Lee Ritenour - Captain Fingers

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3923
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Lee Ritenour - Captain Fingers

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=LblrJyGT5Ro


Przygotowania do Wigilii idą pełną parą - sprzątanie, trzepanie dywanów, zakupy, gotowanie - nikt się nie oszczędza. Przy okazji miło oddać tym zajęciom przy odpowiedniej muzyce. Mnie zawsze ta drobna perełka ściśle kojarzy z krzątaniną wokół Świąt. Składam hołd zaginionemu przed laty przyjacielowi z okresu studiów - Tomkowi, na marginesie starszemu bratu późniejszego gitarzysta Osada Vida - Bartka. Bereski - to on niegdyś gdy odwoził mnie ze studiów pochwali, że dorwał całą dyskografię Lee - i z serca mi polecił..... z miejsca zapaliłem do tego pomysłu - później nasze drogi się rozeszły, dowiedziałem, że w/w zainteresowany na dobrą sprawę nigdy jej nie przesłuchał a ja po odrobieniu " zadania domowego" z miejsca zakochałem w tym gitarzyście - to było to czego nieświadomie szukałem. Tu z może dla niektórych nadmiernie popowego albumu - ale ta wersja kompozycji Jobima wprawia w nieskrywany zachwyt - i to w jakim doborowym towarzystwie - mamy całe Yellowjackets - Haslip, Kennedy, Ferrante i jako drugi klawiszowiec Larry Williams.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
I&I
japońska edycja z bonusami
Posty: 3064
Rejestracja: 15.10.2010, 21:54
Lokalizacja: KRK

Post autor: I&I »

Bigos zrobiony, warzywa na sałatkę jarzynową odpoczywają. Odpoczywam i ja.

https://m.youtube.com/watch?v=7Rq8fz_oHgo
Awatar użytkownika
I&I
japońska edycja z bonusami
Posty: 3064
Rejestracja: 15.10.2010, 21:54
Lokalizacja: KRK

Post autor: I&I »

Spać nie chce się 😀

Poniżej coś w deseń Yellow.

https://m.youtube.com/watch?v=Fv8M140-ewM
Awatar użytkownika
Retromaniak
digipack
Posty: 2737
Rejestracja: 13.03.2021, 15:39
Lokalizacja: Niemcy / Bydgoszcz

Post autor: Retromaniak »

https://open.spotify.com/album/49HzKcx4 ... =copy-link

Skoro tak lubicie Ritenoura, dlaczego do tej pory nie zgłosiliście płyty "Captain Fingers" do plebiscytu "Album roku 1977"?
Oczywiście jest ona na moim Top 40 1977, ale zanim ją opiszę trochę czasu upłynie. Jestem dopiero na literce "B" przy Bullfrog...
Największe muzyczne archiwum na Spotify
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3923
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=My7t4fvtxM8


W moim życiu było wiele Świąt i Wigilii - większość w gronie rodzinnym, niezwykle inspirujące i przytulne, ale zdarzyło się kilka zupełnie "samotnych", daleko od rodzimego domu - człowiek został na skutek zbiegów okoliczności wytrącony i wypchnięty ze swojej strefy komfortu - tak było ze mnie kilkanaście lat temu - byłem jako "opiekun", pewnego zabytkowego dworku, hotelu, ośrodku - ja sam, ale mój nastrój był jakże daleki od paranoi i morderczego pęczniejącego rodem z Lśnienia - musiałem zadbać by ogienek w kominku w hallu nadal wesoło palił i buzował, sprawdzić czy wszystko jest pozamykane, ja zasiadłem do zabytkowego pianina - rozstrojonego - to fakt :D - ale mimo wszystko - nie czułem na dnie ani samotny - a to dzięki czemu ? - puściłem głośno ten magiczny kawałek - i jakby sam Lee niczym zbłąkany wędrowiec przysiadł koło mnie z akustyczną gitarą i tym jedynym w swoim rodzaju uśmiechem - bo płyty, muzyka i książki są jak przyjaciele - a warto mieć przyjaciół - nie zapomnę tego uczucia - słuchałem tego na okrągło wciąż i wciąż na nowo - zanurkowałem i zatraciłem się w tej muzyce - to mogę polecić innym - wszystkim tak daleko od domu - puśćcie ten utwór - i dajcie się uwieść - gdy śnieg i mróz za oknem - tym którzy niby są zupełnie sami - nie .... nie jesteście sami - Lee otuli was swoimi ramionami - gdy sąsiedzi przed Wigilią was zaleją.... gdy szef nie da świątecznej premii, gdy wylądujecie na wigilijnym dyżurze , .... gdy spacerujecie sami rozmawiając z szopkami i witrynami - nie... nie jesteście sami - ktoś nad wami czuwa i daje wiele wsparcia i emocji - to jest bezcenne.

Dzięki Lee.... :D
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4089
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Post autor: Monstrualny Talerz »

Szczerze mówiąc to się stelepatowaliśmy - Lee ad 77 czeka na odsłuch, który miał być wczoraj, ale zamiast tego wszedł Styx i Star Warsy...Dojdziemy i do tego, chyba że wcześniej coś skrobniesz w stosownym wątku!
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3923
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=xpFWIZ5-zUA



Chyba wszystko zaczęło się od Harlequina - troszkę na chybił-trafił gdy dopiero wgryzałem w dyskografię Lee - czytałem, że to jeden z bardziej wpływowych i opiniotwórczych albumów "fusion" lat 80 - wypada zaznaczyć, że w tym czasie byłem nabuzowany "testosteronowym" męskim jazz-rockiem - Santana, Brand-X, Mahavishnu, Corea Elektric Band - a tu..... początkowo byłem totalnie zbity z tropu - co to za wokale i kim jest i licha Ivan Lins ? - nie wiem kiedy muzyka mnie uwiodła, rozkochała w sobie i przepadłem na dobre - to jakby w piękny majowy dzień minąć najcudowniejszą kobietę która nagle rzuca na nas swoje uwodzicielskie i hipnotyczne spojrzenie, czujemy aromat jej perfum i niemalże wpadamy pod samochód - a ona już nas nie opuszcza - :D , zakochałem nieziemsko w akustycznej gitarze Ritenoura, w głosie Linsa - w sekcji , którą tworzyli śp. Carlos Vega a na skrzydłach - Paulinho da Costa i Alex Acuna. Niedługo później poznałem pewną zjawiskową młodą damę - która muzycznie tkwiła bardziej w poezji śpiewanej i "heavy" grup w rodzaju Stare Dobre Małżeństwo - ale gdy podsunąłem jej krążek Harlequin - jej reakcja była podobna - dreptała na uczelnię przez stary rynek we Wrocławiu - usłyszała jak szybują wokalizy Ivana .... i z wrażenia przysiadła koło fontanny i nie dotarła ostatecznie wtedy na uczelnię - też zakochała w tej muzyce bez pamięci - nie wiedziała co się z nią dzieje - oto siła pięknej romantycznej muzyki. Jak się nie dać uwieść i oprzeć tym kolesiom ?..... :wink:



https://www.youtube.com/watch?v=odCtJE91WR8
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Leptir
box
Posty: 9682
Rejestracja: 04.09.2010, 21:27

Post autor: Leptir »

To mi przypomina śpiew Arto Tuncboyaciana z utworu Heru Mertar Ala Di Meoli... Nie wiem, może to zbyt dalekie skojarzenie, ale jest coś podobnie magicznego w obu tych utworach.
https://www.youtube.com/watch?v=OualtpEOKQg
„You can be in paradise only when you do not know what it is like to be in paradise. As soon as you know, paradise is gone.” (John Gray)
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3923
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=B1_68tUQu40


Nie mniej intensywne uczucia mi towarzyszyły gdy przypadkiem natrafiłem na ten utwór - miniaturka , drobna parafraza i wycinek z o wiele bardziej monumentalnego English Folk Song Suite - .... nie chce epatować tanimi skojarzeniami, patetycznością i emocjami - lecz wtedy zaparło mi dech - wróciły wszystkie najpiękniejsze wspomnienia ze żniw w trakcie wakacji w połowie lat 80 w lubelskim u rodzinki - każdy zapach wozu z sianem, wiązanie i ładowanie na furę snopków, sypanie pszenicy, żyta do worków, zapach spichlerza, marchwi z pola, wody ze studni, agrestu od sąsiadów, kwaśnych jabłuszek - najpiękniejszego zachodu słońca na bezkresnych stepach gdy wraca z pola czy pasania krów - a pasałem, owszem, nie wstydzę się tego - bywało, że z kuzynem musieliśmy ganiać i zaganiać stado które miało dziwną przypadłość rozchodzenia się.... jajek na twardo przy stogu z sianem.... cudowna muzyka.... nie muszę dodawać, że Ralph Vaughan Williams również należy do moich ukochanych kompozytorów a spółka Lee & Grusin ( po naszemu "Gruzin" :D ) idealnie oddała niuanse i namiętność wiejską jego muzyki i to przesłanie. Kto pewnych rzeczy nie przeżył - nie doświadczył - nie zrozumie....
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3923
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

Przy wątku dotyczącym Lee - chyba nie ma sensu przepisywać oficjalnych biografii - mnóstwo jest materiału w necie - wystarczy dr.google :wink: . Chciałbym się skoncentrować na swoich subiektywnych odczuciach i osobistych refleksjach , sytuacjach życiowych w których towarzyszyła mi jego muzyka i gitara - a jak mało kto potrafi poprawić nastrój, odczarować doły a przy tym jego nieznikający uśmiech i pogoda ducha - pozytywne nastawienie ani trochę nie drażni - wielu mogłoby zazdrościć mu sukcesów - bycia takim "dzieckiem szczęścia" - taką aurę wokół siebie roztacza, na pewno wytrwałość , ciężka praca. Jego pozytywne nastawienie i uśmiech niektórych mogło uczynić zwyczajnie lepszymi ludźmi. Współpracujący z nim muzycy to podkreślali - że współpraca z nim to czysta przyjemność i fajnie się przebywało z tym facetem. Zaczął grać na gitarze już w wieku 5 lat - wiele zawdzięcza wsparciu rodzicom, również miłośnikom muzyki - jego talent już doceniono gdy miał 15 lat - wtedy zaproszono go na sesję The Mamas & the Papas a gdy miał 18 już był regularnym i wziętym sidemanem. Podkreślano jego muzykalność, słuch absolutny, mistrzowskie opanowanie instrumentu i wesołą, mało konfliktową naturę - tym wielgaśnym uśmiechem potrafił sobie zjednać każdego, wchodził do studia i grał - niekiedy wcale nie potrzebował nut, chwytał w lot - ale i radził sobie z dziecinną łatwością z najtrudniejszymi partyturami - jak sam wspomina - ucząc się grać - chciał grać jak szalony zarówno rocka jak i jazz - szanował każdy gatunek i odnajdywał w każdej stylistyce. Są wspomnienia jak już wtedy również uznany jazzman i sideman - Larry Carlton zajechał pod studio swoim wypasionym drogim autem - prawie jak milioner z Beverly Hiils - a zaraz za nim Lee - wtedy jeszcze "na dorobku" małym zakurzonym ledwo trzymającym się garbusem - i zgadnijcie kto robił wrażenie szczęśliwszego i "króla życia" ? :D


Lee chyba nigdy nie dorobił się "przebojów" jak np Pat Metheny - ale kilka razy był naprawdę blisko - np w przypadku tego szlagieru - który jako "jazda obowiązkowa" była na warsztacie wielu studiów, akadamii , college`y - kapitalny kawałek - z pełnymi rozmachu partiami keyboardów Davida Fostera , miłym głosem autora Erica Tagga no i wzorcowa praca sekcji rytmicznej i to nie byle jakiej - również asów studiów nagraniowych - śp. Jeff Porcaro i David Hungate - nie dziwię się, że mnóstwo osób traktowało to jak solfeż, elementarz jak się powinno grać - o ognistej solówce Lee nie ma co wspominać - też klasa, teledysk jest zabawny, trochę rozbrajają nieudane próby "aktorskie" Ritenoura - ma do siebie dystans - rozlicza z już wtedy - a chodziło o wczesne lata 80 z coraz bardziej krwiożerczym i bezlitosnym przemysłem muzycznym:



https://www.youtube.com/watch?v=-8Wrka1QyTE


https://www.youtube.com/watch?v=AZ76-9lEt1k
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3923
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

I & I - o taaaaaaaaaak..... Latin Lovers - coś rozkosznie cudownego :wink:


Z przepastnej skarbnicy dorobku i dyskografii Lee - choć ja wolę tę wersję z koncertu z legendarnego Cocoanut Grove :


https://www.youtube.com/watch?v=FZHxsJgu6Gg


Zresztą cały koncert jest znakomity - choć pierwotnie miałem małe zastrzeżenia czy nie za dużo tej "słodyczy", blichtru, elegancji, piękne kobiety, suknie wieczorowe, koktajle, szampan leje strumieniami , jedni klaszczą inni potrząsają biżuterią :D , Armani, Versace, Dior & Psior :wink: - ale potem stwierdziłem - a dlaczegóż by nie ?.


Kolejny dowód jakim uroczym człowiekiem jest Lee - potrafi podzielić sceną, sławą i wręcz pełni rolę orędownika talentu innych może w danym kraju mniej znanych artystów - z jakim przejęciem i szacunkiem zapowiadał Joao Bosco - że może wtedy w Stanach mało znany ale wielka sława w Brazylii - obok nie mniej uznane persony - Anthony Jackson, Harvey Mason, Bob James, Paulinho da Costa ( tak, to ten sam, który wystąpił w teledysku Madonny - La Isla Bonita ) - takiej muzyki można słuchać w nieskończoność i nigdy się jej nie ma dosyć - w ogóle polecam wszystkim "anty-free" by sięgnęli po Festiwal i Colour Rit - kto tam nie gra i wszyscy stanowią zgrany kolektyw a muzyka płynie z taką niewymuszoną lekkością - jest w tym gdzieś pewne "erotyczne napięcie" - jak dosłownie ułamki sekund przed pocałunkiem zjawiskowej kobiety - to się czuje - np w tytułowym :



https://www.youtube.com/watch?v=HZNgQk5uQi4


Czytałem kiedyś historię jednej pary, którą połączyła miłość do tej muzyki - tak byli zachwyceni i odnajdywali w niej swoje przeżycia, emocje, przywoływali obrazy , doznania - że postanowili to zatańczyć na swoim weselu - jako główny taniec młodej pary - choć rytm nie jest wcale najłatwiejszy - goście byli zachwyceni a młoda para wyraziła wszystko co ich dotyczyło - pozazdrościć :D
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3923
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Lee Ritenour - Captain Fingers

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=Pm3MOSMzYSE

Bardzo fajny koncert - nie znałem wcześniej tego materiału - z festiwalu w Japonii gdzie Lee był bardzo ciepło przyjmowany w doborowym towarzystwie - Don Grusin ( ciężka dola młodszego brata ), Abe Laboriel i Vinnie Colaiuta - z repertuarem głównie opartym na Earth Run i Harlequin - mimo stosunkowo skromnego składu odegrane perfekcyjnie - a sam lider z zadziwiającą łatwością, wdziękiem i relaksem zmienia gitary i proporcje brzmienia - z elektrycznego na bardziej akustyczne i z powrotem - zwyczajnie mistrz. Po wcześniejszych silnie funk-elektonicznych czy wręcz popowych krążkach - postanowił zmienić proporcje i silniej zaakcentować latynoskie wpływy a co za tym idzie częściej używać gitary akustycznej - co zaowocowało smacznymi Colour Rit i Festiwal - choć już Harlequin był "TYM" albumem.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ