - że "już lepiej by Banks sam znów wrócił do śpiewania a nie zamiast niego jest jakiś Pan Nikt " - że bez wyrazu, nudny , bez osobowości itd - nie podzielam tej opinii - osobiście podoba mi się barwa Gordona - momentami gdy śpiewa więcej "chrypką" - wkrada jakby zapowiedź feelingu Raya Wilsona. Z tego albumu jest mocno zalatujący Moroderem Take My Breath Away - I`ll Be Waiting - szczególnie te barwy z emulatora i fairlighta :
https://www.youtube.com/watch?v=12Xuc1xDnrA
Podzielam opinię. Bardzo trafna ta uwaga odnośnie do Wilsona.
Inkwizytor pisze: 28.01.2023, 18:29 https://www.youtube.com/watch?v=Mtq_OlDlhr8
Bardzo ciekawy wywiad - przy okazji przekrojowego boxu Chord Too Far - sprzed paru lat - co uderza szczególnie - wyjątkowo "szampański" humor i rezolutność samego muzyka - raczej nie skorego do krotochwil czy prześmiewczych wspomnień - czyżby wówczas spotkał jakąś "małolatę ?" ;-) , ale co powiedziałaby Margaret i Ben ?. Mnie najbardziej ubawił fragment wspomnień dotyczący Bankstatement - gdy współpracował jako producentem ze swoim bodajże równolatkiem - inną legendą progresywną ( który na marginesie nienawidził tego określenia i odżegnywał się od tego jak diabeł od święconej wody ) Steve`m Hillagem - że "zmusić" go by zagrał cokolwiek na gitarze to wtedy było nie lada wyzwanie - a Tony potrafił być uparty - "... Steve coś chrząkał i zagrał nutę... - Steve... może zagraj dwie nuty ?...." :-)
:D
Tak, napaliłem się na Bankstatement, jak zobaczyłem, że Steve tam się istotnie udzielał, bo to jeden z moich ulubionych gitarzystów/muzyków. No ale taki minimalizm jak tu odwalił - dokładnie tak jak wyżej. No może czasem jakieś akordowe plamy, nawet o ciekawych fakturach tylko chyba zanadto dyskretne, ale może to dobrze? Tak czy siak, udział Hillage`a jest ciekawostką.
Awatar użytkownika
alternativepop
digipack
Posty: 2887
Rejestracja: 29.11.2021, 19:00
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Re: Genesis

Post autor: alternativepop »

B.J. pisze: 03.03.2026, 22:32 Wszyscy oni obdarzali eter większymi lub mniejszymi hitami, tylko Tony`emu Banksowi jakoś to nie wychodziło.
Do dzisiaj dobrze wspominam "This is Love" (1983). Moim zdaniem bardzo przebojowy numer. W Polsce udało się go trochę wylansować, bo był na liście Trójki, ale w innych krajach nie znalazł się na listach. Może zabrakło odpowiedniej promocji?
Awatar użytkownika
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 16086
Rejestracja: 11.04.2007, 21:33

Re: Genesis

Post autor: B.J. »

Tak, pamiętam. Wylansowanie piosenki w Polsce nie było wówczas przepustką do światowej kariery. ;) Dla nas ma swoją wartość sentymentalną, ale... tak poza tym, to na Bankstatement są lepsze kawałki.
A też się nie udało.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

Miło, że dyskusja znów wróciła do tego albumu. Osobiście poznałem go ponad 20 lat temu - akurat zagłębianie się w solową dyskografię Banksa zbiegła sie u mnie w "poważnym" zainteresowaniem się syntezatorami i "budowaniem" (nie bez "błędów i wypaczeń" :D ) własnego instrumentarium. Panuje zgodna opinia, że Bankstatement jest chyba jest najlepszym i najrówniejszym albumem. Czytając dostępne materiały dowiedziałem, że mniej więcej w tym okresie korzystał z modułów Roland JV2080 i E-mu Vintage Keys. Znalazłem na nich wiele ulubionych barw i cieszę się nimi do dziś :D . Moimi ulubionymi - podobnie jak u wielu fanów są "mocne" melodycznie, pełne pasji i emocji - More I Hide It (tu Gordon udowadnia, że nie był wcale żadnym "Panem Nikt" czy gościem z łapanki i dysponował ciekawą barwą głosu).

https://www.youtube.com/watch?v=-TgzgdI ... rt_radio=1


No i przede wszystkim przecudowny Border:

https://www.youtube.com/watch?v=OyLOnvn ... rt_radio=1

Obie rzeczy bardzo w stylu Genesis i śmiało mogły znaleźć się na jakimś z kolejnych albumów. W Border chyba Hillage`a mamy najwięcej - choć głównie dubluje riffy, które tony wygrywa na keyboardach. Ze Stevem (pewnie Banks pomyślał przy okazji współpracy - "... Boże... znów muszę się użerać z kolejnym Stevem gitarzystą...." :wink: ) w tamtym czasie to była jakaś przedziwna i niesamowita historia - ci, którzy go znali i z nim współpracowali, np nieco wcześniej Simple Minds wspominali, że w tym czasie miał jakąś niezrozumiałą i niepojętą dla otoczenia "niechęć sięgania po gitarę". Dobrze, że mu przeszło. Wtedy Tony prędzej by zmusił go by znów zaczął śpiewać niż zagrać jakąś solówkę na gitarze (warto się wsłuchać w chórki w Throwback - ja niejednokrotnie dałbym głowę, że wśród głosów słyszę również jego).

Nie lubię się powtarzać, jednak niekiedy tak w życiu bywa, gdy czegoś się pragnie za mocno - wtedy nic nie wychodzi. Może to spotkało i Banksa ? - "za mocno pragnął mieć hit". Skoro i Collins, Gabriel, nawet Mechanicy od Rutherforda...ba.... Hackett też miał "chwilowy" hit z GTR - "When the Heart Rules the Mind"..... to on sam zabierze się do roboty, przysiądzie do keyboardów i na pewno coś fajnego samo wyjdzie. Tak to niekiedy nie działa - wystarczy przypomnieć również naszego krajowego zasłużonego kompozytora i keyboardzistę - niektórym się wydawało, że jak On coś napisze to musi być "murowany hit", ale zostawmy już te nieszczęsne niespełnione wokalistki :wink: .

W opracowaniach i biografiach można napotkać na solidne zdziwienie - że ŻADEN kawałek z Bankstatement ani z The Fugative nie przebiły na listy przebojów. W drugim przypadku wręcz podejrzewano jakieś "celowe działanie" lub "sabotaż" - we wspomnianym "This is Love" widziano materiał na więcej niż "umiarkowany hit". Analizujący rozwój muzyki pop podkreślali, że swoim podejściem i patentami Banks utorował w pewnym sensie drogę takim artystom jak Nik Kershaw - że korzystali z jego rozwiązań i odnieśli sukces. Nie wiem ile w tym prawdy. Osobiście nie przepadam specjalnie za "This is Love". Uśmiałem się gdy czytałem biografię Rutherforda - który nie miał "litości" dla dawnego przyjaciela i walił prosto z mostu - "... że Tony nie śpiewa aż tak dobrze jak sam uważa...." :D , lub z rozrzewnieniem wspomina stare czasy gdy furgonetką jeździli na koncerty po Anglii i w drodze powrotnej zadaniem Banksa było "zabawiać" Mike`a by ten nie zasnął za kierownicą - przez jakiś czas "sprawdzało" się śpiewanie wszelkich możliwych piosenek The Beatles - aż Mike miał dość i lepszym rozwiązaniem by nie zasnąć było.... branie kokainy :roll: . Po latach okazało się, że nawet Hackett dysponuje lepszym głosem i jego śpiewa podoba się sporej liczbie fanów (co jego samego nadal dziwi).

Jeśli chodzi o "brak hitu" i solowego sukcesu - klawiszowiec podobno nie lubił "robić z siebie małpy" - czyli zdjęć promocyjnych, wywiadów, występów w TV itd itd. Było kilka ale jak sam przyznawał - źle się z tym czuł, to nie był jego świat i nie miał takiego image`u jak Phil czy Peter. Padły wtedy jego słynne słowa - mocno, cholernie mocno mi utkwiły w pamięci - "...że, gdy wydajesz albumy, które kupują wyłącznie ci zbierający absolutnie wszystko co związane z Genesis - masz wrażenie, iż folgujesz jedynie swoim kaprysom...". Mocne i mądre słowa - można je odnieść do wielu aspektów życia. Niektórzy powinni to sobie wziąć do serca - że "niby COŚ robią" - ale generalnie folgują swoim kaprysom.
Załączniki
e-mu-vintage-keys-lrg-tx.jpg
e-mu-vintage-keys-lrg-tx.jpg (9.95 KiB) Przejrzano 1510 razy
jv2080_main.jpg
jv2080_main.jpg (25.88 KiB) Przejrzano 1510 razy
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4725
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Genesis

Post autor: Inkwizytor »

https://www.eskarock.pl/radar/steve-hac ... -XtUk.html


Ciekawa deklaracja padła ze strony Hacketta, czy cokolwiek z tego wyjdzie ?... pożyjemy, ale sam raczej wątpię. Jednak skoro Rush się reaktywowali, to w rocku nie ma rzeczy niemożliwych. Jakiś czas temu Banks przyznał, że ma parę pomysłów na nowe kompozycje - które pasowałyby do Genesis, ale trzeba wtedy uruchomić "całą machinę"...a na to nie ma na razie ochoty :roll:
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Gacek
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4728
Rejestracja: 20.03.2010, 10:27
Lokalizacja: Wieliczka

Re: Genesis

Post autor: Gacek »

Deklaracja ciekawa ale Hackett chyba nigdy nie był tu głównym hamulcowym.
Nawet gdyby reszta chciała to Collins jest cieniem samego siebie. Choć Gabryś trzyma się dobrze ale to byłaby już absolutna sensacja.
ODPOWIEDZ