Budka Suflera
Moderatorzy: Bartosz, Dobromir, gharvelt, Moderatorzy
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
https://www.youtube.com/watch?v=RIMYh9eIUGk
Podobnie jak w przypadku również cudem zachowanej i przekazywanej miedzy wtajemniczonymi pierwotnej, surowej ale nie pozbawionej uroku z innym tekstem - ale równie dobrym - wersji Lot nad Bocianim Gniazdem - z podobno prawie gotowej ale nie wydanej płyty z Felicjanem "Plastykowe Serce". Bardzo ciekawe to brzmi i można prześledzić jak przearanżowiono ten wyborny utwór - jak kiełkowały i rozkwitały pomysły kompozytorskie śp. Romualda. Podobno wtedy też powstała i została nagrana "prehistoryczna" wersja Czas Czekania. Przy okazji to dobra okazja by podziwiać trio gitarowe : Janiak, Jurecki i Sidło. Szkoda, że tak krótko to trwało i śp. Lipko nie miał pomysłu jak to pociągnąć i rozwijać - nie inaczej jak w przypadku kolejnej jeszcze lepszej tercetuty: Sidło, Mandziara i Płecha.
Podobnie jak w przypadku również cudem zachowanej i przekazywanej miedzy wtajemniczonymi pierwotnej, surowej ale nie pozbawionej uroku z innym tekstem - ale równie dobrym - wersji Lot nad Bocianim Gniazdem - z podobno prawie gotowej ale nie wydanej płyty z Felicjanem "Plastykowe Serce". Bardzo ciekawe to brzmi i można prześledzić jak przearanżowiono ten wyborny utwór - jak kiełkowały i rozkwitały pomysły kompozytorskie śp. Romualda. Podobno wtedy też powstała i została nagrana "prehistoryczna" wersja Czas Czekania. Przy okazji to dobra okazja by podziwiać trio gitarowe : Janiak, Jurecki i Sidło. Szkoda, że tak krótko to trwało i śp. Lipko nie miał pomysłu jak to pociągnąć i rozwijać - nie inaczej jak w przypadku kolejnej jeszcze lepszej tercetuty: Sidło, Mandziara i Płecha.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
https://muzyka.interia.pl/wiadomosci/ne ... Id,7258370
Dobre pytanie - Budka Suflera - co dalej ?. Podobnie jak SBB - w pewnym uproszczeniu Budka będzie obchodzić jubileusz 50 lecia. Gdyby autentycznie zaszaleć można pokusić by zaprosić np. Mandziarę, Płechę, Sidło, Janiaka, o Janku Borysewiczu nie wspominam, bo w sumie odkąd założył Lady Pank to odciął i podkreślał, że nie ma i nie chce mieć z Budką nic wspólnego. Pytanie czy w/w gitarzystów by coś takiego w ogóle interesowało i czy fani ich pamiętają, iż ktoś taki był i grał w zespole. A tak mamy Kawalca - zgrywusa. O Staszku Wenglorzu również trudno wspominać bo szczególnie w głowach fanów się niczym nie zapisał.... bo zabrakło dobrego i sensownego materiału lub evegreena na miarę Nie Widzę Ciebie w Swych Marzeniach Zielińskiego.
Dobre pytanie - Budka Suflera - co dalej ?. Podobnie jak SBB - w pewnym uproszczeniu Budka będzie obchodzić jubileusz 50 lecia. Gdyby autentycznie zaszaleć można pokusić by zaprosić np. Mandziarę, Płechę, Sidło, Janiaka, o Janku Borysewiczu nie wspominam, bo w sumie odkąd założył Lady Pank to odciął i podkreślał, że nie ma i nie chce mieć z Budką nic wspólnego. Pytanie czy w/w gitarzystów by coś takiego w ogóle interesowało i czy fani ich pamiętają, iż ktoś taki był i grał w zespole. A tak mamy Kawalca - zgrywusa. O Staszku Wenglorzu również trudno wspominać bo szczególnie w głowach fanów się niczym nie zapisał.... bo zabrakło dobrego i sensownego materiału lub evegreena na miarę Nie Widzę Ciebie w Swych Marzeniach Zielińskiego.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
https://www.youtube.com/watch?v=Z-irVlJdQRQ
Fajny utwór - nie znałem go wcześniej - z okresu nagrywania Czas Czekania, choć inne źródła podają, iż było to już po rejestracji Olśnienia - lecz skład by się nie do końca zgadzał bo krótko po albumie odszedł i wyjechał do Niemiec Andrzej Sidło a jego gitarę słychać. O dziwo kompozytorka znana z innej konwencji całkiem nieźle wpasowała się i wyczuła ówczesną stylistykę i kierunek elektroniczno ( z gitarowym pazurem ) kompozytorski zespołu. Chyba, że sam zespół z Lipko na czele maczał palce w aranżach....
Fajny utwór - nie znałem go wcześniej - z okresu nagrywania Czas Czekania, choć inne źródła podają, iż było to już po rejestracji Olśnienia - lecz skład by się nie do końca zgadzał bo krótko po albumie odszedł i wyjechał do Niemiec Andrzej Sidło a jego gitarę słychać. O dziwo kompozytorka znana z innej konwencji całkiem nieźle wpasowała się i wyczuła ówczesną stylistykę i kierunek elektroniczno ( z gitarowym pazurem ) kompozytorski zespołu. Chyba, że sam zespół z Lipko na czele maczał palce w aranżach....
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
https://www.youtube.com/watch?v=DCR8Ede2izo
Dopadło mnie to dziś niestety w autobusie - najpierw Sanahowa upodliła i splugawiła cudny hymny Sośnickiej "Jestem Twoją Bajką" pojękując niczym.......................................... - wcześniej Brodka co zawsze kojarzyło mi się z jakimś "brodawczakiem" i innymi chorobami skóry których pozbyć się nie sposób coś tam mruczała o Wszystko Czegoś Dziś Chcę nadal robiąc zręczne ale kosztem większej energii uniki od różnych 70 letnich perwersów - a teraz to.... zaiste - nic tylko położyć się do grobu
A dawniej ta scena i marudzenie "... man destroying a classic...." wydawała debilna....
https://www.youtube.com/watch?v=DwtJJBXVTE8
ps. doczekamy się również Karaoke Sikorskiej ?
Dopadło mnie to dziś niestety w autobusie - najpierw Sanahowa upodliła i splugawiła cudny hymny Sośnickiej "Jestem Twoją Bajką" pojękując niczym.......................................... - wcześniej Brodka co zawsze kojarzyło mi się z jakimś "brodawczakiem" i innymi chorobami skóry których pozbyć się nie sposób coś tam mruczała o Wszystko Czegoś Dziś Chcę nadal robiąc zręczne ale kosztem większej energii uniki od różnych 70 letnich perwersów - a teraz to.... zaiste - nic tylko położyć się do grobu
A dawniej ta scena i marudzenie "... man destroying a classic...." wydawała debilna....
https://www.youtube.com/watch?v=DwtJJBXVTE8
ps. doczekamy się również Karaoke Sikorskiej ?
...Nobody expects the Spanish inquisition !
-
esforty
- zremasterowany digipack z bonusami
- Posty: 5298
- Rejestracja: 26.01.2010, 11:45
- Lokalizacja: Łódź
Re: Budka Suflera
Do pierwszego linka, to ja namawiam do poczytania komentarzy- to dopiero <królicza nora>.
Chociaż, tę piosenkę trudno obronić, jako taką, chyba że, zaśpiewałaby tę, Marianne Faithfull ( z pamięcią ról poprzednich- życiorysu,znaczy)
Chociaż, tę piosenkę trudno obronić, jako taką, chyba że, zaśpiewałaby tę, Marianne Faithfull ( z pamięcią ról poprzednich- życiorysu,znaczy)
Nie ma takiego naleśnika, który nie wyszedłby na dobre. H. Murakami
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
https://www.kameleonrecords.pl/sklep/an ... dzwiekiem/
Maniaków, którzy są zainteresowani dosłownie wszystkim co dotyczy Budki Suflera zainteresuje fakt, że niezawodna firma Kameleon Records (specjalizująca się głównie w Skaldach, ale i nie tylko) wydaje archiwalny materiał pierwszego gitarzysty (później basisty) Andrzeja Ziółkowskiego Między Niebem a Dźwiękiem. Zbiór instrumentalnych miniatur/ impresji w dużej części opartych o partie keyboardów (choć muzyk nie zapomniał do czego służy gitara) - silnie zakorzenione w muzyce filmowej, ilustracyjnej prawdopodobnie z połowy lat 90, gdy już na dobre zadomowił się w Stanach. Ciekawa rzecz, nie wiedziałem, iż wtedy cokolwiek tworzył w domowym studio. Z biografii Budki dowiadujemy się, że po emigracji do USA na wiele lat zerwał z muzyką. Obok pracy bardziej interesowało go by w ramach hobby łowić ryby czy chodzić na polowania. Później zainteresowały go nowocześniejsze keyboardy - o ile mnie pamięć nie myli jednym z głównych jego instrumentów był Korg Trinity (też go miałem). Może to nic wielkiego ale tych fragmentów miło się słucha - może momentami pojawiają się dalekie echa późniejszego Oldfielda - takie luźne skojarzenie.
Maniaków, którzy są zainteresowani dosłownie wszystkim co dotyczy Budki Suflera zainteresuje fakt, że niezawodna firma Kameleon Records (specjalizująca się głównie w Skaldach, ale i nie tylko) wydaje archiwalny materiał pierwszego gitarzysty (później basisty) Andrzeja Ziółkowskiego Między Niebem a Dźwiękiem. Zbiór instrumentalnych miniatur/ impresji w dużej części opartych o partie keyboardów (choć muzyk nie zapomniał do czego służy gitara) - silnie zakorzenione w muzyce filmowej, ilustracyjnej prawdopodobnie z połowy lat 90, gdy już na dobre zadomowił się w Stanach. Ciekawa rzecz, nie wiedziałem, iż wtedy cokolwiek tworzył w domowym studio. Z biografii Budki dowiadujemy się, że po emigracji do USA na wiele lat zerwał z muzyką. Obok pracy bardziej interesowało go by w ramach hobby łowić ryby czy chodzić na polowania. Później zainteresowały go nowocześniejsze keyboardy - o ile mnie pamięć nie myli jednym z głównych jego instrumentów był Korg Trinity (też go miałem). Może to nic wielkiego ale tych fragmentów miło się słucha - może momentami pojawiają się dalekie echa późniejszego Oldfielda - takie luźne skojarzenie.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
https://www.onet.pl/styl-zycia/plejada/ ... 0,0898b825
Jacek Kawalec odchodzi z Budki Suflera... nadal, podobnie jak cale rzesze oddanych fanów, nie mogę po tej wiadomości dojść do siebie
Jacek Kawalec odchodzi z Budki Suflera... nadal, podobnie jak cale rzesze oddanych fanów, nie mogę po tej wiadomości dojść do siebie
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
Przy okazji szokujących wiadomości, które docierają do nas z obozu Suflerów, dotyczących bulwersujących okoliczności odejścia frontmana - Jacka "Randka w Ciemno" Kawalca, po tym jak z kolei on sam zbulwersował Zeliszewskiego swoją parodią Zenka Martyniuka - na co Cugowski stwierdził dyplomatycznie (jak to on tylko potrafi) - "... nic mnie to nie obchodzi..." - (to się nazywa klasa)- warto sobie odświeżyć pewien ich zapomniany album.
"Ratujmy Co Się Da" - tytuł ósmego studyjnego albumu Budki Suflera okazał się więcej niż trafiony, chociaż z chyba nie do końca zamierzoną aluzją do ówczesnej sytuacji wewnątrz tego zasłużonego zespołu. Zeliszewski jak i Lipko przyznawali trochę w żartach, że w drugiej połowie lat 80 dopadł ich najwidoczniej "kryzys wieku średniego", co może się wydawać dziwne, gdyż perkusista i w coraz większym stopniu nowo odkryty "talent" jako autor tekstów Tomek miał w tamtym czasie ok 32 lata, a lider Romuald podobnie jak Krzysiek po 37. Tak szybko dopadł ich jakże brzemienny w skutkach kryzys wieku średniego ?
. Po sukcesach jakimi były albumy z Trojanowską, Urszulą, parę hitów z Andrzejczakiem, powrót "syna marnotrawnego" - czyli Cugowskiego i z uznawanym (obok debiutu) za jeden z najlepszych w karierze: "Czas Czekania, Czas Olśnienia" - przyszedł dość chłodno odebrany "Giganci Tańczą". Krytykowano dosłownie wszystko, począwszy od dusznego, klaustrofobicznego i niestety trącącego amatorką (co podkreślali sami zainteresowani) brzmienia, fatalnej produkcji i niestety dość słabych kompozycji. Ja należę do wąskiego grona, którzy uważają "Gigantów" za całkiem niezły i na pewno niedoceniony album (choć arcydzieło to na pewno nie jest). Widocznie nikt, nawet najbardziej utalentowany, któremu sprzyja szczęście nie może bez końca odnosić sukcesów. Musi przyjść jakiś kryzys twórczy.
Druga połowa lat 80 była mało sprzyjająca dla "weteranów" jak Budka. Kraj pogrążał się w recesji, mówiono o kryzysie rocka jako gatunku, królowało disco, Italo disco, estradowy synth-pop (nazwisk wokalistek nie trzeba przypominać... Oscarze...
) w coraz bardziej karykaturalnych i obciachowych formach, upadał dawny system itd. Zespół nie cieszył się takim powodzeniem jak w pierwszej połowie lat 80. Doszło do tego, że panowie musieli imać się różnych zajęć, by jakoś utrzymać rodziny. Lipko zdecydował się napisać muzykę do intrygującego (ale dziś zupełnie zapomnianego) filmu - koprodukcji polsko-szwedzkiej (oraz odrobinę amerykańskiej) "Pay Off" - czyli "Wziąć Odwet". Cugowski miał wyjeżdżać na zachód i pracować w rolnictwie. Zniechęcony atmosferą, pewną stagnacją odszedł najpierw gitarzysta Krzysztof Mandziara (dla przyjaciół "Wojskowy"), a po nim młody talent basu (sakramencko zmarnowany) - Piotr Płecha, który dla odmiany poczuł powołanie i na jakiś czas zaszył się w klasztorze. Sam Mandziara wspomina, że czuł się fizycznie i psychicznie zmęczony ogromną ilością koncertów.... które niekoniecznie przynosiły jakieś wymierne korzyści finansowe. Lipko uważał, że gitarzysta wolał wrócić do swojego Wrocławia i tam spokojnie popijać z kumplami - ujmując to ostro, iż "utopił talent w wódzie". Na krótko dał się namówić na powrót Mietek "Mechanik" Jurecki...ale podobno nie było prób, koncertów, "nie było niczego", więc i on znów odszedł...ale przynajmniej załapał się na sesję zdjęciową.
Trudno się dziwić, że grupa potrzebowała zastrzyku nowej energii, kogoś ze świeżym spojrzeniem, otwartą głową i pomysłami. Liczono, że w osobie Staszka Zybowskiego formacja pozyska swoisty "twórczy katalizator". Niestety muzyk nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje. Członkowie Budki wspominają go jako bardzo fajnego faceta (ale prywatnie), szalenie uzdolnionego muzyka...ale równie trudnego człowieka we współpracy. "Zybek" (jak go nazywali), miał silną osobowość, po wielu latach współpracy z równie silnymi osobowościami w jazz-rockowym Crash (jak Czwojda czy Pluszcz) widocznie miał dość słuchania rozkazów innych i postanowił nie mieć oporów w forsowaniu swoich pomysłów. Lipko z lekkim grymasem niesmaku wspominał, że "Zybkowi" wiecznie coś nie pasowało i był ciągle na "nie". Z dzisiejszej perspektywy nie ma się co dziwić - miał wtedy 34 lata (zaledwie był o 3 młodszy od Romualda), lata intensywnej i pełnej sukcesów pracy zawodowej w uznanej ekipie fusion... i był już życiowym partnerem Urszuli, co podobno jeszcze komplikowało sytuację w zespole i bywało powodem do spięć. Staszek swoją bezkompromisową postawą miał rzekomo generować mnóstwo niepotrzebnych konfliktów w grupie...i dla wszystkich było jasne, że ten układ nie działa. Lipko nie mógł też strawić, że "Zybek" wydaje innym polecenia co i jak grać...a Suflerzy mogli mieć tylko jednego generała. Gitarzysta marzył o swojej grupie, gdzie od początku do końca będzie o wszystkim decydował.
Słuchając "Ratujmy" można odnieść wrażenie, że Zybowski był jednym z najlepszych gitarzystów nie tylko swojego pokolenia ale i w Europie. Takiego gitarzysty dawno nie mieli, choć duet Sidło/Mandziara był znakomity (i zmarnowany). Podobno przed odejściem, by nowy nabytek lepiej się zaaklimatyzował - grali ostatnią trasę na dwie gitary - czyli Mandziara i Zybowski (szkoda, że nie dłużej, ciekawe czy istnieją jakiekolwiek nagrania). Jego solówki są drapieżne, buńczuczne, trochę bezczelne, futurystyczne i dość bezkompromisowe, z silnym piętnem metalowym (jednak z masą błysku i polerki). Nie ma śladu po dawnych jazz-funkowych zagrywkach. Już wtedy miał swoje pomysły jak wypromować Urszulę w bardziej "metalowym" wydaniu z odpowiednim wizerunkiem - trochę jak Vixen, ówczesna Cher, Whitesnake, Osbourne i Heart z ich hitem "Alone"... jak to wyszło w praktyce wszyscy pamiętają
, udało się dopiero przy okazji "Białej Drogi" . Z pewnością "Zybek" był na bieżąco z tym co się grało na świecie. Podejrzewam, że już wtedy korzystał z syntezatora gitarowego. Jego świdrujące ucho brzmienia są bardzo bliskie temu co robili ZZ-Top na ich mocno podlanych elektroniką albumach jak "Afterburner" i "Eliminator" (np. w "Co Komu do Tego" i "Mnie to Nie Dotyczy" - nawet w zagrywkach "Zybka" mamy coś z feelingu Billy Gibbonsa). To był znak czasów, bo takiemu brzmieniu nie oparł się nawet Jethro Tull - wystarczy posłuchać "Under Wraps" i wielu fragmentów "Crest of Knave". Mało tego - główna melodia kompozycji gitarzysty "Złe Towarzystwo" mocno przypomina tytułowy z "Under Wraps". Wtedy (jeszcze) triumfy święcił i był na topie nasz Kombi - coraz bardziej elektroniczny - czyżby Lipko postanowił również coś od nich uszczknąć ?.
"Ratujmy Co Się Da" nie jest aż tak złym albumem jak często się o nim pisało. Zabawne, że teraz po latach coraz więcej fanów "klasycznej" Budki wypowiada się o nim z pewnym uznaniem. Sam musiałem się trochę do niego przekonać. Dziwne wrażenie robi okładka z serią rozmytych fotografii płonącego małego Fiata na tle zamarzniętego jeziora. Przez wiele lat miałem go na 2 osobnych kasetach, jakiś czas temu udało mi się kupić wersję CD - które są coraz droższe na aukcjach dochodząc do absurdalnych 500 zł. Nie jestem pewien, czy w tamtym czasie - krążek nagrywano kwiecień/maj 1987 (ukazał się w 1989) - wydanie podwójnego albumu - 15 utworów i z 74 minutami nowej muzyki było dobrym pomysłem. Krytycy płyty sprowadzają wszystko do jednego banalnego stwierdzenia - "... może wyszedłby z tego przyzwoity album, ale gdyby wywalić z połowę piosenek...". Wszystko niby pięknie, tylko problemy się zaczynają w momencie gdy mamy decydować co usunąć ?. Nawet jeśli teoretycznie wywalić kilka... to i tak wyszłoby nam z półtorej lp. naprawdę przyzwoitego materiału. Z pewnością trudno te 15 utworów przetrawić za jednym przesłuchaniem. Jestem w pełni świadomy tego, że to specyficzne brzmienie, elektronicznie programowana perkusja i te aranżacje w stylu ww. ZZ-Top mogą wielu drażnić. Stąd rozsądniej jest przesłuchiwać w pewnych "blokach" po 3/4 utwory. Jako całość "Ratujmy" może i nie przekonuje, ale gdy na spokojnie posłuchamy każdego utworu osobno, nawet wyjętego z kontekstu - to okazuje się, że tak naprawdę nie ma się czego przyczepić. Pewne źródła podają, że na basie "anonimowo" zagrał gościnnie ww. Płecha - ale jego bas słychać tylko w pierwszych taktach "To Nie Tak Miało Być". W lwiej części albumu partie basu... o ile są w ogóle słyszalne są kreowane na klawiszach Lipki.
Nie wszyscy pamiętają, lub chcą pamiętać - że ta "cegła" poszerzyła kanon zespołu o utwory, które obowiązkowo znalazły się w ich późniejszym repertuarze koncertowym - z tytułowym na czele, który wtedy okazał umiarkowanym przebojem i doszedł do przyzwoitego miejsca na liście radiowej trójki... zwyczajnie się spodobał. Fakt - w latach 90 i 2000 zespół wykonywał go w bardziej "rockowej" i "akustycznej" aranżacji. Inny to jedna z tych lekko patetycznych ballad z podniosłym refrenem - "To Nie Tak Miało Być" (z niezłą i melodyjną solówką Zybowskiego trochę w duchu "Scorpions"). Na pewno pewien poziom trzymają przebojowe "Jestem Stąd", "Z Bagażem Swoich Lat", z optymistycznym przesłaniem "Dzień Robinsona" i inna ballada oparta na zbliżonym motywie "Wielki Odlot" - czyli "Czas Wielkiej Wody" (to na dobrą sprawę duet - keyboardy Lipki i wokal Cugowskiego). Niestety brzmienie mocno oparte na elektronice z wiarą, że dzięki temu muzyka zabrzmi nowocześniej i ponadczasowo - dość mocno się zestarzało. Wielokrotnie szukałem informacji z jakich syntezatorów wówczas Romuald korzystał. Nie wykluczone, że miał do dyspozycji sampler - dzięki wyjazdom na zachód - słychać to np. w otwierającym "Jestem Stąd" - niektóre wstawki klawiszy mogą się wydawać wprost wyjęte od Michaela Cretu życiowego partnera Sandry. Taki był ówczesny trend - nawet Mike Oldfield nagrał w 1989 płytę "Earth Moving" mocno w duchu jeszcze modnego, ale powoli powodującego przesyt euro-popu. Wiele kompozycji początkowo może lekko drażnić lub irytować i zachęcać do "przeskipowania" - ale w dalszej części ciekawie się rozwijające np. dzięki refrenowi w "Klaustrofobii" - tu z kolei mamy silne wpływy grupy Bajm (a może to oni się inspirowali swoimi krajanami z Lublina ?). To naprawdę fajny żywy kawałek i mógł stać się przy odpowiedniej promocji sporym przebojem (mógł się znaleźć śmiało na "Czas Czekania"). Czasem odnosi się wrażenie, że zespół nie do końca wiedział w jakim kierunku podąża zlepiając dany utwór z kilku różnych np. "Obraz Bez Ram" - najpierw romantyczna ballada przywołująca w melodii dawne czasy, a potem gwałtownie zmienia nastój i przyśpiesza - jakby to był kawałek z zupełnie innej beczki. Na koniec mamy instrumentalny fragment ze ścieżki ww. filmu "Pay Off", w sumie sympatyczny, ale robi nieodparte wrażenie takiego solidnego demo, może ze względu na warunki studyjne ?.
"Ratujmy Co Się Da" - tytuł ósmego studyjnego albumu Budki Suflera okazał się więcej niż trafiony, chociaż z chyba nie do końca zamierzoną aluzją do ówczesnej sytuacji wewnątrz tego zasłużonego zespołu. Zeliszewski jak i Lipko przyznawali trochę w żartach, że w drugiej połowie lat 80 dopadł ich najwidoczniej "kryzys wieku średniego", co może się wydawać dziwne, gdyż perkusista i w coraz większym stopniu nowo odkryty "talent" jako autor tekstów Tomek miał w tamtym czasie ok 32 lata, a lider Romuald podobnie jak Krzysiek po 37. Tak szybko dopadł ich jakże brzemienny w skutkach kryzys wieku średniego ?
Druga połowa lat 80 była mało sprzyjająca dla "weteranów" jak Budka. Kraj pogrążał się w recesji, mówiono o kryzysie rocka jako gatunku, królowało disco, Italo disco, estradowy synth-pop (nazwisk wokalistek nie trzeba przypominać... Oscarze...
Trudno się dziwić, że grupa potrzebowała zastrzyku nowej energii, kogoś ze świeżym spojrzeniem, otwartą głową i pomysłami. Liczono, że w osobie Staszka Zybowskiego formacja pozyska swoisty "twórczy katalizator". Niestety muzyk nie do końca spełnił pokładane w nim nadzieje. Członkowie Budki wspominają go jako bardzo fajnego faceta (ale prywatnie), szalenie uzdolnionego muzyka...ale równie trudnego człowieka we współpracy. "Zybek" (jak go nazywali), miał silną osobowość, po wielu latach współpracy z równie silnymi osobowościami w jazz-rockowym Crash (jak Czwojda czy Pluszcz) widocznie miał dość słuchania rozkazów innych i postanowił nie mieć oporów w forsowaniu swoich pomysłów. Lipko z lekkim grymasem niesmaku wspominał, że "Zybkowi" wiecznie coś nie pasowało i był ciągle na "nie". Z dzisiejszej perspektywy nie ma się co dziwić - miał wtedy 34 lata (zaledwie był o 3 młodszy od Romualda), lata intensywnej i pełnej sukcesów pracy zawodowej w uznanej ekipie fusion... i był już życiowym partnerem Urszuli, co podobno jeszcze komplikowało sytuację w zespole i bywało powodem do spięć. Staszek swoją bezkompromisową postawą miał rzekomo generować mnóstwo niepotrzebnych konfliktów w grupie...i dla wszystkich było jasne, że ten układ nie działa. Lipko nie mógł też strawić, że "Zybek" wydaje innym polecenia co i jak grać...a Suflerzy mogli mieć tylko jednego generała. Gitarzysta marzył o swojej grupie, gdzie od początku do końca będzie o wszystkim decydował.
Słuchając "Ratujmy" można odnieść wrażenie, że Zybowski był jednym z najlepszych gitarzystów nie tylko swojego pokolenia ale i w Europie. Takiego gitarzysty dawno nie mieli, choć duet Sidło/Mandziara był znakomity (i zmarnowany). Podobno przed odejściem, by nowy nabytek lepiej się zaaklimatyzował - grali ostatnią trasę na dwie gitary - czyli Mandziara i Zybowski (szkoda, że nie dłużej, ciekawe czy istnieją jakiekolwiek nagrania). Jego solówki są drapieżne, buńczuczne, trochę bezczelne, futurystyczne i dość bezkompromisowe, z silnym piętnem metalowym (jednak z masą błysku i polerki). Nie ma śladu po dawnych jazz-funkowych zagrywkach. Już wtedy miał swoje pomysły jak wypromować Urszulę w bardziej "metalowym" wydaniu z odpowiednim wizerunkiem - trochę jak Vixen, ówczesna Cher, Whitesnake, Osbourne i Heart z ich hitem "Alone"... jak to wyszło w praktyce wszyscy pamiętają
"Ratujmy Co Się Da" nie jest aż tak złym albumem jak często się o nim pisało. Zabawne, że teraz po latach coraz więcej fanów "klasycznej" Budki wypowiada się o nim z pewnym uznaniem. Sam musiałem się trochę do niego przekonać. Dziwne wrażenie robi okładka z serią rozmytych fotografii płonącego małego Fiata na tle zamarzniętego jeziora. Przez wiele lat miałem go na 2 osobnych kasetach, jakiś czas temu udało mi się kupić wersję CD - które są coraz droższe na aukcjach dochodząc do absurdalnych 500 zł. Nie jestem pewien, czy w tamtym czasie - krążek nagrywano kwiecień/maj 1987 (ukazał się w 1989) - wydanie podwójnego albumu - 15 utworów i z 74 minutami nowej muzyki było dobrym pomysłem. Krytycy płyty sprowadzają wszystko do jednego banalnego stwierdzenia - "... może wyszedłby z tego przyzwoity album, ale gdyby wywalić z połowę piosenek...". Wszystko niby pięknie, tylko problemy się zaczynają w momencie gdy mamy decydować co usunąć ?. Nawet jeśli teoretycznie wywalić kilka... to i tak wyszłoby nam z półtorej lp. naprawdę przyzwoitego materiału. Z pewnością trudno te 15 utworów przetrawić za jednym przesłuchaniem. Jestem w pełni świadomy tego, że to specyficzne brzmienie, elektronicznie programowana perkusja i te aranżacje w stylu ww. ZZ-Top mogą wielu drażnić. Stąd rozsądniej jest przesłuchiwać w pewnych "blokach" po 3/4 utwory. Jako całość "Ratujmy" może i nie przekonuje, ale gdy na spokojnie posłuchamy każdego utworu osobno, nawet wyjętego z kontekstu - to okazuje się, że tak naprawdę nie ma się czego przyczepić. Pewne źródła podają, że na basie "anonimowo" zagrał gościnnie ww. Płecha - ale jego bas słychać tylko w pierwszych taktach "To Nie Tak Miało Być". W lwiej części albumu partie basu... o ile są w ogóle słyszalne są kreowane na klawiszach Lipki.
Nie wszyscy pamiętają, lub chcą pamiętać - że ta "cegła" poszerzyła kanon zespołu o utwory, które obowiązkowo znalazły się w ich późniejszym repertuarze koncertowym - z tytułowym na czele, który wtedy okazał umiarkowanym przebojem i doszedł do przyzwoitego miejsca na liście radiowej trójki... zwyczajnie się spodobał. Fakt - w latach 90 i 2000 zespół wykonywał go w bardziej "rockowej" i "akustycznej" aranżacji. Inny to jedna z tych lekko patetycznych ballad z podniosłym refrenem - "To Nie Tak Miało Być" (z niezłą i melodyjną solówką Zybowskiego trochę w duchu "Scorpions"). Na pewno pewien poziom trzymają przebojowe "Jestem Stąd", "Z Bagażem Swoich Lat", z optymistycznym przesłaniem "Dzień Robinsona" i inna ballada oparta na zbliżonym motywie "Wielki Odlot" - czyli "Czas Wielkiej Wody" (to na dobrą sprawę duet - keyboardy Lipki i wokal Cugowskiego). Niestety brzmienie mocno oparte na elektronice z wiarą, że dzięki temu muzyka zabrzmi nowocześniej i ponadczasowo - dość mocno się zestarzało. Wielokrotnie szukałem informacji z jakich syntezatorów wówczas Romuald korzystał. Nie wykluczone, że miał do dyspozycji sampler - dzięki wyjazdom na zachód - słychać to np. w otwierającym "Jestem Stąd" - niektóre wstawki klawiszy mogą się wydawać wprost wyjęte od Michaela Cretu życiowego partnera Sandry. Taki był ówczesny trend - nawet Mike Oldfield nagrał w 1989 płytę "Earth Moving" mocno w duchu jeszcze modnego, ale powoli powodującego przesyt euro-popu. Wiele kompozycji początkowo może lekko drażnić lub irytować i zachęcać do "przeskipowania" - ale w dalszej części ciekawie się rozwijające np. dzięki refrenowi w "Klaustrofobii" - tu z kolei mamy silne wpływy grupy Bajm (a może to oni się inspirowali swoimi krajanami z Lublina ?). To naprawdę fajny żywy kawałek i mógł stać się przy odpowiedniej promocji sporym przebojem (mógł się znaleźć śmiało na "Czas Czekania"). Czasem odnosi się wrażenie, że zespół nie do końca wiedział w jakim kierunku podąża zlepiając dany utwór z kilku różnych np. "Obraz Bez Ram" - najpierw romantyczna ballada przywołująca w melodii dawne czasy, a potem gwałtownie zmienia nastój i przyśpiesza - jakby to był kawałek z zupełnie innej beczki. Na koniec mamy instrumentalny fragment ze ścieżki ww. filmu "Pay Off", w sumie sympatyczny, ale robi nieodparte wrażenie takiego solidnego demo, może ze względu na warunki studyjne ?.
- Załączniki
-
- ratujmycosięda.jpg (111 KiB) Przejrzano 275 razy
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
Podobno oficjalnie Budka Suflera przeprasza Zenka Martyniuka, dobry tytuł na kolejny album. Jego muza Danusia ma lepszych prawników niż Małgorzata Niemen. Szykuje się pozew przeciwko biednemu Kawalcowi za zniesławienie. Dobrze że Lipko tego nie dożył..... za ostatni grosz i ratujmy co się da 
...Nobody expects the Spanish inquisition !
- Inkwizytor
- limitowana edycja z bonusową płytą
- Posty: 4760
- Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
- Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus
Re: Budka Suflera
Od paru dni w mediach jest o tym bardzo głośno - Jan Borysewicz doczekał się swojej filmowej biografii (w pewnym sensie). Swoją drogą ciekawe czy w filmie będzie choćby tylko wspomniane coś o Budce Suflera (taka symboliczna scena - że gitarzysta manifestacyjnie rzuca sprzętem i ogłasza im, że odchodzi bo ma dość - fajnie by wyglądała). Sam zainteresowany od dekad skutecznie się odcina od tego zespołu, od jakichkolwiek związkach z nimi... a przecież swoją zawodową karierę zaczynał właśnie z nimi i odnosił spore sukcesy. Coś mam wrażenie, że w filmie zostanie to przedstawione na zasadzie - najpierw pełny marzeń zbuntowany dzieciak, potem jako włóczący się małolat poznający kolegów z przyszłego Lady Pank - a potem przeskok na wielkie sceny i sukcesy swojego wymarzonego zespołu. Nawet parokrotnie śp. Lipko wyraził żal, że Janek "się ich wstydzi" i jakby chciał swoje lata w Budce wymazać z historii....
Tak czy siak film na pewno obejżę.
https://about.netflix.com/pl/news/z-git ... orysewiczu
https://about.netflix.com/pl/news/z-git ... orysewiczu
...Nobody expects the Spanish inquisition !