Frank Zappa

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3746
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

Jest taka anegdota nie wiem czy pamiętam dokładnie - ale lata temu jakiś dentysta miał napisać / skontaktować się z Keithem Jarrettem i wyłożyć problem - że lubi jego muzykę, fortepian ale jego "podśpiewywanie" w trakcie gry irytuje pacjentów czy wręcz "bolą ich od tego zęby" gdy im to puszcza w gabinecie :D - łatwo sobie wyobrazić reakcję Keitha - "to po co im to puszczasz ? - puść im coś innego".

A wracając do Franka - te wstawki i skecze to była dobra okazja by upuścić nieco pary i dać luz wszystkim - weźmy choćby kultowy odtwarzany w okresie współpracy z de facto "pierwszym frontmanem" - Napoleonem Murphy Brockiem - Room Service - świetnie się tego słucha i ogląda - to była okazja by człowiek o wielkim poczuciu humoru jak Brock - mógł trochę się "odegrać" i ciut "zemścić" na wymagającym liderze za te próby i trudną muzykę do zagrania - "Nappy" niekiedy za punkt honoru obierał sobie by "ugotować" Franka - by ten tak parsknął śmiechem by na chwilę ten mógł "triumfować" - taka niby przyjacielska przekomarzanka ale mająca pewne ślady "męskiej rywalizacji czy walki na polu estradowego komizmu".

https://www.youtube.com/watch?v=3FOztOsXtr8
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3746
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

Już o tym wspominałem - kto ma "prawicowo-republikańsko-katolickie" sympatie i "odchylenia" - niech sobie Zappę odpuści - tak jak dawniej się spieraliśmy że skoro kogoś oburza Żywot Briana Pythonów lub wiele scen i piosenki o spermie w Sensie Życia - to nie jest twórczość dla nich. Frank potrafił mnie rozbawić jak nikt - lata świetlne temu - gdy zgarniałem dosłownie wszystkie bootlegi - powaliła mnie przypadkiem poznana wersja I`ve Been in You - uzupełniony i introdukcję słowną Boutique Girl - to już harcior totalny ale zabawny jak jasna cholera - jak Zappa nawet śpiewa krótki fragmencik Autobahn Kraftwerk, wspomina o plakatach Teda Nugenta i Tangerine Dream jako wystrój pokoju dziewczyny pracującej w Boutique, która nie była już w stanie mówić po niemiecku :wink: - z "katolickimi dziewuszkami" rozliczył się przy innej okazji :D

https://www.youtube.com/watch?v=6Wl9RqBWa7A
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3746
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

Niekiedy mam nieodparte wrażenie - że "tym wątpiącym" w talent i siłę rażenia strony stricte sprośno-kabaretowej Franka - powinno się zafundować taką "terapię szokową" :D - DeLarge`owi pomogło i efekty były zdumiewające w przypadku studia YaYo:

https://www.youtube.com/watch?v=KzQ-FrkKGHs

Ja sobie to również zafundowałem słuchając kilkadziesiat godzin non stop pewnej "ornitologicznej" wokalistki i się w końcu przekonałem do jej geniuszu i w końcu pokochałem ale i też niczym Alex krzyczałem " stop.....aaaaa...... i beg youuuuuu......" :D . Mówię serio ? - nie, no co wy - jajcowałem:

https://www.youtube.com/watch?v=o8N1qUVebgA

https://www.youtube.com/watch?v=KCjAbDmZrYk

A na poważnie - polecam wątpiącym koncert z Philly 76 - w super składzie - lider, Bozzio, O`hearn, Jobson, White i lady Bianca - jej potężny soulowy głos do dziś robi piorunujące wrażenie - już kilka wersów w Titties and Beer z nieco innym niż później tekstem i innym tytułem:

https://www.youtube.com/watch?v=o7uMSz5gVcc

Czy jedną z najlepszych wersji Black Napkins ( solo Eddiego - choć wersja z Bostonu 24.10 - jest chyba jeszcze lepsza ):

https://www.youtube.com/watch?v=hfMtYvFRBbc
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3746
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

Przykład jak poczucie humoru, sceniczny kabaret i muzykowanie na najwyższym poziomie się u Zappy przenikały i chyba były absolutnie nierozerwalne - wiązanka z legendarnej trasy 88 - Beatles Medley - ciąg dalszy dowalania i rozjeżdżania kaznodziei Swaggarta - ale nie chodziło tylko o niego - można było to śmiało przykleić do jakiegokolwiek duchownego czy republikanina - znów zadam pytanie z dawnego skasowanego posta - gdyby Frank zawitał do naszego kraju i zorientował w sytuacji to niby o czym by zaśpiewał ? - komu dedykował kilka ciętych pieśniczek ? - współcześnie śmiało wziął na warsztat baleciki w Dąbrowie czy coś o "kremówkach" :D - a wracając do Beatles Medley 88 - dawno temu poznałem to dzięki wersji z bootlega - nie pamiętam jakiego - może z Irlandii ? - mimo średniej jakości dźwięku śmiałem się do łez i nie mogłem pojąć dlaczego ten patent nie znalazł się na The Best Band czy Make a Jazz Noise -

https://www.youtube.com/watch?v=zfsHUmpuTSs

A tu z Cleveland 88 - wystarczy posłuchać jak co pikantniejsze kąski wywołują euforię i wybuchy śmiechu na widowni - u nas próżno szukać podobnego poczucia humoru i grania na najwyższym poziomie:

https://www.youtube.com/watch?v=_kna4NiU-eM

A tu w miarę pełny tekst traktujący o ekscesach i balecikach Jimmiego - jakże aktualny jeśli chodzi o nasze krajowe realia:

Norwegian Jim

Jim... once had a girl, or should we say, she once had he.
She... showed him her room, isn't it swell, Texas Motel.
She asked him to stay and she told him to sit anywhere.
So Jim looked around and he noticed there wasn't a prayer.

Jim... took off his rug, biding his time, pounding his pud.
He... prayed until two, and then she said, "How 'bout some head?"

She said she was booked in the morning with Falwell and Pat.
Jim told her he wasn't, and dribbled some spoo in her lap.

And... when he awoke, he was alone, she'd honed his cone.
So... he let her fly, isn't it swell, Texas Motel

But then, suddenly...

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Louisiana Hooker with Herpes

Picture yourself with a whore in New Orleans,
with big purple welts, all over her bod.
Somebody calls and you answer quite slowly.
It's the board from assembly, oh go

Ignorant crackers like you've never seen, groveling under your bed.
Look for the girl with the spoo in her lap, and she's gone!

Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Owwww!

We saw her go down to a room by the airport,
where Jimmy gets off watching pornography.
Everyone smiles as we tread through his horseshit,
that grows so incredibly high.

Newspaper writers appear at his door, waiting to take Jim away.
He climbs in the back with his head up his ass, and he's gone!
Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Owwww!

Picture yourself on your own TV station,
with brain-dead supporters with tears in their eyes.
Suddenly someone is there at commercial,
the girl with the pee-hole surprise.

Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Owwww! Ow!

Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Louisiana hooker with herpes.
Owwww! Ow!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

The Texas Motel

Let me take you down, 'cause we're going to... the Texas Motel.
Don't mind the smell.
It's nothing to get hung about.
Please leave your cash on the table.

Weeping looks better with eyes closed...
While I'm confessing all my sins.

It's getting hard to plook someone, but it all works out.
It's all pornography to Jim.

Let me take you down, 'cause we're going to... the Texas Motel.
We might go to hell.
But we'll have lots of company.
Falwell and Pat and that weasel.

No one knows who's in my dream...

I mean it must be high or low. (I think)
I mean, I can't you know, tune in, but it's all right.

That is, I think it's not too bad.

Let me take you down, 'cause we're going to... the Texas Motel.
Don't mind the smell.
It's just some jizz from Jimmy-boy.
How 'bout some hay for the donkey?

No one knows, sometimes think it's me...
But you know, I know when it's a dream.

I think I know, I mean, I guess, but it's all wrong.

That is, I think I disagree.

Let me take you down, 'cause we're going to... the Texas Motel.
Don't mind the smell.
It's just some old pornography.
Just keep on strokin' that sausage.
Just keep on strokin' that sausage.
Just keep on strokin' that sausage.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3746
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

Rozpieszczają najwierniejszych i najbardziej fanatycznych fanów Zappy dbający o jego dorobek i pielęgnujący spuściznę - słowem, rodzina i współpracownicy. Niedawno - na świeżo ukazał rocznicowy box poświęcony jego przełomowemu albumowi - Overnite Sensation z 1973 - a w tym roku obchodzimy okrągłą 50 rocznicę - czyli jest co świętować. Oprócz zremasterowanego albumu studyjnego - mamy masę bonusów - robocze wersję i alternatywne znanych kompozycji i próbne, które zyskały w oczach fanów znacznie później - chociażby przeradzająca w jam kapitalna uznawana za parodię stylu Emerson, Lake and Palmer - Echidna`s Arf of You - tu pod innym tytułem X-Forts, Inca Roads, RDNZL, wersje z prób itd. Największą ozdobą i zachętą by zapoznać z tym wydawnictwem są dwa ostatnie dyski - nagrania koncertowe z Hollywood z marca i Detroit z maja. To pod wieloma względami dalsze rozwijanie idei i stylu jeszcze z projektu Waka Jawaka i Grand Wazoo - w nieco uszczuplonym gronie - brzmienie big bandowe zostało zachowane - co nie powinno dziwić gdy spojrzy się na nazwiska i ich stricte jazzowe korzenie - śp. Ralph Humphrey, Jean Luc Ponty, George Duke, Ian Underwood, Sal Marquez, Bruce Fowler. Ich wybornych improwizacji - które uskrzydlają pozostałych kolegów i cały zespół ( w tym lidera ) można słuchać bez końca i to materiał na wielomiesięczne a może wręcz wieloletnie studia. Ich precyzja, inwencja, fantazja, brawura i technika opanowania instrumentu porażają i wydają poza jakimkolwiek zasięgiem. Pierwotnie w planach był album koncertowy - nagrany w Australii zawierający rozbudowane kompozycje - niestety nic z tego nie wyszło. Była realna szansa na ciąg dalszy i trzecią część trylogii Waka/ Wazoo. Smaczków, niuansów i ciekawostek jest tyle że można o tym napisać kilkadziesiąt opasłych tomów - chociażby, iż wśród instrumentarium i w aranżach sporo miejsca zajmowały Hammondy Duke`a ( były jeszcze w sierpniu - nie wiadomo czy skradzione, uszkodzone, za ciężkie do transportu) - by potem w późniejszych miesiącach zupełnie zniknąć i ustąpić miejsca elektrycznym fortepianom Fendra i Wurlitzera i Clavinetovi, zagrana nieco wolniej, bardziej z jazzowym pulsem z nieziemskim solem skrzypiec Jean Luca - Dupree`s Paradise, ciekawe wcale nie aż tak Davisowskie jak się niektórym wydaje solo trąbki Sala Marqueza w Big Swifty, rozbudowana ponad wszelką miarę 23 minutowa wersja znanego z Roxy - Dont`t You Ever Wash That Thing ? z solami Underwooda na saxie z efektami, Bruca Fowlera również z wzmocnionym odrobinę elektroniką puzonie, Ponty`iego z deleyem a potem już normalnym tonie skrzypiec i wreszcie boskiego o kosmicznej wyobraźni George`a Duke`a. Ta jamowa rozkręcająca się jamowa atmosfera udzieliła się samemu Frankowi - serwującymi najbardziej jazzujące i nieszablonowe solówki w całej swojej karierze. W tamtym czasie stał się w pewnym sensie "głównym wokalistą" - wspieranym przez jeszcze "zawstydzonego" nową rolą Duke`a ( lider miał zmusić George`a do śpiewania na żywo - zaczęło od pojedynczego dźwięku "daaaa" - a potem było coraz więcej i więcej - słynna anegdota - pianista przyznaje, iż gdyby nie Zappa - nigdy w swojej późniejszej karierze solowej by nie odważył się śpiewać - a byłaby wielka szkoda bo jest w tej dziedzinie również utalentowany i to nie tylko moja opinia ). Na drugim dysku koncertowym mamy na początku troszkę klasyki i "staroci z repertuaru Mothers" - mini wiązanka z powracającym motywem Dog Breath ( wejście skrzypiec Jean Luca na tle mocnych Hammondów - jakby wprowadzających starych i nowych słuchaczy na koncercie w cudowny świat Zappy - musi wywołać znajomy uśmiech na twarzy ) i Uncle Meat. Miłośników gitarzysty zaintrygują jeszcze niedopracowane ale słucha z ogromną ciekawością - szansa by przekonać jaki miały początek i jak ewoluowały ( jak to u Franka ) takie klasyki - jak Inca Roads ( znów szalone solo skrzypiec pod koniec ) i kultowe Don`t You Eat the Yellow Snow Suite - najbardziej czeka się na latynoski pełny zgrywy i inteligentnego muzycznego dowcipu Father O`Blivion - gdy Duke śpiewa ".... good morning your highness.... ". Ciekawa była rola świetnego trębacza Sala Marqueza - trudnej osobowości - wtedy "próbowano" go jako głównego wokalistę ( i frontmana ) i sprawdzał nieźle - miał mocny, soulowy, zachrypnięty głos - niekiedy forpocztą i zapowiedzią co zaprezentowało inne "zappowskie muzyczno sceniczne odkrycie" - Napoleon Murphy Brock - szczególnie Palladium Jam. Niedługo po tych występach Marquez odszedł - wedle jego wersji - miał dość kiepsko płatnych koncertów - raz nawet ostro domagał się podwyżki lub przynajmniej wyższych "diet" by lepiej na trasie się odżywiać. Frank miał się wnerwić i go wywalić - inna wersja dotyczy narkotyków / palenia marihuany przed koncertem a Zappa był wrogiem wszelkich dragów. W ogóle ten fascynujący okres pokazuje jak złożonym i pełnym sprzeczności człowiekiem był lider - niby wielki intelekt bo tak było - ale był "kiepskim znawcą ludzkiej duszy i natury" - nie miał złudzeń, że ludzie generalnie są niedoskonali, słabi i brak im fantazji i talentu - nieliczni coś sobą reprezentują. Grał w tym okresie trudną muzykę - podobno w dużej mierze jako swoistą "rekompensatę" - za wcześniejsze zespoły, składy i muzyków, którzy z wieloma kompozycjami zwyczajnie nie dawali sobie rady. Tylko wytrawni jazzmani byli w stanie zagrać te zakręcone i kaskaderskie pasaże, melodie, harmonie i rytmiczne wariacje - był na nich "skazany" czego nie mógł strawić. Żartował, że na "dłuższą metę" w 73 granie takich trudnych instrumentalnych rzeczy było dla słuchaczy na koncertach nudne - podobnie za nudziarzy uważał scenicznych ówczesnych partnerów - jako przykład podaje, iż potrafili w busie czy w pokojach hotelowych rozgrywać równocześnie 3 niezależne turnieje szachowe - a "nie o to mu chodziło" - miało być "crazy" a nie "dom starców". Ot przykład, iż Frank chciał niemożliwego i chciał za wiele ( zachłanność wielu artystów zgubiła - ale muzycy po latach doceniali wysoko im zawieszoną poprzeczkę a Ruth podsumowała - ".... że Frank w nas wierzył bardziej niż my sami...." ) - a ludzie są tylko ludźmi. A o ironio - ci "krejzi" - np. Ricky Lancelotti czy Kin Vassy - nie sprawdzali się na żywo i nie potrafili podołać trudom intensywnego koncertowania - by za każdym razem wyjść i zaśpiewać profesjonalnie te trudne wokalnie partie - w trakcie 73 też miało się przewinąć kilku nawiedzonych i krejzi wokalistów - ale czasem to był jeden show, czasem trzy, a generalnie byli totalnie niezdyscyplinowani, nieobliczalni - skazani na śmierć przez dragi, farmaceutyki czy zwyczajnie uzależnieni od alkoholu. Na koncertowych dyskach w Deluxe Overnite - nie ma mowy o nudzie - jest granie na poziomie, który nie da się i chyba nikt nie będzie w stanie opisać słowami. Fenomen to również brzmi banalnie. Można śmiało poświęcić żywot na studiowanie tych kompozycji, solówek i aranży. Tym bardziej dziwią próby zaanektowania i "zawłaszczenia" Zappy przez nasze środowiska prawicowe czy "pro-kościelne" ( quasi dziennikarze ) , co jest obrazą dla tego obrazoburcy i prześmiewcy. Skoro nasze dawne związki - przyjmowały z honorami, darami, kwiatami i niemalże klękali przed Margaret Thatcher...... Zappa by się z tego zdrowo uśmiał i może machnął o takich oszołomach piosenkę.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3746
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: Frank Zappa

Post autor: Inkwizytor »

https://rlsbb.ru/frank-zappa-over-nite- ... sary-2023/

https://rapidgator.net/file/601d8c92d5c ... 3.rar.html

Dla niedowiarków lub malkontentów - "tych których nie interesują bootlegi" :D - naturalnie gorąco zachęcam by sprawić sobie taki cudny prezent - oryginał box na Mikołajki czy Barbórkę, bo przecież nie możemy promować złodziejstwa, bandyctwa i piractwa :wink: . Gwarantuję, iż nie jednemu urwie głowę granie na trzecim dysku z Hollywood. Skład i konstelacja firmujące koncerty z Roxy były genialne - ale wiosenne występy gdy jeszcze błyszczał Underwood, Marquez czy Ponty ( jego znajomi przyznają i stawiają sprawę jasno - nie mógł ścierpieć, iż Zappa chciał kogoś takiego jak On - z Takim ..... nazwiskiem :D a przy okazji sukcesywnie spychał go w cień, ograniczał jego solówki i przymuszał by na scenie był "silly" - a to nie jego świat - zbyt poważnie traktował siebie i swoje granie by się wydurniać - w wieku 31 lat ? ). Jak dla mnie fusion ówczesnego Zappy deklasowało ówczesnego choćby Davisa.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
ODPOWIEDZ