Album roku 1980 (edycja 2026)
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4825
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Ci Skaldowie to jest naprawdę kuriozum...Ale muzycznie rewelacja, gdyby tylko człowiek nie rozumiał co śpiewają, albo istniała wersja Wenezuelska lub Belgijska!
Z ogromnym zdziwieniem dla mnie samego ogromnie spodobało mi się Black Sabbath - Heaven and Hell. Zwyczajowo BS mnie męczy, bo głos Osbourna powoduje, że wiele kawałków brzmi tak samo i jakoś odnosiłem zawsze wrażenie, że cały ten zespół był nieco przymulony. Więc pierwsze płyty oczywiście znam, przeboje znam, ale im dalej w las tym było gorzej i nigdy do rejonów HaH nie dotarłem. Sądziłem, że to już jakieś kompletne popłuczyny, a Dio ze swoim falsetem i imagem Gej-Macho-Pudel-Satan-Metala wprost z siódmych otchłani piekieł też mnie zawsze odstraszał. Wysoka ocena na RYM jednak mnie zachęciła i sprawdziłem: SUPER!
Bardzo fajna metalowa płyta, bardzo dobre przebojowe, wpadające w ucho kawałki, do tego odpowiednio ciężkie, metalowe, ale i idące ciągle gdzieś do przodu, z dobrym vibem i motoryką. Produkcja rewelacja, nie tak przymulona jak na poprzednich BSach, gitarka idealnie czysta. Może jeszcze za wcześnie na tak pochopne opinie, ale to jedna z lepszych metalowych płyt jakie słyszałem, a dawno nic takiego nie zaznałem z rejonów metalowych.
Gdy w 2013 r. wyszła płyta BS 13 bardzo mi się podobała, trafiła też na pewien specyficzny czas w moim życiu. Dopiero potem jakoś się skapłem, że to wszystko były autoplagiaty. No i teraz właśnie słyszę, że nr 5 czyli Wishing Well też tam była autosplagiatowana, bo znam ją bardziej z tej wersji z 13.
Z ogromnym zdziwieniem dla mnie samego ogromnie spodobało mi się Black Sabbath - Heaven and Hell. Zwyczajowo BS mnie męczy, bo głos Osbourna powoduje, że wiele kawałków brzmi tak samo i jakoś odnosiłem zawsze wrażenie, że cały ten zespół był nieco przymulony. Więc pierwsze płyty oczywiście znam, przeboje znam, ale im dalej w las tym było gorzej i nigdy do rejonów HaH nie dotarłem. Sądziłem, że to już jakieś kompletne popłuczyny, a Dio ze swoim falsetem i imagem Gej-Macho-Pudel-Satan-Metala wprost z siódmych otchłani piekieł też mnie zawsze odstraszał. Wysoka ocena na RYM jednak mnie zachęciła i sprawdziłem: SUPER!
Bardzo fajna metalowa płyta, bardzo dobre przebojowe, wpadające w ucho kawałki, do tego odpowiednio ciężkie, metalowe, ale i idące ciągle gdzieś do przodu, z dobrym vibem i motoryką. Produkcja rewelacja, nie tak przymulona jak na poprzednich BSach, gitarka idealnie czysta. Może jeszcze za wcześnie na tak pochopne opinie, ale to jedna z lepszych metalowych płyt jakie słyszałem, a dawno nic takiego nie zaznałem z rejonów metalowych.
Gdy w 2013 r. wyszła płyta BS 13 bardzo mi się podobała, trafiła też na pewien specyficzny czas w moim życiu. Dopiero potem jakoś się skapłem, że to wszystko były autoplagiaty. No i teraz właśnie słyszę, że nr 5 czyli Wishing Well też tam była autosplagiatowana, bo znam ją bardziej z tej wersji z 13.
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4825
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Sporo słychać też zapożyczeń z późniejszych Iron Maiden, w sensie, że chyba Miadeny sporo HaHu się nasłuchały
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Nie wiem, czy ktoś już wspominał, ale nawet jeśli tak, to podbijam sprawę.
Trzeci album Magazine - The Correct Use Of Soap odczytuję jako powrót do formy, po lekkiej obsuwie w postaci Secondhand Daylight. Jest tu cover kawałka Sly and the Family Stone, całkiem słuchalny zresztą, a poza tym, to stary, dobry Magazine. No i to ostatnia ich płyta z Johnem McGeochem, który niebawem odejdzie by wiosłować u Siouxsie Sioux.

Colin Newman - A-Z
Rzecz jawi (mi) się jako post-punkowa wersja Briana Eno z okresu jego pierwszych albumów po odejściu od Roxy Music. Można tu też doszukiwać się wpływów industrialu bądź nawet proto-techno - na pewno nie można odmówić autorowi bogactwa pomysłów. Utwór Alone znamy z płyty This Mortal Coil - ale, jakkolwiek by to nie brzmiało jak świętokradztwo - wolę wersję Newmana.

Trzeci album Magazine - The Correct Use Of Soap odczytuję jako powrót do formy, po lekkiej obsuwie w postaci Secondhand Daylight. Jest tu cover kawałka Sly and the Family Stone, całkiem słuchalny zresztą, a poza tym, to stary, dobry Magazine. No i to ostatnia ich płyta z Johnem McGeochem, który niebawem odejdzie by wiosłować u Siouxsie Sioux.

Colin Newman - A-Z
Rzecz jawi (mi) się jako post-punkowa wersja Briana Eno z okresu jego pierwszych albumów po odejściu od Roxy Music. Można tu też doszukiwać się wpływów industrialu bądź nawet proto-techno - na pewno nie można odmówić autorowi bogactwa pomysłów. Utwór Alone znamy z płyty This Mortal Coil - ale, jakkolwiek by to nie brzmiało jak świętokradztwo - wolę wersję Newmana.

„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Hugh Hopper / Alan Gowen – Two Rainbows Daily
Duet znał się choćby z nagrania drugiej płyty Gilgamesh. Koledzy z Canterbury, po prostu.
Czyli nie znajdziemy tu wirtuozerskich odlotów fusion. Mamy za to miętkie i ciepłe brzmienie analogowych synthów, z dodatkiem fendera i akompaniamentem (często przesterowanego, w hopperowskim stylu) basu. Jest w tej muzyce pewien spokój, wyciszenie, a czasem jakby smutek...
może próba pogodzenia się z nadchodzącą przyszłością? (Gowen niebawem zmarł na białaczkę).
https://www.youtube.com/watch?v=5nAPus-oFmA
Dziękuję za info o wstawianiu i edytowaniu obrazów na forum.
Duet znał się choćby z nagrania drugiej płyty Gilgamesh. Koledzy z Canterbury, po prostu.
Czyli nie znajdziemy tu wirtuozerskich odlotów fusion. Mamy za to miętkie i ciepłe brzmienie analogowych synthów, z dodatkiem fendera i akompaniamentem (często przesterowanego, w hopperowskim stylu) basu. Jest w tej muzyce pewien spokój, wyciszenie, a czasem jakby smutek...
może próba pogodzenia się z nadchodzącą przyszłością? (Gowen niebawem zmarł na białaczkę).
https://www.youtube.com/watch?v=5nAPus-oFmA
Dziękuję za info o wstawianiu i edytowaniu obrazów na forum.
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Joni Mitchell - Shadows and Light
Możliwe to, że nikt nie zadysponował? Druga koncertówka Joni, z dżezmenami na pokładzie (Pastorius!).
Całkiem nie w klimacie epoki, ale za to znakomita. Ja tylko żałuję, że mam okrojone wydanie na pojedynczym cede (i pewnie kiedyś wymienię na pełną wersję dwupłytową).
Możliwe to, że nikt nie zadysponował? Druga koncertówka Joni, z dżezmenami na pokładzie (Pastorius!).
Całkiem nie w klimacie epoki, ale za to znakomita. Ja tylko żałuję, że mam okrojone wydanie na pojedynczym cede (i pewnie kiedyś wymienię na pełną wersję dwupłytową).
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
A bo tu wielu nie toleruje koncertówek. Ja się zapoznałem jakiś czas temu, ale jako miłośnik sztuki łatwej, letkiej i przyjemnej nie znalazłem ukontentowania. Jazzmeński gwiazdozbiór też jakoś mnie nie olśnił, więc wobec wielkich oczekiwań poczułem rozczarowanie. Mnie płyta nie zachwyciła, ale nie neguję - ma raczej wysokie noty. Myślę, że warto sprawdzić, jak to wyszło, choćby dla samej wiedzy.
-
esforty
- zremasterowany digipack z bonusami
- Posty: 5274
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Słuchałem tego w czerwcu. Pasują mi te dłuższe (około 5 minutowe też) ale shortsy jakby mniej. Dałem w wtedy 3,5 gwiazdki w RYM-owej skali. Powtórzyłem wczoraj ale nic się nie zmieniło w ocenie.
Nie mam płyty ale mam DVD i ogląda się to dobrze.
Jaco gwiazdorzy, Pat jeszcze przed "wielkością", Brecker nie dla takiej muzyki (zresztą on zwykle mi trąci jakimś klezmerstwem)
Nie, raczej nie. W roczniku są lepsze rzeczy.
Przymierzałem się do:
https://www.discogs.com/master/74165-Ja ... -Polaroids
ale panowie <zabierają mnie w miejsca> gdzie już byłem... znacznie lepiej tę płytę pamiętałem niż teraz się okazała.
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Zapodałem już sporo kiczowatych propsów, ale co zrobić - taki rocznik. Kto zna francusko-włoskie Rockets ten wie, a kto nie zna, to niech sobie wyobrazi hipotetyczne Kombi, które całą karierę oparło na anturażu Inwazji z Plutona.

Rockets – Galaxy
To są rakiety statystycznie najskuteczniejsze. Jak przeżyjecie uderzenie pierwszych trzech utworów, to jakoś to będzie, nawet powiedzmy fajnie na swój wyjątkowy sposób. Elektronicznie, syntetycznie, kosmicznie, choć co jest tu paliwem to nie wiem, może vin la patique, bo chwilami jakąś falą jedzie, ale czy nową to nie wiem. Ta płyta jednak ma swój przewrotny urok.
Jakby komuś spasowała - ale tylko wtedy! - to może jeszcze przerobić żywca z tego roku.

Rockets – Live

Rockets – Galaxy
To są rakiety statystycznie najskuteczniejsze. Jak przeżyjecie uderzenie pierwszych trzech utworów, to jakoś to będzie, nawet powiedzmy fajnie na swój wyjątkowy sposób. Elektronicznie, syntetycznie, kosmicznie, choć co jest tu paliwem to nie wiem, może vin la patique, bo chwilami jakąś falą jedzie, ale czy nową to nie wiem. Ta płyta jednak ma swój przewrotny urok.
Jakby komuś spasowała - ale tylko wtedy! - to może jeszcze przerobić żywca z tego roku.

Rockets – Live
Ostatnio zmieniony 01.09.2026, 21:19 przez B.J., łącznie zmieniany 1 raz.
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Ja od pewnego czasu generalnie jestem zdania, że im mniej muzyków towarzyszy Joni, tym lepiej. (Zwłaszcza po przyswojeniu dwóch pierwszych tomików Archiwów).
Ale jeżeli już muszą być, to ci zebrani na rzeczonej płycie zbyt wiele nie psują w materiale. A ten jest przedniej marki.
A przechodząc od jazzmenów do jazzu...
Julius Hemphill Quartet - Flat-Out Jump Suite
Mocno się ostatnio zasłuchuję w Hemphillu, i coraz mocniej zachwycam - skutek uboczny zakupu niedawnego wznowienia na CD jednego z największych arcydzieł lat 70-tych, tj. Dogon A.D.. Wybitny kompozytor i wielki improwizator.
Płyta z roku 1980 należy do jego najlepszych - na pierwszy rzut ucha brzmi jak free, bo wykonania są bardzo otwarte, ale to precyzyjnie skonstruowana, tematyczna suita (Ear > Mind > Heart > Body). Muzyka tli się, żarzy, a w końcu rozpala - jest przepiękna! W kwartecie oprócz lidera Olu Dara na trąbce, Abdul Wadud (który dla Hemphilla był tym, kim Jimmy Lyons dla Cecila Taylora) na wiolonczeli i Warren Smith na perkusji.
Wydana przez włoską wytwórnię Black Saint, na przełomie lat 70/80-tych azyl dla wielu muzyków z nowojorskich i chicagowskich loftów.
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Coś ze sztuki letkiej a przyjemnej.
Tabletom - Mezclalina
Kolorowa progresywna fużynka tria z Andaluzji. Debiutancki album zespołu, jedyny, jaki znam. I lubię, tylko zupełnie nie pamiętam, kto/co mnie na niego kiedyś naprowadził/o.
Patenty będą się z tym i owym kojarzyć (np. flecik z Jethro Tull, a ogólny klimat muska Canterbury), przy czym mikstura jest niestandardowa i zaciekawiająca. Ekspresja wokalu jakby z innej parafii, ale nie ma go przesadnie wiele. Warto dosłuchać do końca, bo druga strona LP bardziej rozwinięta, a do tego co i rusz wyskakuje coś niespodziewanego.
Właściwie to nie ja powinienem tak zauropodziasty album rekomendować, ale może nikt nie zna? Jeśli tak, to polecam.
Tabletom - Mezclalina
Kolorowa progresywna fużynka tria z Andaluzji. Debiutancki album zespołu, jedyny, jaki znam. I lubię, tylko zupełnie nie pamiętam, kto/co mnie na niego kiedyś naprowadził/o.
Patenty będą się z tym i owym kojarzyć (np. flecik z Jethro Tull, a ogólny klimat muska Canterbury), przy czym mikstura jest niestandardowa i zaciekawiająca. Ekspresja wokalu jakby z innej parafii, ale nie ma go przesadnie wiele. Warto dosłuchać do końca, bo druga strona LP bardziej rozwinięta, a do tego co i rusz wyskakuje coś niespodziewanego.
Właściwie to nie ja powinienem tak zauropodziasty album rekomendować, ale może nikt nie zna? Jeśli tak, to polecam.
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Posłuchałem, sympatyczne - jak to u mnie bywa, podoba mi się bardziej tam, gdzie silniej przemawia komponent folkowo-jethrotullowy, a mniej tam, gdzie jakieś progowe popisówki. I może nie najbardziej tam, gdzie śpiewają po hiszpańsku. Ale ogólnie mi się podobało.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4825
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Fela Kuti - Authority Stealing
W 1980 ukazały się dwa Fele Kuti, Music of Many Colours został już wspomniany, i bardzo słusznie, że tak się stało, aczkolwiek to Fela nieco inny niż zwykle, poddany wpływom i dyskotekowy. Ad 1980 mamy jednak jeszcze Authority Stealing, z którym też warto się zapoznać. Jest to jeden z bardziej typowych Felków, bardzo dobry, problem tu jest jeden: istnieją inne, podobne, czasem nieco lepsze, nieco bardziej wpadające w ucho. Ale gdyby ktoś nie znał Felka, a jako pierwszy posłuchał Authority Stealing z LP wprost w Lagos w połowie lat 80 to pewnie ten stał by się jednym z tych najlepszych albumów. Jest tu wszystko co trzeba, więc długi jak wąż afrykański wstęp, potem śpiewający Fela i odpowiadające mu chórki, no i mądry tekst, w zupełności i w pełni aktualny, może nawet jeszcze bardziej niż w 1980 r. "Africans" pewnie można podmienić na każdy inny dowolny naród na świcie, niestety.
https://www.youtube.com/watch?v=e0JZLb5 ... dio=1&t=1s
Authority stealing pass armed robbery (Yes, yes, yes, yes!)
We Africans we must do something about this nonsense (Yes, yes, yes, yes!)
We say we must do something about this nonsense (Yes, yes, yes, yes!)
I repeat, we Africans we must do something about this nonsense (Yes, yes, yes, yes!)
Because now authority stealing pass armed robbery (Yes, yes, yes, yes!)
Authority stealing pass armed robbery (Yes, yes, yes, yes!)
Authority man him go dey steal (Yes, yes, yes, yes!)
Public contribute plenty money (Yes, yes, yes, yes!)
W 1980 ukazały się dwa Fele Kuti, Music of Many Colours został już wspomniany, i bardzo słusznie, że tak się stało, aczkolwiek to Fela nieco inny niż zwykle, poddany wpływom i dyskotekowy. Ad 1980 mamy jednak jeszcze Authority Stealing, z którym też warto się zapoznać. Jest to jeden z bardziej typowych Felków, bardzo dobry, problem tu jest jeden: istnieją inne, podobne, czasem nieco lepsze, nieco bardziej wpadające w ucho. Ale gdyby ktoś nie znał Felka, a jako pierwszy posłuchał Authority Stealing z LP wprost w Lagos w połowie lat 80 to pewnie ten stał by się jednym z tych najlepszych albumów. Jest tu wszystko co trzeba, więc długi jak wąż afrykański wstęp, potem śpiewający Fela i odpowiadające mu chórki, no i mądry tekst, w zupełności i w pełni aktualny, może nawet jeszcze bardziej niż w 1980 r. "Africans" pewnie można podmienić na każdy inny dowolny naród na świcie, niestety.
https://www.youtube.com/watch?v=e0JZLb5 ... dio=1&t=1s
Authority stealing pass armed robbery (Yes, yes, yes, yes!)
We Africans we must do something about this nonsense (Yes, yes, yes, yes!)
We say we must do something about this nonsense (Yes, yes, yes, yes!)
I repeat, we Africans we must do something about this nonsense (Yes, yes, yes, yes!)
Because now authority stealing pass armed robbery (Yes, yes, yes, yes!)
Authority stealing pass armed robbery (Yes, yes, yes, yes!)
Authority man him go dey steal (Yes, yes, yes, yes!)
Public contribute plenty money (Yes, yes, yes, yes!)
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Fermáta – Dunajská Legenda
Pierwszy utwór to świetne otwarcie, mięsko.
https://www.youtube.com/watch?v=9BDDPJfDXBg
Na płycie słyszymy mix fusion i instrumentalnego prog rocka (czuję feblik do takich konfiguracji),
mamy również nieco smyków i vokaliz. To wszystko podane w wirtuozerskim wydaniu, co udowadnia powyżej załączony materiał live.
https://www.youtube.com/watch?v=eekBoIZeQaE
Ain Soph – A Story Of Mysterious Forest
Jeszcze błyskotliwsze otwarcie niż u Fermaty, Crossfire wymiata.
Dalej jest już bardziej dostojnie, bez wyścigowych popisów. Muzyka czerpie z prog rocka, fusion i Canterbury.
Te trzy żywioły połączone w najlepszym stylu powodują, że płyta lśni pomysłami, klasą wykonania i ogólnym wdziękiem.
https://www.youtube.com/watch?v=o3JcTs_r1Wo
Pierwszy utwór to świetne otwarcie, mięsko.
https://www.youtube.com/watch?v=9BDDPJfDXBg
Na płycie słyszymy mix fusion i instrumentalnego prog rocka (czuję feblik do takich konfiguracji),
mamy również nieco smyków i vokaliz. To wszystko podane w wirtuozerskim wydaniu, co udowadnia powyżej załączony materiał live.
https://www.youtube.com/watch?v=eekBoIZeQaE
Ain Soph – A Story Of Mysterious Forest
Jeszcze błyskotliwsze otwarcie niż u Fermaty, Crossfire wymiata.
Dalej jest już bardziej dostojnie, bez wyścigowych popisów. Muzyka czerpie z prog rocka, fusion i Canterbury.
Te trzy żywioły połączone w najlepszym stylu powodują, że płyta lśni pomysłami, klasą wykonania i ogólnym wdziękiem.
https://www.youtube.com/watch?v=o3JcTs_r1Wo
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
Źródła podają różnie, ale wg mnie w roczniku są jeszcze dwa inne albumy: Coffin for Head of State (dobry) i I.T.T. (International Thief Thief) (nie pamiętam, być może nawet nie słuchałem).Monstrualny Talerz pisze: ↑02.09.2026, 23:47 W 1980 ukazały się dwa Fele Kuti, Music of Many Colours został już wspomniany, i bardzo słusznie, że tak się stało, aczkolwiek to Fela nieco inny niż zwykle, poddany wpływom i dyskotekowy. Ad 1980 mamy jednak jeszcze Authority Stealing, z którym też warto się zapoznać.
Tylko to takie typowe Felki: każdy po ~22 minuty, na oryginalnych LP na jednej stronie wersja pełna, na drugiej instrumentalna.
- Monstrualny Talerz
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4825
- Rejestracja: 24.05.2017, 10:29
Re: Album roku 1980 (edycja 2026)
W 2024 r. zrobiłem całkowity przegląd dyskografii Felka, gdzie dość szczegółowo sprawdzałem w różnych źródłach daty wydań. I.T.T. mam wpisane jako 1979a (nawet przed Unknown Soldier - 1979b), a Coffin jako 1981, ale to nic nie znaczy oczywiście. Teraz na szybko sprawdzam i po prostu pokazuje "różnie", rzeczywiście bardziej 1980, a nie pamiętam już dlaczego uznałem tak, a nie inaczej. Z I.T.T. coś było, jakiś problem, że to w ogóle się nie pokazywało jako osobna płyta, tylko zawsze było doklejką do innych albumów (wydanych potem). Inna rzecz, że duża część tych Felków powinna być traktowana jako EP, a nie żaden LP, chyba, że to jakieś nigeryjskie standardy 
A propos Authority Stealing w notatkach z przesłuchu mam wpisane: "Raczej dość nijaki. Typowy fela, ale tu nic nie porywa. Zbyt typowy, powtarzalny", ale gdy przesłuchałem teraz: super!!! Jeszcze dziś sprawdziłem w aucie i Authority i Music Of Many Colours i nawet zdecydowanie wyższą notę dałbym AS. Z drugiej strony MoMC jednak nieco inny i bardziej przebojowy. A I.T.T. cóż: też świetny!
A propos Authority Stealing w notatkach z przesłuchu mam wpisane: "Raczej dość nijaki. Typowy fela, ale tu nic nie porywa. Zbyt typowy, powtarzalny", ale gdy przesłuchałem teraz: super!!! Jeszcze dziś sprawdziłem w aucie i Authority i Music Of Many Colours i nawet zdecydowanie wyższą notę dałbym AS. Z drugiej strony MoMC jednak nieco inny i bardziej przebojowy. A I.T.T. cóż: też świetny!