King Crimson

Biografie, dyskografie, opinie.

Moderatorzy: gharvelt, Bartosz, Dobromir, Moderatorzy

Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3925
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Post autor: Inkwizytor »

Zgadza się na boxie Starless - Dr.D "rządzi" z kolei na Starless pojawia raptem może raz. Fajnie, że ta zawiła i szatańska sprawa się wyjaśniła :wink:


Ostatnio dzięki Pawłowi, który otworzył szeroko swój karmazynowy sezam mogłem wrócić do niektórych koncertów i w dalszym ciągu jeśli już - to skupiam na wykrojonych dłuższych improwizacjach bo kolejne Lark`s II czy Easy Money niekiedy mnie "nudzą". Nie przestają mnie fascynować takie podróże w nieznane jak np w Rzymie:

https://www.youtube.com/watch?v=MXjYJ9Y__f0

Czy z Paryża:

https://www.youtube.com/watch?v=7K0A1WmrVPw

Lub Cleveland:

https://www.youtube.com/watch?v=78vM4OkemQs

Do znudzenia to powtarzam - że gdyby odpowiednio wykroić i zestawić improwizacje z trasy marzec/maj 73 - to powstałby album, który spokojnie przyćmiłby Bible Black. Surowość bywa zaletą ale oddałbym cały majątek (Obajtka :wink: ) by jakimś cudem objawiły taśmy z konsolety z w/w trasy.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Heartbreaker
longplay
Posty: 1366
Rejestracja: 28.03.2009, 08:16

Re: King Crimson

Post autor: Heartbreaker »

Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3925
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: King Crimson

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=t4hrwgMndEo

https://www.youtube.com/watch?v=pIDrvoI_hJ0

Wypłynął ku radości fanów materiał dla Midnight Special - świetna jakość i Crimson w szczytowej formie w najlepszym wedle wielu składzie - trudno uwierzyć, że to już 50 lat - niestety Wettona od lat nie ma wśród nas - to również okazja mimo skróconych wersji - podziwiać jak wówczas w dalszym ciągu ewoluowali - jak pozbierali po odejściu Muira - który ośmielił i zachęcił Billa do ostrzejszej, bardziej ekspresyjnej gry - to widać i słychać. Data 12 października 73 może nieco mylić - może chodzi o oficjalną tv premierę a nagrano wcześniej - bodajże w czerwcu - jesienią Cross miał już na Mellotronie elektryczne piano plus mocno skrócił włosy :D - znów można ciutkę pomarudzić - że szkoda, że cały koncert z 73 z jakimiś długimi zakręconymi improwizacjami nie został zarejestrowany.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5261
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: King Crimson

Post autor: Crazy »

Sine ira et studio posłuchałem sobie płyty THRAK. Ona mi się kiedyś wybitnie nie podobała, ale że już nie raz się po latach zdziwiłem, a ostatnio musiałem oddać sprawiedliwość The Power To Believe, więc podszedłem do tematu, mam nadzieję, z otwartą głową.

Żeby nie zwodzić, powiem od razu, że nie urzekła mnie. Ale trochę próbowałem poanalizować, co mi w tych krimzonach nie gra w duszy, nie tylko na tej płycie przecież. I piszę tutaj nie żeby trollować, tylko jestem ciekaw, jak te moje odczucia mają się do tutejszej linii głównej, oprócz prostej konstatacji, że się nie znam ;-)

Pierwsza sprawa jest taka (i tutaj THRAK szczególnie silnie rozbrzmiewa): odbieram tę muzykę jako bardzo intelektualną, wykoncypowaną, za to zupełnie nie znajduję łączności emocjonalnej. Pewnie tędy w ogóle przebiega podział na Crimson, który lubię i ten, który nie. Bo przecież debiut, Islands czy Starless głęboko mnie porusza. Na THRAKu nie ma chyba ani momentu, gdzie bym cokolwiek poczuł, za to oczywiście są liczne momenty, gdzie mógłbym pocmokać nad rozwiązaniami harmonicznymi, rytmicznymi, aranżacyjnymi, etc., tylko że mało mi się chce ;-)
To, co mnie interesuje, to: czy my (w sensie tutejsi krimzonowcy vs. ja) różnimy się potrzebami czy też inaczej to słyszymy? Czy rozmaite eksperymentalne, awangardowe, niech będzie: genialne frippowskie kombinacje po prostu jednych zachwycają a innych nie interesują, bo czego innego szukamy? Czy jednak to, że muzyka na THRAK wydaje mi się okrutnie wykalkulowana i w ogóle nie sięgająca tzw. duszy, wynika z mojej oziębłości i braku umiejętności wczucia się?...

No, druga sprawa chyba powiązana, bo to kwestia samego Frippa i jego gitary. Zawsze słyszę, że to genialny wirtuoz, czemu wcale nie zaprzeczam, ale w ogóle nie docierają do mnie te jego wyczyny, nie mówię oczywiście o pięknych partiach w rodzaju Starless, tylko o tych różnych łamańcach, których na THRAK pełno (a tam ich na dodatek jest dwóch, nie?). Jak to mój kolega nazywa: mam prawdopodobnie jakiś antygen na Frippa, nie że nie lubię czy że mi się nie podoba, tylko że ja tak naprawdę nie słyszę, co on gra... taki rodzaj daltonizmu powiedzmy :roll:

Trzecia rzecz, to już sam THRAK: nie podoba mi się perkusja. Znowuż, mogę docenić techniczną stronę partii Bruforda, jak też matematyczną stroną, ale dla mnie on wali w te membrany, jakby chciał je przedziurawić i przy całym kunszcie - gdzie jest feeling?!

A czwarta, to wokalistyka, która zawsze wydawała mi się w King Crimson najsłabszym ogniwem i tu akurat mam trudność ze skumaniem, czym ewentualnie ktoś się zachwyca. Greg Lake śpiewał po prostu bardzo ładnie, choć nie był to jakiś wybitny wokal, ale na utworach z debiutu jest dokładnie tak, jak trzeba. W mojej ocenie potem z kolejnymi wokalistami było kiepskawo i Belew na THRAKu sprawy tu nie ratuje.

Moich tu wywodów proszę nie traktować jako próby kalania świętości ;-), to raczej próba autoanalizy prowadzonej na głos, ale w sumie ciekaw bym był głosów polemicznych, choć może na tych stu stronach wszystko już zostało powiedziane (trochę z tego czytałem, to jest fajny wątek, momentami prawie religijny :P). W razie czego niech zostanie jako kronika moich zmagań z THRAKiem - skądinąd cieszę się, że posłuchałem (utworu Dinosaur nawet trzy razy), bo zapamiętam, że to dobra płyta i nie będę się tak zżymał, kiedy wygra plebiscyt ;-)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3925
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: King Crimson

Post autor: Inkwizytor »

Nie wydaje mi się byś Crazy obraził czy naruszył jakąkolwiek "świętość". Gorsze rzeczy się widywało na tym forum lub wertując prasę muzyczną - pamiętam z lat 90 wypowiedź jakiegoś naszego muzyka z bandu coś-tam-coś-tam-Chrysler-Suicide czy jakoś tak :roll: , a mianowicie, że według niego debiut Crimson "... to największy melancholijny odpad w historii muzyki....". Za coś takiego to i owszem w mordę się należało :D Ja mimo, iż jestem fanem KC to również mam specyficzne podejście i spojrzenie - chociażby sprowadzające do unikania albumów studyjnych - preferuję ich koncerty i masę bootlegów. Mam wieli folder wyciętych improwizacji z 73 i słucham głównie tego - nijak ma się to do niekiedy głuchych i "nudnych" rzeczy studyjnych. Crimson nigdy nie był bandem studyjnym - na żywo dopiero cała muzyka ożywała i brzmiała jak powinna. To samo tyczy się okresu Double Trio - Thrak. Polecam krążki z tej trasy - B`Boom z Argentyny czy Vroom Vroom - Broadway / Mexico City 95/96. Tam te kompozycje brzmią świetnie i dopiero można je docenić. Fajna okazja do polemiki - spróbuję odnieść w punktach:

- Crimson był zdecydowanie formacją "intelektualną" i sami twórcy tego nie ukrywali - np. Fripp kiedyś rzucił publisi słynne cięte zdanie "... że nie jesteśmy po to by was zabawiać, tylko jesteśmy zespołem intelektualistów...". Bruford podobnie - od fanów wielokrotnie otrzymywał sygnał - iż wielu z nich czuło się nijako w obowiązku by na ich show przybyć pod krawatem, w garniturze i mieć co najmniej jeden doktorat i inne liczne studiach humanistyczne. Co innego zacięcie "intelektualne" - w sumie powód do domy być "zespołem dla myślących" a co innego zarzut o "przeintelektualizowanie" - już się robi groźnie i można o to solidnie posprzeczać. Crim nie byli rozrywkową ekipą w duchu rytmicznego wyzwolenia i rozerotyzowania a la Santana czy z sexy leaderem jak Whitesnake ( Coverdale odgrażał się na żywo co zrobi w nocy z kolejną dziewuchą :D )

- Co z dwiema pięknymi balladami One Time i Walking on Air - emocje, namiętność, uczucia, czyste piękno, wrażliwość, te ptasie trele gitarowe, ozdobniki, zawsze się przy nich wzruszam i ciut rozklejam i nie wstydzę tego, nigdy mnie nie nudzą i człowiek doświadcza przy nich "duchowego oczyszczenia" - może to kwestia innego progu wrażliwości i preferencji, dla mnie są prześliczne i nasycone emocjami, może dla innych brzmią łzawo, mazgajowato, płaczliwie, a la zawodzący kojot ( spotkałem z tym porównaniem ). Tu właśnie z feelingiem i wyczuciem delikatnie lekko jazzująco gra Bruford.

- W kwestii "mordowania bębnów i zabijania membran werbli" itd - taki był zamysł i charakter kompozycji na Thrak - miało być ciemno, mrocznie, metalowo, thrashowo, gniewnie - trudno do tych utworów dodać miotełki i cieniować, na marginesie już wtedy pojawił ostatecznych rozłam między Brufordem a resztą - on chciał i lubił grać najbardziej akustyczny jazz, chciał przemycić więcej takich zagrań - które zaowocowały projektem z Townerem i Gomezem - if Summer had its Ghosts. Rosła jego niechęć do agresywnych elektronicznych brzmień - np. odchorował ProjeKCt One - który był dla niego "nie do zniesienia".


- począwszy od Kolorowej Serii - Fripp i Belew coraz chętniej korzystali z syntezatorów gitarowych Rolanda - co znalazło kulminację i jeszcze większe szaleństwo przy okazji ProjeKCts - szczególnie Fripp rozbudowywał swoją szafę nakładając kilka Rolandów GR plus jakieś efekty - nie interesowało go tradycyjne rockowe granie i rockowa maniera - już o to mocno ścinał się w 77 przy nagrywaniu debiutu Gabriela z Bobem Ezrinem - ten chciał go przymusić by gał w rockowej manierze, czego ten nie mógł znieść, doszło, iż grał schowany za wzmacniaczami i kotarą na żywo pod pseudo Dusty Roads - bo nie chciał by go kojarzono z partiami gitary które wykonywał - a w okresie Thrak poszedł w stronę soundscapesów jeszcze bardziej, rzadko korzystał z charakterystycznych barw gitary - tylko te plamy, rozmyte smyczki, "duszki" itd itd. Był na innym etapie, innym człowiekiem, co innego go fascynowało - dobry przykład to jego plamy w Walking on Air.

- Belew był świetnym wokalistą - silnie zainspirowany Johnem Lennonem, nie wszystkim leżał ten styl i maniera. Przez Roberta był komplementowany jako "najlepszy ze wszystkich KC" - miał imponujący wachlarz środków wyrazu, maniakalny krzyk, szept, tęskny wokal do ballad, skandowanie, melodeklamacja, przeszywający lament i furia.... potem był krytykowany przez fanów że za bardzo "płaczliwy" czy pchający zespół w stronę "komercji".

- Lake był świetny - piękny balladowy, głęboki - a Wetton ? - również i męska siła, i liryzm ... nawet Boz też potrafił nieźle rockowo się wydrzeć.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5261
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: King Crimson

Post autor: Crazy »

Dzięki za bogatą odpowiedź. Może to dobry pomysł zanurzyć się trochę więcej w koncertowy świat zespołu. Nigdy nie miałem okazji słyszeć ich na żywo, a choćby i tutejsze (w tym wątku) relacje świadczą, że mogłoby to być doświadczenie niezwykłe. Coś mi się kołacze, że może u moich rodziców jest ten B'boom?... Muszę to sprawdzić. Inna rzecz, że co innego usłyszeć coś na żywo, a co innego płyta koncertowa.

Posłucham jeszcze tych dwóch ballad z THRAKa.

Ciekawa rzecz z tym:
Inkwizytor pisze: 16.04.2023, 11:47 taki był zamysł i charakter kompozycji na Thrak - miało być ciemno, mrocznie, metalowo, thrashowo, gniewnie
zetknąłem się już z tym nieraz, że metalowo, a nawet (?!) grunge'owo, jednak ja zupełnie tego nie słyszę. Może ciemno i gniewnie, może nawet momentami hałaśliwie, ale żadnych metali i grandżów nie słyszę tam zupełnie, to dla mnie sto procent proga w progu i tyle. Ale jak wiadomo, ja się na gatunkach nie znam :-)
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
Awatar użytkownika
Gacek
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4484
Rejestracja: 20.03.2010, 10:27
Lokalizacja: Wieliczka

Re: King Crimson

Post autor: Gacek »

Po latach mój entuzjazm do 3 ostatnich studyjnych Krimzonów też nieco opadł. Specyficzne to wydawnictwa i nie dziwie się że wielu osobom nie leżą. Tym nie mniej na THRAK akurat można łatwo wydłubać kilka oczywistych rzeczy co zresztą Inkwizytor wypunktował.
Przede wszystkim Walking on Air, tego nie da się opisać słowami, cudo. One Time też bardzo ładny i klimatyczny. Z rzeczy prostszych i bardziej wpadających w ucho Dinosaur czy Sex Sleep Eat Drink Dream, People nic wybitnego ale całkiem fajne piosenki, crimsonowe ale piosenki. Tytułowy to sieczka ale tu liczy się klimat, ma przewracać flakami i tyle.
Na każdej z tych płyt jest coś świetnego ale całościowo po latach też nie bardzo mi się chce słuchać tych rzeczy. Pewnie bym z tych trzech płyt teraz skleił jeden świetny album na miarę absolutnego geniuszu zespołu.

Co do koncertów to Crimson jest wybitnie koncertowym zespołem choć ja dla odmiany nie koniecznie chce tych koncertów z płyt słuchać. Warto z pewnością ale w większej ilości mnie nużą, kilka mam, czasem słucham. Za to możliwość zobaczenia zespołu na żywo to było spełnienie moich marzeń i ani przez moment nie byłem zawiedziony. Udało się dwa razy, grali przekrojowo (o tym nawet bym nie marzył a jednak). Takiego zespołu już nie będzie.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3925
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: King Crimson

Post autor: Inkwizytor »

Fajnie Panowie ( bo jak wiadomo "chłopcy to są w agencji towarzyskiej" :D ) - że ktoś znów ma ochotę na napisanie kilku zdań i zachęca siebie samego i innych pod wpływem muzycznej lektury do jakiś polemik / refleksji / wyrażenia wewnętrznego buntu przeciwko "ustalonemu kanonowi" czy co tam uważa - a szczególnie, że za rok będziemy obchodzić jesienią ok 30 rocznicę ukazania się tych nagrań czy pierwszych koncertów w Argentynie z tym repertuarem. Ciąg dalszy z mojej strony - aczkolwiek niestety będzie ciut "chaotycznie" :

- Obok wcześniej wymienionych kawałków z Thrak - wymieniłbym jeszcze inny silny punkt - Vroom Vroom - tu z koncertu ( a jakże ) - mnie uwiodła i usidliła środkowa sekcja tak od 1:27 min - posępny basowy pasaż - grany unisono przez Levina i Gunna - dowód, że w takiej ostrej, gwałtownej, napastliwej muzyce można przemycić odrobinę melodyjności, czułości i romantyzmu - na ile ówczesna stylistyka Crimson pozwalała - i jak riff wznosi się do góry silnie przywołuje czasy Red - tu ciekawostka - podobno ta sekcja pierwotnie miała być wykorzystana na Rad - o ile dobrze pamiętam z wywiadów i to się od razu słyszy - silnie przywołuje tamten album:

https://www.youtube.com/watch?v=XBsZt1gqK3o

- to prowadzi do kolejnego punktu - że wedle zainteresowanych - np. Bill w wywiadach to silnie akcentował - oraz fanów i innych fanów-muzyków - że Thrak był uważany za podróż do lat 70 - silniej był związany z końcowym okresem 72/74 niż z "Kolorową Trylogią" - uznawano i słusznie - RED za wielki album i pewnego rodzaju "zwieńczenie" tamtych lat, okresu, starań, wysiłków i aspiracji - a z drugiej co przykre - za krążek, którego potencjał nie został w pełni wykorzystany, doceniony i na żywo rozwinięty - wszystko za sprawą decyzji Roberta zostało zbyt gwałtownie "przecięte" a mogło się dalej rozwijać i Thrak był traktowany jako "Red XXI" w. - sporo w tym prawdy ale przestrzegałbym przez zbytnim upraszczaniem i stawianiem szybkiego znaku równości - to było o wiele bardziej skomplikowane i lepiej się tak nie śpieszyć - to nie jest proste równanie Red=Thrak.

- wędruje pewien "żart", że Red zainspirował o wiele więcej muzyków z innych kapek niż zwykłych zjadaczy chleba - coś jak Scofield - o którym mawiano "że to za trudne dla słuchaczy - jego słuchają i doceniają tylko inni instrumentaliści" - podobnie z Red - np. Cobain był fanem podobnie jak wielu punkowców, założycieli thrash czy industrial metalowych kapel - byli wprost zakochani w barwach i riffach Red - sami chcieli to maksymalnie popchnąć dalej i zobaczyć ile z tego sami wycisną dodając swoją "wrażliwość", gniew, wściekłość, nienawiść, surowość, power i wykop.
u
- do muzyki i pomysłów / estetyki Thrak się dojrzewa, podziwiam tych którym od razu to weszło jak w masło - ja potrzebowałem lat - zaczęło od koncertowego z Argentyny B`Boom - początkowo byłem przerażony i bałem się jak cholera - co to jest ?, co mam z tym zrobić ? - jak oni ostro grają - nasuwało to skojarzenia z opuszczonymi laboratoriami, halami produkcyjnymi, ss bunkrami, nielegalnymi szpitalami czy miejscami do wycinania organów do eksperymentów, stal, lód, krew i flaki na ścianach, zimne stoły do sekcji zwłok ale wszystko "na żywca".

- wytchnienie dawały w/w ballady - dowód na przywiązanie Adriana dla Lennona - Walking i One Time - gdy je pierwszy raz usłyszałem sam zacząłem się zachowywać jak nawiedzony czy uwiedziony - bliscy się podśmiewywali - że jestem jak w transie, nie mogłem przestać ich słuchać, niczego wcześniej takiego nie słyszałem - naturalnie były to wersje live z Japonii nagrane z nocnej audycji radiowej.


- wracając do fanów/muzyków - krajowe koncerty zrobiły u nas furorę - np. gorącym orędownikiem nowego soundu Crim był Krzywański z Republiki - szeroko komentowano i cytowano jego i jego przyjaciół wrażenia - że nie są homofobami - ale przy Crimson - Metallica "to pedały" :D - sporo było w tym racji - że taki szok, iż panowie pod 50 lub zdrowo po 40 potrafią zagrać tak nowocześnie, z pazurem, wymieść konkurencję, wyrazić wszelkie mroczne strony duszy człowieka doby XXI, korzystać z najnowocześniejszej technologii przy zanurzeniu do mrocznych lat 70.... a wiadomo w jakiej kondycji były inne dinozaury w połowie lat 90 - Crimson Thrakiem naprawdę nieźle ludziom namieszali w głowach.


- polecam B`Boom z koncertu - jak na Crim niecodzienna okazja by wszelkie niby afrykańskie i egzotyczne rytmiczne zabawy unurzać w elektronicznym i ambientowym sosie....


- Fripp nigdy nie był gitarzystą, którego się słuchało dla szybkich wzruszeń i który wyciskał łzy ze strun i gryffu - to nie był Gilmour, Latimer, Akerman, Hackett czy Moore - choć np. zdarzały mu się w przeszłości piękne i melodyjne namiętne solówki - warto przytoczyć obok partii Starless - np moją ulubioną z Night Watch z Amsterdamu 73:

https://www.youtube.com/watch?v=Qx1hRWpIYVY

- wstyd się przyznać, ale gdy pierwszy raz w grudniowy wieczór odpaliłem ten show - to przy Watch kilka razy otarłem nochala - tak mnie to wzruszyło.... piękne i wzruszające do łez ....

- inna super solówka była domeną Exiles:

https://www.youtube.com/watch?v=qsP49QAxsHE

- w późniejszych latach Fripp z pewnym dystansem / ostrożnością i dezaprobatą podchodził do zagadnienia "rocka-progresywnego-symfonicznego" i dawnych kolegów - których traktował z pobłażaniem - gdy jego zdaniem - próbowali go znów wciągnąć w ten dla niego zamknięty świat i zassać do tej stylistyki - dla nielicznych robił wyjątki np. dla dobrego przyjaciela śp. Johna Wettona - gdy ten poprosił o zagranie krótkiej ....nawet nie solówki ale parodźwiękowej partii - gdy Robert zapytał "dlaczego chcesz bym ja to zrobił " ? - John z uśmiechem odparł - że "... nikt oprócz Ciebie lepiej tego nie zrobi i dobrze o tym wiesz...." - wyszło uroczo ale wielu fanów do dziś uważa, że to zagrał Steve Hackett - partia ma wiele z jego stylu :

https://www.youtube.com/watch?v=DfF7eH2P_SM

- podobnie jak w przypadku ewolucji stylu jazzmanów np. Davisa czy Coltrane`a - niemożliwe jest odpowiednie zrozumienie jego późniejszych nagrań - jeśli nie zaznajomiło się z tym co robił wcześniej - to samo można powiedzieć o Thrak Frippa - polecam koniecznie lekturę która i mi zabrała kilka lat - projekt z Sylvianem - wspaniały koncertowy Damage - gdzie obok Dave`a ( który odmówił wejścia w King Crimson - nie mógł znieść ciężaru legendy i ogromu oczekiwań ) mamy już Gunna i Mastellotto:

https://www.youtube.com/watch?v=fFBPzMPSLr8

- znam piękne jednostki - które do Crimson podchodzą z rezerwą - ale projekt Damage ( Frippa i Sylviana ) traktują jak najwyższą muzyczną świętość - czym i mnie zarazili - przyznam, że dopiero gdy poświęciłem wiele czasu na ten koncert - wnikanie w rytmiczne, harmoniczne, aranżacyjne, niuanse, barwy syntezatorów, perkusji, w aurę całości - to wiele mi dało by lepiej zrozumieć koncerty Double Trio Thrak - znów - to nie jest proste równanie - Damage = Thrak, pewna ewolucja - jednak to wiele daje. Ciekawe co by z tego wyszło - Sylvian/ Fripp/ Levin/ Belew/ Gunn/ Bruford i Mastellotto..... o ile David i Adrian daliby radę razem współpracować.
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4093
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: King Crimson

Post autor: Monstrualny Talerz »

Oj, kolega się naraża...
Crazy pisze: 16.04.2023, 23:25
zetknąłem się już z tym nieraz, że metalowo, a nawet (?!) grunge'owo, jednak ja zupełnie tego nie słyszę.
Przecież utwór Thrak to jest najbardziej metalowy, ciężki, industrialny kawałek jaki znam. Do tego jeszcze przepełniony (dla mnie) emocjami, bo wyobrażam sobie jakiegoś stwora z metalu, robota, jakiegoś innego molocha z futurystycznych światów, który krzyczy z rozpaczy po jakiejś przegranej/upadku/odkryciu czegoś. Trochę jak wyznania samochodowego wraku w Dig Me.
Crazy pisze: 16.04.2023, 23:25 Może to dobry pomysł zanurzyć się trochę więcej w koncertowy świat zespołu.
Na początek, jeszcze w ramach PlebLat90 polecam ThrakAttack :)
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3925
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: King Crimson

Post autor: Inkwizytor »

Z Thrakattack był uważał - to chyba jeden z ostatnich albumów, które bym komukolwiek spoza "kokona psycho-fanów crimson" rekomendował - ba.... to już na forum padło - że nawet zatwardziali kolekcjonerzy i zbieracze, którzy zjedli i połamali zęby na ich muzyce stosunkowo rzadko po niego sięgają. Jest to intrygujące wydawnictwo lecz wyjątkowo ekstremalne i ukazujące najbardziej odjechane i radykalne podejście do "muzyki", improwizacji oraz kreowania specyficznej atmosfery - sam już nie pamiętam kiedy ostatni raz przesłuchałem je w całości - to wycięte "jamy" lub jak kto woli improwizacje z kawałka Thrak - owszem, to bardzo wiarygodny i szczery portret Double Trio - ale pozbierane wycinki tego co dobijało lub przebijało ścianę - dalej już się nie dało.

Z tej prostej przyczyny polecam świetne show np. z Wiltern - sam wymagający lider był z niego tak zadowolony, iż z marszu chciał go wydać ale taśma na jakiś czas zaginęła:

https://www.progarchives.com/album.asp?id=10997

Równie dobry jest Chicago:

https://www.progarchives.com/album.asp?id=59190

Oraz te szeroko bootlegowane - wykorzystane też jako materiał video / dvd - z Japonii:

https://www.progarchives.com/album.asp?id=31474
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3925
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: King Crimson

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=Jd8HffL4NcI

Warto sięgnąć po Chicago, Vroom Vroom , Broadway - choćby z powodu na swój sposób "żartu muzycznego" - Beatlesowskiego Free as a Bird - granego często jako chwilka wytchnienia po industrialnej jeździe Thrak i jako mini wprowadzenie do adekwatnego Walking on Air, dowód na wielkie przywiązanie i atencję Adriana dla Lennona. Publiczności się również podobało i potrafiła docenić wykonanie z pewnym "żartobliwym zacięciem"... kilka lat później Crimsoni okazjonalnie prezentowali w ramach improwizacji "projeKctów" - swoje spojrzenie na Tomorrow Never Knows lub króciutki cytat, żal, że nie chcieli tego pociągnąć dalej:

https://www.youtube.com/watch?v=FgqNfbLI8h0
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Awatar użytkownika
Monstrualny Talerz
limitowana edycja z bonusową płytą
Posty: 4093
Rejestracja: 24.05.2017, 10:29

Re: King Crimson

Post autor: Monstrualny Talerz »

Inkwizytor pisze: 17.04.2023, 18:51 Z Thrakattack był uważał - to chyba jeden z ostatnich albumów, które bym komukolwiek spoza "kokona psycho-fanów crimson"...
Ciiii, chciałem wkręcić Crazy`ego, może by się nabrał i posłuchał ;)

Ja Thrakattacka uwielbiam. Słuchałem wielokrotnie na słuchawkach wtapiając się w te absolutnie niesamowite dźwięki. Znam chyba każda nutkę. W okresie mojego największego Crimsoapostolstwa polecałem wszystkim znajomym jako najlepszy metal/psychodelę/techno/ambient/industrial, generalnie coś co ryje beret jak należy. No, ale jakoś nikt nie załapał mojej miłości ;)

A propos koncertów to świetną rzeczą był KC bez Frippa czyli Crimson Project chyba w 2013 czy 2014 r., na którym miałem szczęście być. To był Crimson jak należy, z radością, werwą i bez tego frippowego nadęcia. To była chyba najfajniejsza koncertowa rzecz jaką widziałem i Belew z wiertarką w Thraku - piękne. Tak naprawdę to nie wiedziałem nigdy, które dźwięki dobywały się z Frippa, które z Belew, a które jeszcze z Trey Gunna. Dopiero na niektórych filmikach można się dokładniej zorientować - dzięki ci Inkwizytorze za te z Sylvianem z koncertów. Miałem taki czas pewnej jesiennej zimy, że w kółko tylko tego Damage słuchałem, mało do kogo się odzywałem, mało kogo spotykałem, z perspektywy lat ciekawe wspomnienie.
Awatar użytkownika
Inkwizytor
japońska edycja z bonusami
Posty: 3925
Rejestracja: 06.05.2007, 19:19
Lokalizacja: Monty Python`s Flying Circus

Re: King Crimson

Post autor: Inkwizytor »

https://www.youtube.com/watch?v=D0dOWBwaDO4


Fripp z Sylvianem z Japonii - the Road to Graceland - to jeden z moich ulubionych koncertów - ma tę magię i to "coś" - nie da się opisać słowami - a poznałem to dość późno - najpierw mi jakoś przemknęło niby niepostrzeżenie - było OK i tyle - ale gdy poznałem pewną wyjątkową damę - zakochaną bezgranicznie w tym projekcie i Sylvianie jako takim i dzięki licznym rozmowom - gdy otworzyła mi oczy ( nic niestosownego nas nie łączyło :wink: ) na tę muzykę - wtedy dopiero zaskoczyłem i sam się w niej zakochałem a dorobek Crimson znałem już w 80 % w tym tony bootlegów. Dotarło do mnie, że to prawie "crimson" i pewna fantazja i " co by było gdyby" w istocie David się przełamał i zasilił KC - na swój sposób to zrobił tutaj. Piękne ballady - niesamowite brzmienia, korzystanie z ówczesnej elektroniki - a jak panowie grają na 4 gitary - choć wtedy gdy Sylvian łapie za wiosło to Trey koncentruje bardziej na partiach basu - np w otwierającym kapitalnym God`s Monkey. W połowie lat 80 gdy Gunn powoli zaczął współprace z Frippem wspominał, że niekiedy słyszał charakterystyczne pomysły i melodie - "... że nie pomylisz tego z niczym, gdy słyszysz to - od razu wiesz, że to Crimson...". A poległem gdy jako to snob :roll: - kupiłem po latach pięknie wydane w pudełku z 24k złotą płytą Damage live.

Thrakattack jak najbardziej warto poznać i posłuchać - jednakże ja niczym lekarz - zalecam dawkowanie bo na raz wszystko może "zaszkodzić". Na marginesie panowie wykazali sporą odwagą wydając w 96 taki album - mnóstwo jest momentów że wszystko nam się wali na głowę - improwizacje z Muirem czy te najlepsze z wiosny 73 są inne - bardziej romantyczne - bardziej gotyckie ale mają strukturę - konkretny kierunek - a Thrakattack to ciosy zardzewiałymi piłami, hakami, nożami, toporami, łańcuchami - dosłownie z każdej najmniej spodziewanej strony - to jakby spotkać Cenobitów z dawnego Hellraisera. :D
...Nobody expects the Spanish inquisition !
Crazy
zremasterowany digipack z bonusami
Posty: 5261
Rejestracja: 19.08.2019, 16:15

Re: King Crimson

Post autor: Crazy »

Miałem taki głupi pomysł, że najpierw wczytam się porządnie we wszystko, coście tu pisali na tej ostatniej stronie wątku, posłucham wszystkich linków, jeszcze wgryzę się lepiej w THRAKa no i już będę właściwie gotowy, żeby napisać kompetentną wypowiedź :roll:
Zabrakło mi, delikatnie mówiąc, dużo, więc może napiszę, na jakim jestem etapie.

Po pierwsze THRAK - pozostaję przy zadowoleniu z odkrycia, że to dobra płyta, jakkolwiek pozostaję zdystansowany. Z balladek zdecydowanie bardziej One Time, która ma coś takiego, że może być no nie wiem czy następcą, ale w każdym razie nie przynosić wstydu nieśmiertelnemu I Talk To The Wind, bardzo fajny utwór, rzeczywiście zwiewny, z feelingiem i ciekawymi rozwiązaniami. Walking On Air jakoś nie chciało zaskoczyć i ogólnie - zdecydowanie słabiej wypadają według mnie elementy piosenkowe na tym albumie, co ja bym nadal przypisywał przede wszystkim wokaliście. Zdecydowanie nie umiem przekonać się do walorów Belewa, ani tym bardziej Wettona, cóż. Chociaż Dinosaur to niezły materiał na hiciora, prawdę mówiąc!
Zupełnie nie widzę natomiast tych strasznych właściwości utworu tytułowego, o których trochę tu było. Ot, coś tam łomoczą, niezbyt w sumie intensywnie ;-) (przepraszam tych, których emocje w tym momencie poczuły się zignorowane!!). A przede wszystkim: stuprocentowo progresywne kombinowanie z rytmem, chyba ci goście z Kobonga się inspirowali, tylko że oni to faktycznie łomotali wstrząsająco (inna rzecz, że nie potrafię w tym znaleźć urody, ale nie o Kobongu miało być).
Najbardziej tak naprawdę podobają mi się na THRAKu pierwsze dwa utwory: świetne instrumentalne granie. I Vroom Vroom pod koniec też bardzo gut, to jest prawdziwy czad! - tylko tam mi ta perkusja stuka po uszach.


Po drugie - koncertowo. Posłuchałem tego:
Inkwizytor pisze: 15.05.2022, 20:07 Nie przestają mnie fascynować takie podróże w nieznane jak np w Rzymie:

https://www.youtube.com/watch?v=MXjYJ9Y__f0

Czy z Paryża:

https://www.youtube.com/watch?v=7K0A1WmrVPw
jeszcze z jakimiś przyległościami, i to jest rewelacja! Takiego grania to i ja mógłbym posłuchać całą koncertówkę, może odpalałbym ją nie częściej niż jakiegoś Dark Magusa, czyli raz na kilka lat, ale za to jakie wrażenia by były! Muzyka przez największe M.

Po trzecie - bardzo bym chciał posłuchać z tych różnych linków do koncertowych wykonań z THRAKa, jak i znaleźć u Taty B'Boom, ale zabieram się do tego z namaszczeniem, i jeszcze dużo przede mną. Jak i dużo innych rzeczy okołofrippowych, choćby te z Sylvianem. A, no i obiecałem sobie kiedyś wrócić do Bible Black, zobaczyć, czy po latach nadal będzie mi się tak bardzo nie-podobać.

Po ostatnie - fanem King Crimson to ja może nigdy nie zostanę, ale jedno muszę przyznać z całą mocą i to właśnie te lata 90.:
Inkwizytor pisze: 17.04.2023, 15:09 taki szok, iż panowie pod 50 lub zdrowo po 40 potrafią zagrać tak nowocześnie, z pazurem, wymieść konkurencję, wyrazić wszelkie mroczne strony duszy człowieka doby XXI, korzystać z najnowocześniejszej technologii przy zanurzeniu do mrocznych lat 70.... a wiadomo w jakiej kondycji były inne dinozaury w połowie lat 90
Może od THRAKa zdecydowanie wolę Smashing Pumpkins i Nine Inch Nails, ale jak się porówna do tych innych dinozaurów, to ogromny szacunek i to naprawdę było poszukiwanie NOWYCH dróg rozwoju.
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
(Janko)
pirat mono
Posty: 2
Rejestracja: 08.05.2023, 18:35

Re: King Crimson

Post autor: (Janko) »

Inkwizytor pisze: 26.04.2023, 09:21


Fripp z Sylvianem z Japonii - the Road to Graceland - to jeden z moich ulubionych koncertów - ma tę magię i to "coś" - nie da się opisać słowami - a poznałem to dość późno - najpierw mi jakoś przemknęło niby niepostrzeżenie - było OK i tyle - ale gdy poznałem pewną wyjątkową damę - zakochaną bezgranicznie w tym projekcie i Sylvianie jako takim i dzięki licznym rozmowom - gdy otworzyła mi oczy ( nic niestosownego nas nie łączyło :wink: ) na tę muzykę - wtedy dopiero zaskoczyłem i sam się w niej zakochałem a dorobek Crimson znałem już w 80 % w tym tony bootlegów.
Tak ten koncert z Japonii ma coś w sobie co bije obie wersje Damage. Świetne są też botlegi z trasy w składzie Sylvian Fripp Gunn. Można na YT znaleźć kilka filmików marnej jakości. Fripp w jednym wpisie w swoim dzienniku pisał, że odnazl pliki z tej trasy i ma nadzieję, że Sylvian pozwoli mu to kiedyś wydać. Ja ma nadzieję na box podsumowujący tej etap jego kariery.

https://www.youtube.com/watch?v=bgbD5Y1t8FI

youtube.com/watch?v=o480Sqh_Z7M
ODPOWIEDZ