Frank Zappa

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

http://onlygoodsong.blogspot.com/2020/0 ... -50th.html


Wstyd się przyznać - choć minęło ok 3 lat od wydania tego epokowego wydawnictwa - dopiero teraz powoli się w nie wgryzam, nie wiem czy zabrakło czasu, uwagi, coś mi umknęło lub wcześniej w swojej ignorancji uznałem je za być może mniej ważne i godne uwagi. To nie tylko wyśniona rzecz dla maniaków, niezmordowanych kolekcjonerów dosłownie wszystkiego co pachnie Zappą - ale śmiało może przypaść do gustu również tym, którzy lubią rasowe, solidne granie z przełomu lat 60 i 70. Jest mnóstwo ludzi, dla których podstawowa twórczość Franka jest męcząca i trudna w ogólnym rozrachunku i na dłuższą metę do strawienia - ale Hot Rats traktują zgoła inaczej. Nawet morderczy w sądach krytycy jazzowi jak Joachim Ernst Berendt - wypowiadali o "szczurach na gorąco" z uznaniem - że mistrz wreszcie dojrzał, zrezygnował z bzdurnych i bezproduktywnych wygłupów i wreszcie dzieli się swoim niepospolitym talentem i tworzy piękną, cudownie skonstruowaną muzyką i sztuką. Lider miał sporo szczęścia bo trafił w niezwykle ekscytujący okres w historii muzyki - gdzie w tym szaleńczym tyglu mieszało się non stop wszystko na oczach podnieconej widowni, słuchaczy, krytyków i innych instrumentalistów / kompozytorów - jak mawiali w USA - "pieniądze dosłownie leżą na ulicy wystarczy się schylić" - nie inaczej wtedy było z muzyką gdy twórcy byli i wzajemnie się bombardowali inspiracjami, aspiracjami, pomysłami - nowa, ekscytująca muzyka dosłownie "leżała na każdym kroku na ulicy i wystarczyło się po nią schylić". Wcześniej jazzmani zdawali sobie sprawę że jazz stereotypowo i standardowo pojmowany nudził słuchaczy i nie rozpalał emocji, wyobraźni i namiętności jak dawniej - nie oddawał ducha i świadomości pokoleń - trzeba było coś zmienić i się "otworzyć" - a rockmani zdawali sobie sprawę ze swoich skromnych umiejętności i techniki oraz harmonii i melodyki, struktur rytmicznych i też chcieli "otworzyć" - wystarczyło sięgnąć, ciut się poduczyć, podciągnąć i efekty były co najmniej obiecujące. Niby historię piszą zwycięzcy - ale sporo jest "PIAR-u", lobbystycznych działań, uogólnień, uproszczeń - przypisywania przesadnych zasług - nie brakuje osób, które podobnie jak ja uważają, że Zappa miał równie kolosalne zasługi dla kreowania i powstania nurtu jazz-rock czy fusion podobnie jak Miles Davis. Hot Rats Sessions - to wyborna okazja by zajrzeć od kuchni - a działo się tam wiele, nie ma absolutnie mowy o nudzie. Piękny przykład, że nawet pozornie skromny akompaniament wytrawnych wyśmienitych instrumentalistów może ocierać się o nieosiągalną dla innych wirtuozerię - chociażby w tym co robił bajeczny basista Max Bennett - śledzenie jego pełnych wyobraźni, wrażliwości i smaku partii - to wciągające bez reszty lektura. W ogóle wśród licznych refleksji odnośnie w/w sesji - myślę że to przy okazji doskonałe materiały szkoleniowe, partytury by młodzi adepci uczyli się sztuki akompaniamentu, kontrapunktu, znajdywania swojego miejsca w aranżacji, w budowania struktury ciekawych utworów, zawodowstwa. Te nagrania powinny trafić na zajęcia w naszych akademiach muzycznych. I dochodzimy do kolejnej kluczowej sprawy - zawodowstwo - o czym wielokrotnie pisał i mówił po swoich doświadczeniach Michał Urbaniak - to jest tzw " amerykańskie zawodowstwo" - przychodzi świadomy swoich umiejętności skupiony instrumentalista na sesję - ogarnia z pewnym siebie uśmiechem nawet najbardziej kuriozalne i pokręcone partytury i mówi " if you`re ready - I`m ready" - co zdumiewa - prawie każde podejście, take na Sessions jest niezwykle udane i trafione - u Franka taśma kręciła się non stop i dosłownie wszystko było rejestrowane bo nigdy nie było wiadomo co się wydarzy - Davis żałował, że nie nagrał na video sesji Brew - równie można żałować, że nie było załączonych kamer video na Hot Rats. Lider wiedział, że stara formuła się sprawdzi - zaproś wyśmienitych instrumentalistów - daj im pewne nawet luźne szkice - pozwól im się rozkręcić, rozhulać, złapać szwung, groove - i na milion procent stworzą coś epokowego - naturalnie pod warunkiem obecności wybitnego reżysera całości, dyrygenta, producenta w jednym - jakim był bez wątpienia gitarzysta. Szkoda, że Frank nie sformalizował na stałe składu i nie zabrał na dłuższą trasę - fakt - były ale sporadyczne, nieliczne, czasem pojedyncze, czasem zbitki kilku koncertów . Polecam wszystkim - bez końca można się wsłuchiwać, wgryzać w partie na fortepianie Underwooda, jak łapią w/w szwung, groove, feeling perkusiści - Guerin, Selico, Humphrey, genialny chyba do dziś niedoceniony Sugarcane, już wspomniany basista Bennett który jako najstarszy - wówczas ok 41 letni mógł uchodzić za staroświeckiego weterana z innej zgoła muzycznej epoki a gra że wielu jego kolegów po fachu mogło czuć totalnymi amatorami czy niedouczonymi. Od lat mam taką prywatną kategorię i pieczątkę najwyższej muzycznej jakości - po czym można poznać, że muzyka się "żre", że wciąga i że to jest "to" ? - że słuchając człowiek się non stop uśmiecha, kręci z niedowierzaniem głową i przede wszystkim chce wszystko rzucić - złapać za jakikolwiek instrument i dołączyć do tych muzyków - starych wyjadaczy. Trudno cokolwiek wyróżnić - są kapitalne jamy z Peaches czy Pimp - nie znoszę tego frazesu "odkryć na nowo" - ale słuchając tych sesji - można spojrzeć na znane od lat kompozycje nowymi oczyma, wniknąć w nie i dogłębniej zrozumieć o co w nich naprawdę chodzi i być może poszerzyć horyzonty. Wielka muzyka grana przez muzyków najwyższej próby. Sessions też dają okazję by rozważyć i uświadomić sobie - jakie były relacje, proporcje i równowaga między ściśle rozpisanymi partiami, partyturami a zespołową improwizacją, wspólnym jamem i świeżym intuicyjnym podejściem - warto posłuchać zespołowych jamów wokoło znanych tematów by zrozumieć istotę kompozycji na Hot Rats - jak lider raz ściśle kontrolował surowym okiem ( słuchem ) proces powstawania muzyki i realizowania jego koncepcji a z drugiej czekał aż złapią ten szwung i się odpowiednio rozbuchają. Trzeba przyznać, że Zappa postawił jazz-rock / fusion na najwyższym poziomie - z perspektywy czasu można odnieść wrażenie, że Rats śmiało mogło być albumem dwupłytowym i z pełnym powodzeniem - owszem, odrzuty z tych sesji pojawiały na późniejszych albumach gitarzysty. Jeśli komuś się wydaje, że Rats zna na wylot i nic go już nie zaskoczy - z serca polecam te 6 CD - lekcja pokory i świadomość, że lider uchylał na oficjalnych krążkach studyjnych zaledwie rąbek tajemnicy a Sessions to nie żadne nudy czy zbiór "śmieci czy spadów" ale ciąg dalszy fascynującej podróży. Fripp mawiał - że bycie instrumentalistą to nic "wielkiego" ( skrót myślowy ) ale bycie muzykiem to naprawdę coś wielkiego - sesje z Rats udowadniają że nawet bycie "instrumentalistą" i to wytrawnym, wybornym, który opanował swój instrument w stopniu absolutnym - to również wielka rzecz.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=yF6-tgLFRrc


Ciekawy materiał video wypłynął - z domowych prywatnych archiwów wedle opisu Malcolma McNaba - z projektu bez absolutnego precedensu - wielkiej - Grand - a z czasem z racji prozy życia i okrutnego i nie znającego litości bilansu rachunkowego - redukowanego do Petit Wazoo - mające niestety malejące nieustannie rzesze wtajemniczonych fanów - zachwyconych ''DOJRZAŁYM" Frankiem - potężnie brzmiący imponującą sekcją blach Big Band Zappy - prowadzący pewną ręką fusion w XXI wiek, choć sam lider unikał tego sformułowania jak mógł i zastępował typowym "jazz". Widać jaką wesołą eskapadą był wielki projekt gitarzysty, który po licznych zdrowotnych zawirowaniach i przymusowej kwarantannie - oswobodziwszy się z gipsu czy niezbyt fortunnego coraz bardziej męczącego i toksycznego towarzystwa m.in panów Volmana i Kaylana - zaczął grać solidną "muzykę totalną" w bogatej obsadzie personalnej. Może i odrobinę szkoda, że na trasie zabrakło współtworzących pierwotnie całość np boskiego George`a Duke`a czy Aynsleya Dunbara - niczego przy tym nie ujmując zmiennikom. Nadal liczę , że niebawem pojawi więcej materiału i to najwyższej jakości z konsolety - a jak wiadomo perfekcjonista Frank - pracoholik i pedant w każdym calu i detalu - nagrywał dosłownie KAŻDY swój show. Pojawiają od lat głosy - że w przypadku Wazoo Orchestra - lider postawił sobie, wykonawcom i publiczności za wysoko poprzeczkę i lwia część wolała jednak rock`n`rollowy przesycony lubieżnością i świntuszeniem dawny show - a nie big bandy i fusion - powoli odchodzące do zatęchłego lamusa. To mogli dostać w trakcie nudnego wieczoru nadal wtedy na chodzie Jazz Messengersów, Fergusona czy Hermana. Nie da się zaprzeczyć, że Grand Wazoo Orchestra była czymś zdumiewającym - czyżby bliska niedoścignionego ideały - wyśnionego przez Zappę - że jedynym jego marzeniem na świecie był jedynie band, który wykonałby jego kompozycje "naprawdę cholernie dobrze" ?. Sam nadal czekam na ciąg dalszy lub może jakieś mamucie wydawnictwo z tej trasy.... może dożyjemy - bo np w tym roku mija równo "Abrahama" i równo 50 lat od tej bajecznej trasy.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=NDBhfHq ... lsMUnQVLbp

Przy tej okazji warto przypomnieć wydany bez mała 15 lat temu koncert z Bostonu w ramach Grand Wazoo Tour z 72 - wtedy np. na łamach śp. pamięci forum SBB - udzielający się fani nie mieli słów uznania i dzieli fachowymi, nacechowanymi skromnością, znawstwem i wnikliwą analizą partytur - doprawdy nie wiem skąd oni je wzięli - koneksji i swobodną gawędą na temat skąd pochodzi poszczególni uzdolnieni muzycy, jaki mieli wiarygodny wkład w całość tkanki big bandu i dokąd być może zmierzali - na czele z niedoścignionym Wireq`iem - człowiekiem, który niczym brytyjski Ian Carr - zgłębił jak nikt tajniki biografii, dorobku, zawiłych krzyżujących się rytmicznych i pełzających skal późnego Shorterowskiego Davisa - począwszy od Water Babies na czele - jak również lub przede wszystkim "great lost third kwintet" - czyli z sekcją - Corea, Holland i DeJohnette - zagraniczne wydawnictwa i periodyki dosłownie biją o Jego zdanie, kilka felietonów, które użycza raczej skąpo i oszczędnie, nieliczne esejów, wciąż i wciąż na nowo przerabianych, bezcenne materiały z okresu oscylującego między 67 a 69 - nie widzę w byłych terenach Austro-Węgier drugiego równie niezrównanego i unikającego mediów i blasku fleszy eksperta - dopiero ON otworzył oczy na subtelne i wielowarstwowe nuty i transkrypcje sesji Water Babies - na których bazował Zappa.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://store.zappa.com/products/the-mo ... cd-box-set

W ubiegłym roku ukazał rocznicowy 8 płytowy box - Mothers 71 - 50th anniversary. Zawierający kompletne koncerty m.in z Fillmore East czy Rainbow Theatre. Wyprodukowane przez Eddie Kramera, Ahmeta Zappę i Joe Traversa. W książeczce gruby esej wzbogacony i wspomnienia m.in Jima Ponsa i Iana Underwooda. Pięknie wydany i jak na nasze krajowe surowe realia w dość sensownej cenie - nie jest tani ale to przynajmniej nie 1500 zł :wink: . Jednakże zważywszy na wysoce kontrowersyjny okres, skład, repertuar i aurę tamtych gorących czasów - mam wiele wątpliwości ile znajdzie nabywców, a ja z pewnością nie znajdę się wśród nich. Pamiętam jak ponad 20 lat temu wypożyczyłem Another Band From the LA z Billy the Mointain na czele.... mijały lata, człowiek rozbudowywał nieustannie płytotekę i kolekcję koncertów, bootlegów Zappy - robiło się następne podejścia do tego materiału i w dalszym ciągu rozkładam podobnie jak wielu bezradnie ręce - że jestem chyba na to za głupi. Frank zwykle podobnie jak Miles - tworzył utwory i następne koncepcje w silnej opozycji i jako "próba odreagowania" na wcześniejszy okres - tak było w tym przypadku. Uwielbiam kolejny Waka / Wazoo z Big Bandem czy ekipę z Roxy 73, wcześniejszy z Pontym i Dukiem, dalsze z młodziutkimi czarodziejami jak Bozzio, O`Hearn i Jobson itd itd. Do projektu z Volmanem i Kaylanem chyba nigdy nie przekonam, mam ileś tam koncertów i bootlegów z nimi ale nigdy po nie nie sięgam. Uważam, że wtedy Zappa się pogubił, zawsze uwielbiał prowokować, wkręcać publiczność - lecz tym razem posuwał regularnie za daleko i.... się doigrał - gdy został zaatakowany na scenie, wylądował pod sceną z pogruchotaną krtanią i na wiele tygodni czy miesięcy w gipsie. Można w nieskończoność kompozycje w rodzaju Billy - składać na karb - że to testowanie granic tolerancji publiczności, że to żonglerka, zabawa konwencją, konfekcją, pastisz - parodia - a może "pastisz pastiszu" i "parodia parodii" ? - czyżby jedyny raz Zappa parodiował samego siebie ?, robił wała z publiczności, fanów - którzy mieli wedle jego założeń jak pelikany łyknąć dosłownie wszystko co im podsunie ?, a może też chciał zelżyć i wyśmiać samego siebie ?. Dziś chyba wyrzucono by Franka ze sceny gdyby zaserwował Billy the Mountain z tym niedorzecznym tekstem - o co niby chodziło ?. Mark lub Howard - przy okazji prób do wystawiania i filmowania 200 Motels mieli wygłosić z przekąsem i bezczelnością - że i owszem - świetnie zdają sobie sprawę - że nie zostaną zrozumienia, że ludzie poczują zbici z tropu - " o co chodzi ?, czego oni chcą ?, what is all about ?, it`s so bizzarre, what`s the point..." ? - i właśnie O TO CHODZI - "that`s the point" - że " o to chodzi by nikt nie wiedział o co chodzi i w co się gra...". Pięknie powiedziane ale czy to cokolwiek wyjaśnia ?. Nie brakowało wśród analityków i komentatorów twórczości Franka opinii - że wtedy Flo & Eddie przejeli władzę nad zespołem. Niby Frank ich tolerował chwaląc ich talent i smykałkę, zacięcie do "pastiszu" i "wodewilu" - ale pewna równowaga została zachwiana i w pewnym momencie było ICH więcej niż samego lidera i to musiało skończyć katastrofą. Trudno mi uwierzyć, iż taki perfekcjonista, pracoholik, człowiek nastawiony konceptualnie do życia jak Zappa dopuścił, że stracił kontrolę nad sytuacją i ktoś inny dyktował warunki. Mnie te wszystko rzekomo "wesołkowate" dialogi ze sceny np jak uatrakcyjnić życie seksualne za pomocą żywej ryby czy do jakich innych niecodziennych czynności i zadań może służyć penis - wcale nie śmieszą. Smutne jest to, że bodajże od lat 90 - wizerunek Zappy tworzą nasi "dziennikarze" muzyczni niestety o silnie prawicowym by nie powiedzieć katolicko-konserwatywnym i republikańskim, konfederackim zacięciu. Jakie bzdury wypisywano w Tylko Rock z "redaktorem" Weisem na czele. Późniejszy - silnie nastawiony anty republikańsko, przeciw zwariowanej fundamentalistycznej prawicy - przeciw np kościołowi czy kaznodziejom - repertuar i kierunek próbowano z uporem maniaka marginalizować - że to "słabe, nieważne, nudne, mniej śmieszne, że nie wiadomo o co gitarzyście chodzi", że są ciekawsze rzeczy i w ogóle lepiej nie poświęcać temu czasu i uwagi. Mnie z kolei śmieszą do łez z The Best Band - wstawki i przeróbki tekstów - pod ekscesy seksualne stróża moralności Jimmy Swaggarta a naszym świetoszkowatym redaktorom naczelnym było to wybitnie nie wsmak. To samo działo się na licznych forach w ciągu ostatnich kilkunastu lat. Co gorsza ci ludzie sądzili że jako jedyni "mają klucz do duszy Franka", że to oni go najlepiej rozumieją i mogą być jako wybrana "elita" - pośrednikiem by pozostałym wykładać do "artysta miał na myśli". To absolutne kuriozum - muzyk nienawidził prawicowców, tych konfederatów, republikanów, gardził jak się tylko da związkami zawodowymi i działaczami - bez ogródek podobnie jak kościół porównywał ich do mafii - że jest tak samo skorumpowana, chodzi o kontrolę, wpływy, kasę, panienki, najlepiej nieletnie. Pamiętam jak długi szczękę zbierała z podłogi żelazna dama Margaret pogromczyni u siebie związków zawodowych - gdy u nas odbierała nagrody, hołdy od byłych związkowców z "Lechem" na czele - takie idiotyzmy to tylko u nas. Na zaproszenie nowych władz Czech z Havlem na czele - na początku lat 90 jak na niego Zappa ze sceny wygłosił emocjonalne i sentymentalne przemówienie - że obok jego słów uznania - że taki malutki i niepozorny kraj wywalczył coś wielkiego - PRAWDZIWĄ WOLNOŚĆ - ale dalszy ciąg umknął komentatorem spod znaku Weisa - przestrzegł, by jedną niewolę nie zamienić na kolejną - co niestety u nas się nie udało. Nie wiem na ile nowy imponujący box - ok 600 min muzyki pomoże w zrozumieniu czegokolwiek z tych czasów - może zadziała zasada - że ci którzy uwielbiają i cenią - pozostaną w swojej "bańce" - a nastawieni anty - też nie zmienią zdania. Dla mnie genialni muzycy jak Underwood, Duke, Dunbar - marnowali się - dopiero przy okazji następnych tras i albumów - Jawaka, Wazoo czy trasa 73 - co udokumentował koncert z Helsinek 73 - pokazali na co ich stać. Okres 71 to było poniekąd ostateczne rozliczenie z dawną hippisowską erą. Nie chcę pogrążać się i grzęznąć w zbyt dalekich teoriach spiskowych - może Frank wydając takie dziwaczne albumy jak Fillmore i Band from LA - chciał "zemścić" na ex kolegach udowadniając im jak bardzo błądzili i że zmierzali donikąd - podobnie jak Fripp wydając Earthbound.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://store.zappa.com/products/waka-w ... -ray-audio

Spadkobiercy Franka rozpieszczają i nie rezygnują w wysiłkach by wprawić fanów w ekstazę - tym razem zapowiedź kilkupłytowego boxu z najwyżej cenionego przez fanów materiału - po 9 miesięcznej rekonwalescencji - Waka Jawaka i Grand Wazoo - gdy "par excellence" - "kopnął w tyłek" zgrywusów Flo & Eddiego - i zaczął grać z jazzmanami - według opisów i obietnic - szykuje kapitalny materiał - m.in niewykorzystany materiał z w/w sesji, plus koncert z San Francisco i osobne tzw. "George Duke Sessions".
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://store.zappa.com/products/zappa- ... munich-3cd

https://www.youtube.com/watch?v=lpM_2YN ... bcKvUMFGe8


Dosłownie parę tygodni temu świeżutko ukazało się nowe wydawnictwo z przepastnych archiwów Franka. Podobnie jak w/w z Jugosławii "kontrowersyjnego" okresu i składu koncertowego wiosna / lato 80. Nie wydaje mi się, by wywołało podobny ogień i mieszane odczucia jak show z 75. Nie brak opinii, że skład z 80 był " przejściowym" i klasycznym składem na przetrwanie - jeśli wierzyć intuicji Zappy - w tym szaleństwie musiała być metoda - nie dopuszczał do składu pasażerów na gapę czy zwyczajnych leszczy. Na pewno wielkim szczęściem i radością był powrót po 5 latach Raya White`a - idealnie się dopełniali ze swoimi silnymi "czarnymi" soulowymi głosami z Ike`m - może taki był pierwotny zamysł szefa - zmniejszyć skład i położyć większy nacisk na stricte rockowe / funky / soulowe / rhythm / bluesowe - granie - żadnego fusion czy innych space big bandowych odjazdów. Efekt został osiągnięty - inna sprawa czy owoce tego składu wszystkim smakowały. Ta konstelacja bywa obok składu z Vai - 81/82 uznawany jako jeden z najsłabszych - chyba na wyrost obciążano winą perkusistę Davida Logemana - na pewno kompetentnego - ale wypadającego nieco blado gdy zestawi się go z poprzednikami i następcami - można docenić jego rasowe uderzenie, soczysty feeling ale niestety ograniczoną inwencję i popadanie w schematyzm gdy możemy porównać co wyczyniali Colaiuta / Wackerman lub Bozzio - z tym nie można konkurować. A może znów taki był zmysł lidera ?. To znajduje odzwierciedlenie w set liście - gdzie dominują piosenki - mało jest improwizacji, szaleństwa, zabrakło drugiego klawiszowca - niezrównanego jazzmana z Austrii Petera Wolfa - został inny szaleniec i dziki klawiatur - Tommy Mars - jedynie w Pound for a Brown ma swoje okienko i przestrzeń do szaleństw -

https://www.youtube.com/watch?v=vYGUNOS ... 8&index=21

Znów można mu zarzucić ( słusznie lub nie ? ) - że nadużywa ogranych i wyczerpanych do przesady barw, rozwiązań - co podobno również miało irytować samego Franka - do obłędu wyeksploatowanych kolorów i chwytów - na co sam zainteresowany miał być niby głuchy. Nie mniej jednak w swobodnych - puszczonych na żywioł partiach fusion całego zespołu - Zappa - dostrzegał nic innego jak tylko powielanie czy pastisz / parodię modnego jazz-rocka, sobie pozwalał na parodię partytur licznych klasyków muzyki filmowej czy ilustracyjnej jak ubóstwiany Miklos Rozsa. Nie spotkałem doprawdy wielu miłośników muzyki, którzy byliby w stanie wskazać - gdzie Zappa dowcipnie sparodiowałby Mikrosa i osiągnął zamierzony efekt.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://store.zappa.com/products/funky-nothingness-3cd


Zapowiedź kolejnego wielopłytowego wydawnictwa dla najbardziej zajadłych fanów Franka - już wedle portali muzycznych ruszyła przedsprzedaż - ma się również ukazać na kolorowych winylach ( trudno, takie czasy ) z dołączoną kostką do gitary z wizerunkiem lidera. Wedle opisu materiał pochodzi z niewydanej / zarzuconej poniekąd sesji - "sequel" Hot Rats z imponującym składem wytrawnych instrumentalistów - Underwood, Bennett, Dunbar i Sugarcane. Strzępy pojawiły na albumie Chunga`a Revenge - parę alternatywnych wersji będzie na w/w boxie.

Forpocztą i zapowiedzią jest kawałek Work With Me Annie / Annie Had a Baby:

https://www.youtube.com/watch?v=Hu1SUgXrX3o

Skład na początku lat 70 miał dać kilka sporadycznych koncertów. Najbardziej wnikliwi i maniakalni znawcy oraz badacze twórczości / stylistycznej ewolucji czy zmian - upatrywali w tym mini powrót do dawnych soulowych / rhythm bluesowych młodzieńczych fascynacji i korzeni - w czym miał pomóc m.in Sugarcane - Frank go bardzo lubił i cenił. Nie wiem na ile ten skład / projekt miał być jak u jazzmanów - jednorazową przygodą czy Zappa liczył na coś więcej. Można również poddać pod wątpliwość jego zaufanie do fanów i mniemanie dotyczące ich gustu - może stwierdził, iż ok - jedna płyta w duchu Hot Rats - całkowicie wystarczy, kolejne w tym duchu - to już będzie za dużo ?. Nie miał złudzeń odnośnie publiczności amerykańskiej bywającej na koncertach - wyjącej, świrującej, nie dbającej o niuanse wysublimowanej muzyki - ma być show, rock`n`roll i dawka świństw w tekstach. Byli ci , którzy zakochali się w Hot Rats i z rozkoszą podążyliby dalej tym tropem....ale z grania "jazzu" Frank wiedział, iż nie wyżywiłby rodziny ?. Jak u wielu poszukujących - tak samo o Franka - każdy kolejny projekt / etap miał stać w silnej opozycji i miał stanowić "odtrutkę" na wcześniejszą ?. Nie inaczej - bo jak potraktować wciągnięcie do współpracy po Hot Rats - Howarda i Marka ?. Tak czy siak 3płytowy Funky zapowiada pasjonująco - nie tylko dla tych, którzy nadal katują zestaw Hot Rats Sessions. Wymienieni panowie to absolutna czołówka i śledzenie ich partii i kolejnych podejść to super lektura.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

Od paru dni dzięki sprzyjającemu zbiegowi okoliczności jestem szczęśliwym posiadaczem i ostro katuje najnowszy zestaw Franka Zappy - Funky Nothingness - zgodnie z zapowiedzią sprzed kilku tygodni. Swoją drogą - to całkiem znośny artykuł i komentarz:

https://muzyka.interia.pl/artykuly/news ... Id,6871362

Na dobrą sprawę trudno dodać coś więcej. Zabawne, że na gorąco recenzje i opinie oscylują między pianiem z zachwytu, peanami i szokiem "jak można było taki genialny materiał odłożyć na półkę na ponad 50 lat ?" - a z drugiej - że to kolejne "czyszczenie archiwów", próba zarobienia na starej muzyce i legendzie nazwiska i jak sam autor sugeruje by "ochłonąć" i odpowiedzieć na proste pytanie - "gdyby lider chciał i cenił sesje to by je wydał za życia, niemalże od razu". Zappa był wielce specyficznym człowiekiem - jak sam z dumą deklarował - że nie odczuwał jakiejkolwiek choćby minimalnej nostalgii za dawnymi czasami, składami, muzykami, którzy odeszli itd itd ( czyżby ? ) - a jego rąbka tajemnicy odsłaniał sam boski śp. George Duke jak wspominał - że wielokrotnie On i reszta byli "wściekli" na lidera - że grali piękny kawałek muzyki a nagle Frank wszystko przykrywał atakiem klasterów, dodekafonii, aleatoryki i hałasami jakby budynek miał się zawalić na głosy Bogu ducha winnych muzyków - błagali go "... cholera Frank - to za piękne by to tak niszczyć i mieszać - a on zbywał to swoim niezawodnym machnięciem ręką i eeeee tam..... to trzeba tak potraktować....". Przyjaciel Pastoriusa miał również podsumować jego "idee fixe" - szczególnie jak zaczął coraz bardziej szaleć i się staczać w latach 80 - "... że Jaco coraz bardziej czuł się w obowiązku odgrywać rolę Jaco Pastoriusa....". Czy z Frankiem było podobnie ? - czuł "presję przed samym sobą" że to co "powszechne", tradycyjne, konwencjonalne choćby w stopniu mikro - to było nie dość dobre dla niego i zdecydowanie za mało ? ( musi być szaleństwo, freak, crazy, awangarda, kolaż, odjazd, eksperyment ). Nie brakowało fanów Zappy - którzy mimo uwielbienia i szacunku dla niego - zaczęli mu powoli zarzucać - że żył obsesją sztuki dla sztuki i nawet On sam nie był w stanie sprostać swoim wysokim standardom i zrealizować muzykę którą miał w głowie - a co dopiero by mogli temu szalonemu marzeniu sprostać inni instrumentaliści.


By zostawić niekończące się dywagacje i spekulacje - wracając do zestawu - owszem - nie brakuje utworów mających charakter - niezobowiązujących jamów, prób by sprawdzić jak ta konstelacja zabrzmi, badania gruntu, testowania pomysłów, szkiców itd - a i je słucha się z zainteresowaniem i niekłamaną przyjemnością - na szczęście lwia część to świetne w sumie gotowe kompozycje - rozwijające idee i kierunek zapoczątkowany na Hot Rats - zdyscyplinowane ale i przepełnione atmosferą luzu, mimo skromnej obsady podobnie jak poprzednio - osiągające pełne rozmachu big bandowe brzmienie - które porywa i zapiera dech w piersiach - napiszę banał - ale najprawdziwszym "cichym bohaterem" jest debiutujący wtedy u Franka młody raptem 24 letni perkusista Aynsley Dunbar - niby "młody" ale już na swój sposób "weteran" - mający sporo lat grania w zespołach bluesowych - u Mayala, liderując swojemu Retaliation, a potem w kaskaderskim ale pechowym pod względem personalnym i organizacyjnym Blue Whale - a jeszcze wcześniej w zespołach rock`n`rollowych i stricte jazzowych - co u Franka mu się przydało - jego popisy dosłownie urywają głowę ( gra prawdziwie polirytmicznie, miesza rytmy, pasjonujące przekładańce stopy z werblem ) - momentów jest mnóstwo - choćby w Tommy / Vincent Duo II , Basement Jam, Khaki Sack, Twinkle Tits i środkowej sekcji Charleeny ( co tam się w ogóle w środku wyprawia - choćby dzięki kolejnemu bohaterowi sesji - Don Sugarcane Harrisowi - nie ma słów, które by to opisały - tego trzeba posłuchać ). Możemy WRESZCIE posłuchać organowego popisu bez "wykoślawiania", zniekształcania i udziwnień - Iana Underwooda w Khaki Sack - jak ten kawałek buja. Podsumowując - to czysta rozkosz słuchać wybornych i wytrawnych instrumentalistów - przede wszystkim żadnych wygłupów - tylko solidne i rasowe granie, aż instrumenty się topią pod palcami. Feeling i groove są nieprawdopodobne i cholernie zaraźliwe. Nie wiem czy jest na tej planecie osobnik - który słuchając tego materiału nie zada sobie pytanie - "dlaczego to odłożono na półkę ?, kurde balans to genialne". Jaki ci panowie łapią szwung i jak to się wszystko mocno "żre". Trudno zrozumieć wielkich artystów - to cały mistrz przewrotności Frank - odstawić taaaaki materiał na półkę i zatrudnić dwóch "dennych kawalarzy" Volmana i Kaylana plus stworzyć dzieło w duchu 200 Motels plus film podsumowując go słowami " ... wszyscy którzy mają Mothers za bandę świrów po obejrzeniu tego utwierdzą się w przekonaniu...". Polecam wszystkim Funky Nothingness - to żadne czyszczenie archiwów czy wydawanie czegokolwiek byle zarobić parę groszy - nawet tym, którym z podejściem Zappy nie było po drodze - te wymiatanie może przypaść do gustu. Kto wie czy to nie najlepsze rzeczy wydane przez rodzinę gitarzysty od 20 lat ?.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
B.J.
box z pełną dyskografią i gadżetami
Posty: 14322
Rejestracja: 11.04.2007, 21:33

Re: Frank Zappa

Post autor: B.J. »

Inkwizytor pisze: 03.07.2023, 19:34Polecam wszystkim Funky Nothingness
Ja także polecam, ale czy wszystkim :?: Na pewno tym, którzy cenią w muzyce sprawność wykonawczą, inwencję i spontaniczność. Ten zestaw płytowy dla mnie jest szczególnie przyjemną niespodzianką, bo mam wielki sentyment do albumu Chunga's Revenge
(1970), którego tematy stały się osnową wielu zamieszczonych tu jamów. Transylvania Boogie, Chunga's Revenge czy urocza Sharleena to numery, w których jest na czym ucho zawiesić. Jeśli jednak ktoś preferuje zwartość kompozycji, przesłanie, linię melodyczną i kompaktowość formy to Funky Nothingness może być dla niego nie lada wyzwaniem.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://consequence.net/2023/08/frank-z ... n-reissue/

Najbliższa rodzina - spadkobiercy - m.in Ahmet Zappa i Joe Travers - zapowiadają nowy box - z racji 50 rocznicy przełomowego i dla wielu zwiastujący bardziej "przyjazny i strawniejszy" przystępniejszy ale w dalszym ciągu jazzujący i zawierający mnóstwo karkołomnych pomysłów okres twórczości Franka - Over Nite Sensation - obok zremasterowanej płyty studyjnej uzupełnionej o cenne bonusy chociażby pierwotną wersję Inca Roads - plus koncerty z tego okresu z Hollywood Palladium 23 marca 73 i Detroit Cobo Hall 12 maja 73. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że wówczas absolutnie KAŻDY występ był pasjonującą nieprzewidywalną podróżą - Zappa towarzyszył dream team w postaci boskiego śp. George`a Duke`a, Ponty`iego, Sala Marqueza, braci Fowler, małżeństwo Uderwoodów, Ralph. Piękne czasy i piękna muzyka. Warto zbierać i wsłuchiwać się w bootlegi z tej niekończącej się trasy. Potem dołączył wybitnie męski i naładowany testosteronem niezwykle utalentowany showman Murphy Brock - zrobiło jeszcze ciekawiej... choć niestety kosztem Iana, Sala i Jeana.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5191
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: Frank Zappa

Post autor: Crazy »

Na marginesie plebiscytu 1979 chcę się przyznać, że po raz kolejny poległem w konfrontacji z Frankiem Zappą. Ja teoretycznie jest bardzo pro-zappiany. Jak ktoś w towarzystwie wspomni jego nazwisko, to od razu lepiej się czuję i z delikwentem mam mentalne spasowanie ;-) A w Wilnie biegłem oglądać pomnik Franka. Kumaci muzycznie znajomi, którzy wiedzą, jakiego miszmaszu lubię słuchać, przyjmują z góry, że pewnie jestem fanem Zappy. I są blisko. Tylko cholera, co nie chce zaklikać?

Próbując się po raz kolejny za bary z Szejkiem Yerbutnym, stwierdziłem, że w pewnym uproszczeniu da się to sprowadzić do wokalu. Bo nie da się ukryć, że fragmenty instrumentalne - a jak już zacznie wyczyniać te swoje cuda na gitarze, to ho ho - zwykle bardzo mi się podobają. Eklektyczno-eksperymentalne podejście do kwestii aranżacji również mi pasuje. Natomiast prawda jest taka, że ja bardzo nie lubię kabaretu, a to jego dziwaczne śpiewanie zautokarykaturowanym głosem niestety odbieram kabaretowo. Pewnie że czasem coś tam trafi i mi się podoba. Kabarety też czasami mi się podobają. Ale nie jest to moja forma wyrazu. I gdzieś tu upatruję powodu, dla którego słuchanie Franka Zappy niestety wbrew temu, co bym chciał, bardziej mnie irytuje, niż inspiruje.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
alternativepop
remaster
Posty: 2253
Rejestracja: 29.11.2021, 19:00
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Re: Frank Zappa

Post autor: alternativepop »

Crazy pisze: 24.09.2023, 23:32 Na marginesie plebiscytu 1979 chcę się przyznać, że po raz kolejny poległem w konfrontacji z Frankiem Zappą. Ja teoretycznie jest bardzo pro-zappiany. Jak ktoś w towarzystwie wspomni jego nazwisko, to od razu lepiej się czuję i z delikwentem mam mentalne spasowanie ;-) A w Wilnie biegłem oglądać pomnik Franka. Kumaci muzycznie znajomi, którzy wiedzą, jakiego miszmaszu lubię słuchać, przyjmują z góry, że pewnie jestem fanem Zappy. I są blisko. Tylko cholera, co nie chce zaklikać?

Próbując się po raz kolejny za bary z Szejkiem Yerbutnym, stwierdziłem, że w pewnym uproszczeniu da się to sprowadzić do wokalu. Bo nie da się ukryć, że fragmenty instrumentalne - a jak już zacznie wyczyniać te swoje cuda na gitarze, to ho ho - zwykle bardzo mi się podobają. Eklektyczno-eksperymentalne podejście do kwestii aranżacji również mi pasuje. Natomiast prawda jest taka, że ja bardzo nie lubię kabaretu, a to jego dziwaczne śpiewanie zautokarykaturowanym głosem niestety odbieram kabaretowo. Pewnie że czasem coś tam trafi i mi się podoba. Kabarety też czasami mi się podobają. Ale nie jest to moja forma wyrazu. I gdzieś tu upatruję powodu, dla którego słuchanie Franka Zappy niestety wbrew temu, co bym chciał, bardziej mnie irytuje, niż inspiruje.
Mam to samo. Dziwne, bo generalnie innych rzeczy szukamy w muzyce, ale czasami występują nietypowe zgodności między nami. W przypadku Zappy jakby wyraziłeś moje zdanie na temat. Z wyjątkiem tego, że pewnie raczej niewielu podejrzewa, że powinienem słuchać Zappy ;), Ale cała reszta się zgadza.

Z powyższego powodu również nigdy nie byłem w stanie strawić "słynnej" grupy Kury i rzekomo kultowej płyty "P.O.L.O.V.I.R.U.S.". A Ty jak ją znajdujesz?
Awatar użytkownika
Bednaar
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 6778
Rejestracja: 11.04.2007, 08:36
Lokalizacja: Łódź

Re: Frank Zappa

Post autor: Bednaar »

A mnie akurat słuchanie Szejka Yerbouti zawsze sprawiało ogromną przyjemność. Odbieram tę płytę jako jedną z lżejszych, rozrywkowych, łatwych w odbiorze z dorobku Franka - i przez to mogę jej słuchać niemal zawsze. Podobnie mam z Zoot Allures, no i oczywiście też z jazz-rockową trylogią (Hot Rats, Waka/Jawaka, The Grand Wazoo).

PS. Crazy i alternativepop - Panowie jak rozumiem lepiej odbierają te jazz-rockowe Zappy, bo tam jest mniej wokalu, a więcej partii instrumentalnych?
Ja mam problemy z Zappową awangardą z przełomu lat 60-70 typu Burnt Weeny Sandwich czy Weasels Ripped My Flesh. albo z pełnym różnego rodzaju efektów w rodzaju wokali a'la Chip i Dale We're Only In It For The Money. Mnóstwo wariactwa, ale średnio to do mnie trafia.
Ostatnio zmieniony 25.09.2023, 09:06 przez Bednaar, łącznie zmieniany 2 razy.
vertical_invader
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4065
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: Frank Zappa

Post autor: Monstrualny Talerz »

Też zgadzam się, że przeszkadzają mi mocno kabaretowe wtręty. Do tego jeszcze dodałbym skrajną nierówność, czyli obok siebie są momenty absolutnie wybitne, by po sekundzie przechodzić w jakiś absolutny banał. I jeszcze wykorzystanie totalnie topowych muzyków, żeby właśnie odgrywać kabaret. Kompletnie zmarnowany ogromny potencjał, tak jakby Zappa bał się wielkości, obawa przed dorośnięciem.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3875
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

Poczucie humoru, pastisz, parodia i zgrywa ( podobnie jak nieustanna prowokacja w sferze obyczajowej - chodzi o ostre teksty ) to nieodłączne elementy świata muzycznego i "przesłania" Zappy - kto tego nie rozumie lub unika - może lepiej dać sobie z nim spokój i posłuchać czegoś innego. W końcu nikt niczego "nie musi" ( słuchać). Frank miał cały wszechświat do zaoferowania - jeśli kogoś rażą te "wydurniania się" - może sięgnąć po Hot Rats, Waka / Wazzoo - są bardzo dobre koncerty z tego okresu czy legendarne z Roxy 73 czy Road Tapes z Helsinek 73 i Helsinki 74. Wybór bez końca. Jak mawiał Wielki Szu " każda gra ( każdy koncert ) to osobne przedstawienie". Franka to również dotyczy. Pewnych artystów trzeba brać z całym dobrodziejstwem inwentarza - mam wiele zrozumienia - poczucie humoru każdy ma inne. Ja jak ognia unikam okresu z Volmanem i Kaylanem - drażnią mnie ci dwaj - jeśli oni są cicho i zamykają paszczę a band gra - to wypada świetnie - wtedy był i Dunbar, Underwood, Duke czasem Preston. Ta dwójka zaczynała piać lub opowiadać i rozmiarach penisów - chciałem to wyłączyć.

Inną Zappowską zgrywę uwielbiam np. Titties and Beer ( tekstu sam nauczyłem się rekordowo szybko - chyba już w trakcie drugiego przesłuchania) :

https://www.youtube.com/watch?v=WzzWEeiUf3Y

Za każdym razem gdy to słyszę sporą część muszę śpiewać razem z liderem - tak mi się to podoba i takie to wszystko absurdalne :D

Czy z jednego z ulubionych stanowiących 2 tomowe dzieło trasy z 88 - The Best Band You Never Heard in Your Life i Make a Jazz Noise - szczyt szczytów ewolucji Franka - podsumowanie wtedy ponad 20 letniego dorobku - tam nawet kawałki instrumentalne brzmią zabawnie - są ludzie na zachodzie wielbiących pod niebiosa przemycony dowcip. U nas niby dziennikarze porkoju Weisa nie kumali tego ni w ząb i próbowali to określić i sprzedać mniej świadomym - że to "słabe", "niezrozumiałe", "schyłkowe", "marginalne" - że "lider się pogubił a jego dowcipasy nieśmieszne". Ja mimo upływu lat nadal ryczę ze śmiechu gdy puszczam najlepszy lek na doły, smuteczki czyli po kolei The Best Band i Make a Jazz Noise - ile tam jest odjechanego grania - począwszy od Ring of Fire te wstawki Franka " Yes, it`s the same verse again, It`s one way of learning English".... czy na koniec ".... Johny would never know what he`ve missed...."


https://www.youtube.com/watch?v=X5OJOKpBtfg

Cały skład gra w konwencji najgorszej knajpiarnej grupy czy niczym na stypie gdzie wszyscy się totalnie zaprawili - tym młodszym uświadamiam - to żaden BANAŁ tylko celowy zabieg - oni tak właśnie chcieli zabrzmieć i by to brzmiało tak okropnie a przez to zabawnie ;-)

https://www.youtube.com/watch?v=X5OJOKpBtfg

Czy moja ukochana wersja Lonesome Cowboy Burt - jazda po bandzie i dobra zabawa ( też lek na wszelkie depresje - najlepiej dać się porwać i śpiewać razem z zespołem) :

https://www.youtube.com/watch?v=FVtm_HCxdXY


No chyba, że kogoś rażą kpiny ze świętoszkowatego zakłamanego porno-kaznodziei Jima Swaggarta - owszem, można w duchu naszego krajowego Ryśka Makowskiego:

https://www.youtube.com/watch?v=3xr1T3SXvqY

https://www.youtube.com/watch?v=KKR5XAm1CdE
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ