Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna Muzyczne Dinozaury
i ich następcy
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Singer/Songwriter

 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3912
Skąd: Opole

PostWysłany: 20.01.2021, 20:06    Temat postu: Singer/Songwriter Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Obiecałem Wojtkowi, że podeślę mu paru wykonawców aby sobie posłuchał i może załapał ale pomyślałem sobie nie ma takiego tematu a może jeszcze ktoś inny skorzysta to do dzieła.

Singer/songwriter to muzycy, którzy piszą, komponują i wykonują swój autorski materiał Najczęściej nagrywają z towarzyszeniem gitary akustycznej lub fortepianu ale nie tylko bo i zespół elektryczny towarzyszący też sobie pogrywa. Jest wielu takich artystów, jest mnóstwo płyt jak zwykle lepszych i gorszych. Do najbardziej znanych wykonawców należą: Bob Dylan, Joni Mitchell, Al Stewart, James Taylor, Carole King, Neil Young i wielu innych o których pewnie sami wspomnicie.
Ja zajmę się tymi mniej znanymi i do tego raczej w okresie czasowym, który mnie najbardziej interesuje.
To na początek może
MIKE COOPER nagrał kupę płyt ja znam i polecam: „Trout Steel”/1970/ oraz „The Machine Gun Company” /1972/.
Pierwsza to swobodny niecodzienny kolażowy folk z piękną „I Got Mine” na czele. Bardzo ciepła, dobrze wykonana, dynamiczna muzyka napędzana świetną gitarą z okazjonalnymi i bardzo satysfakcjonującymi elementami waltorni i perkusji inspirowanej free jazzem.
Druga podobna w wymowie tylko może bardziej dynamiczna.
https://www.youtube.com/watch?v=ZmG33c3rado

BONNIE KOLOC – After all this Time /1971/
Gdy został wydany to jego popularność w kręgach Bohemy sięgała zenitu. To śpiewający psychodeliczny folk z zakręconą solówka gitarową w „One Sure Thing”
Pełen ekspresji wokal świetnie współbrzmi z zespołem. Kolejne trzy płyty również warte są uwagi.
https://www.youtube.com/watch?v=3Mh49vFatdY&list=PL8a8cutYP7frG-J9pWwYkDUnKLwqHg-nk&index=1

IAN A. ANDRESON – A Vulture Is Not A Bird You Can Trust /1971/
Swoją debiutancka płytę nagrał wraz z Mike’a Cooperem. Tutaj na swojej już piątej zawarł nagrania osadzone w brytyjskim folku, balladzie czasami mające lekki wykop.
https://www.youtube.com/watch?v=wvyY-jLKcV0&list=RDwvyY-jLKcV0&start_radio=1&t=2
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3912
Skąd: Opole

PostWysłany: 22.01.2021, 18:45    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

PHILIP JOHN LEVIN - Diamond Love and Other Realities /1976/

Dojrzała i dziwna, mająca jazzowo funkowe fluidy w bestialskim wykonaniu. Utrzymana w jakimś dziwnym filtrze czasoprzestrzennym pozwala utworom naprawdę dryfować. Gniewny folk w "A Friend of Mine" przełamuje zaklęcie w którym sie znajdujesz po wysłuchaniu pierwszej strony.
Levin jest galowym wokalistą, bajecznie fajnym i pozwalajacy nutom przechodzić gładko w naturalną rzeczywistość.
Płyta dojrzała i wrażliwa ale wciaż dziwna.

https://www.youtube.com/watch?v=LNHse595OKs

B.B. McAllen - McAllen /1971/

Niesamowita 12-strunowa gitara z East Lansing w stanie Michigan.
Trochę brzmi jak Tim Buckley i jest naprawdę interesujący.

"Lady Today" to całkiem niezły kawałek psychodelicznej podróży a "Love Song to a Cat" zapewnia mistyczna miksturę z echem wokali w trybie lat 60-tych. Teksty antywojenne a całość zapewnia oryginalny dźwięk.

https://www.youtube.com/watch?v=j7hUYcKyf3k

ANDY ROBERTS - Home Grown /1970/

Pochodzący z Hatchend w Anglii, Roberts nagrał płytę spokojną ale mającą ponury charakter i ociekającą wiejskimi brytyjskimi posiadłościami i życiem w nich panującym. Bardzo ładna muzyka.

https://www.youtube.com/watch?v=6wrrzVgopXE
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3912
Skąd: Opole

PostWysłany: 29.01.2021, 11:55    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Niewiele legend krąży w historii brytyjskiego folku, oto jedna z nich.
Anne Briggs brytyjska piosenkarka i autorka tekstów, była wpływową postacią sceny folkowej a także inspirowała takich twórców jak choćby Bert Jansch, Richard Thomson czy Maddy Prior.
Znam jej trzy płyty i po wysłuchaniu jednej z nich, pomyślałem sobie: no nie gitara i wokal, to kiepsko, a czasem tylko wokal, o to chyba nie dla mnie.
Ale nie.
Czysty, dźwięczny głos, bliższy ciepłu zaintrygował mnie i zacząłem uważniej się przysłuchiwać.
„The Time Has Come”, „Anne Briggs” i „Sing A Song for You” to są te trzy tytuły które polecam.
Nagrania brzmią bardzo dobrze a jej akompaniament na gitarze i buzuki jest zdolny jak jej napisane piosenki, które często są wspaniałe.
Ale wrażenie robi jej głos. Na drugiej płycie Briggs śpiewa a cappella w sześciu z dziesięciu piosenek, produkcja jest czysta i prosta, jakby mikrofon został umieszczony w pokoju wraz z wokalistką a wynik poszedł w świat bez żadnej obróbki czy manipulacji. W tych przedstawieniach niewiele jest wymuszonego dramatu, ale głos piosenkarki zamieszkuje te piosenki, jak utalentowany aktor wciela się całkowicie w postać, a dzięki najprostszym narzędziom zmienia te odwieczne melodie w historie, które wciągają słuchacza, wstrzymując go na pełne trzydzieści parę minut trwania płyty. Interpretacje jej są wyjątkowe pod względem piękna i elokwencji.
Jeden utwór przytoczę. To „Summer’s In”, w którym Briggs wykazuje doskonałe umiejętności w tworzeniu złożonych aranżacji, tworząc szybko zmieniające się nastroje. A gdy pomarańczowy blask zachodu oświetla stare idee postrzegając dziwny splątany krajobraz, to jakby złapał głos starych galaktyk. I jeszcze chciałoby się coś napisać ale…
I tu zaczyna się proza życia.
Wszystko co naprawdę powstrzymywało Briggs od sławy, to jej przeciwny charakter, miłość do alkoholu i podejmowanie dzikiego ryzyka. Stała się niewiarygodna i zniknęła w zapomnieniu. Nie chciała uczestniczyć w tym świecie pieniądza i nagrywania utworów na zawołanie.
Ale na szczęście zostawiła te trzy tytuły. Warto je poznać.

https://www.youtube.com/watch?v=rvb_APB46V0

https://www.youtube.com/watch?v=lokJc5xjq90&list=RDEMvqGy5mGvawQQR21qOkSINw&start_radio=1


_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3912
Skąd: Opole

PostWysłany: 31.01.2021, 22:30    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tym razem odkrycie z dalekiej Japonii.

DOUJI MORITA - Good Bye /1975/

Do widzenia przyjacielu
„Strata to sztuka współpracy między ludźmi, którzy nas opuszczają, a tymi, którzy pozostają. Tańczymy w cieniu ich nieobecności”.

"Good Bye" to płyta, która swobodnie pływa w swojej melancholii, zarówno pod względem tematycznym, jak i dźwiękowym. W hołdzie dla zmarłego przyjaciela, arcydzieło tej japońskiej wokalistki i autorki tekstów przemierza cenne wspomnienia z przeszłości i rozpaczliwe myśli o teraźniejszości. Całość pięknie okraszona jest eleganckimi wykonaniami orkiestrowymi i gitarowymi. To nie trwa długo, tylko około pół godziny, ale to zdecydowanie najlepsze rozwiązanie. Te dźwięki wyznaczają granicę między odnajdywaniem piękna w jego nędzy a tonięciem w mroku. Głos Mority ma sposób, który natychmiast wciąga moje serce, zwiewny i słodki z poczuciem tęsknoty i bólu. Po prostu wydaje mi się, że nie mam odpowiednich słów, aby opisać, jak ten album wpływa na mnie. Czasami po prostu słucham i płaczę, pływając we własnej melancholii, zatracając się w świecie smutku Doujiego Mority.

https://www.youtube.com/watch?v=3DIoDNxXruA

https://www.youtube.com/watch?v=s8uBsjqbS8Y


_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
SafeMan
singel analogowy


Dołączył: 29 Paź 2019
Posty: 309
Skąd: Gdańsk

PostWysłany: 10.02.2021, 14:38    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

To ja skorzystam z wątku i polecę swój naulubieńszy album Singer/Songwriter.

JIM CROCE - You Don't Mess Around With Jim /1972/

Piękny głos, wspaniały wąs Wink Album wypełniony przepięknymi melodiami i delikatnymi, pełnymi wyczucia aranżacjami. Zaczyna się wprawdzie zadziornie od utworu tytułowego, jednak już druga piosenka wprowadza nas w nastrój wiodący, czyli melancholijny i balladowy. Jak wspomniałem, aranżacje są delikatne i nie odwracają uwagi od Jima - jego głosu i gitary. Piosenki takie jak New York's Not My Home, Photographs and Memories, Operator, ale przede wszystkim ponadczasowe Time in a Bottle sprawiają, że przenoszę się w inną rzeczywistość, gdy odtwarzam ten winyl. Zdecydowanie polecam posłuchać, jeśli ktoś jeszcze tego nie zrobił. No chyba, że ma awersję do melodyjnych ballad Wink

Jim Croce żył niestety krótko. Jego śmierć w katastrofie lotniczej w wieku zaledwie 30 lat nadaje nowej głębi Czasowi w Butelce.
_________________
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 21715
Skąd: Lesko

PostWysłany: 10.02.2021, 17:10    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Hm.... to bardzo pojemna kategoria. Grzesio często gęsto podsyła mi różnych takich wykonawców, dosyć często bardzo dobrych. Jednym z takich wykonawców był Bill Fay.
Debiut "Bill Fay" jest znakomity - świetne piosenki w efektownych, orkiestrowych aranżacjach - z rozmachem, ale nie pompatyczne.
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3912
Skąd: Opole

PostWysłany: 10.02.2021, 18:41    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tak dość pojemna szuflada.
Croce jest faktycznie fajny, ma bardzo ciepły głos.
a to polecam.
https://www.youtube.com/watch?v=dO1rMeYnOmM

A tu songwriter z zespołem
BOB SMITH - The Visit /1970/

Podwójny album zatytułowany „The Visit” został wydany w 1970 roku, ale niestety nie otrzymał odpowiedniej dystrybucji przez dłuższy czas, więc praktycznie przeszedł niezauważony.
Pomimo, że jest on firmowany nazwiskiem Boba Smitha to nie jest to jego solowe dzieło. Duży zespół, który towarzyszył liderowy przez cztery miesiące w studio wytwórni Kent Records, składał się z paru znanych nazwisk. Don Preston klawiszowiec The Mothers Of Invention, Daryl Dragon, John Lantini, Skip Schneider, Stan Keiser, Mike Degreve, James Curtis oraz Larry Chapman to ośmioosobowa ekipa odpowiedzialna za dźwięki wydobywające się z tej czarnej masy, no i do tego oczywiście trzeba dodać gitarzystę i wokalistę a także autora wszystkich czternastu utworów, Boba Smitha.
Co otrzymaliśmy?
Ponad godzinę klasycznej muzyki psychodelicznej zawierającej wspaniałe solówki gitarowe, trippowe efekty, płonące smugi klawiszy, eksperymenty dźwiękowe, kojące smaczki dobroci i dryfującego wokalu.
Pierwsze trzy utwory zaczynające ten album brzmią bardzo pozytywnie. Harmonijny wokal wykazujący wyraźnie liryczny charakter kopnięty zostaje przez kwasowe sola gitarowe i utrzymujący melodyjność groove organowy. Do tego „Constructive Critique” ma jedną z najładniejszych melodii na albumie. Przy „Ocean Song” tez trzeba się chwilę zatrzymać. Jazzowe solo gitarowe Smitha podkreślone subtelnymi dźwiękami wibrafonu ujarzmia tych parę minut aby roztopić się w pustce nieokreślonych obrazów.
Drugą stronę płyty wypełniają po części łagodniejsze dźwięki aż do momentu wejścia kolejnych dziwactw gitarowych. Smith używa tu fuzza, kaczki i innych przetworników i doprowadza w „Latter Days Matter” do jazzowego jamu na basowym podkładzie.
„Indian Slumber” to atonalna gra w połączeniu z czymś, co brzmi jak dziwaczny sitar, niezdarte klawiatury, beknięcie i ćwierkanie syntezatora oraz uporczywa syrena policyjna w tle, zmusza nas do ucieczki z tej złej jazdy. Ta podróż nie może się dobrze skończyć. Kruszenie kwasu tym razem zwróciło się w nieprzyjemny obraz.
Uff, po bolesnym „Indian Slumber” następnym na płycie pojawia się bluesowy kawałek „Source You Blues”. I jak to w bluesie zagrane z wielką trwogą dźwięki Hammonda mieszają się z gitarowymi przebłyskami i smutnym wokalem. Rasowe granie trzymające w napięciu i na oddechu. Smith zdecydowanie się rozkręca i wypełnia sobą przestrzeń niebiańskiej atmosfery.
Pieśń dedykowana Elmore Jamesowi, „Sunlight Sweet” do kolejny utwór na płycie. Kwasowa melodia uderza skutecznie w pogłębiony dźwięk perkusji a do tego dochodzi ciężko potraktowany wokal i numer staje się perełką stylu Zachodniego Wybrzeża.
Świetny wokal, świetna melodia i fajne efekty z ładnym solo Smitha to „Of She, Of Things”. Kurcze jak dużo tu powstało dobrego materiału, a przecież, tylko zwrócę uwagę, że autor jest mało znanym muzykiem. Acha, cały czas jak słuchałem tego numeru zastanawiałem się z kim kojarzy mi się ten wokal. Wiem! Pamiętacie płytę Tima Buckleya „Goodbye and Hello”? To właśnie ten tembr głosu, to właśnie to porównanie.
Kopnięta przez niesamowitą linię basu Johna Latiniego ścieżka „Mobeda Dandelions” szczególnie wyróżnia się z tego składu. Szczególnie środkowa część, która kręci się aż do utraty tchu.
Płytę kończą numery potęgowane rockiem. „The Path Does Have Forks” wyróżnia się prowadzącą linią fletu oraz nakładającym się wokalem i sfuzzowana gitarą, natomiast „Try, Try To Understand Yourself” wprowadza kojący dźwięk wibrafonu aby wyciszając zakończyć płytę.
Z pewnością jest to pozycja godna polecenia i tylko żałować należy, że Bob Smith nagrał tylko ten jeden album.
Więc nie marnujmy czasu na pierdoły i pozwólmy kręcić się „The Visit” jeszcze nie raz w odtwarzaczu.

https://www.youtube.com/watch?v=ZpBJv2YvJZo
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Oleeks
kaseta "żelazówka"


Dołączył: 05 Kwi 2015
Posty: 150
Skąd: Szczecin

PostWysłany: 11.02.2021, 18:52    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Greg zaawizował tutaj Carole King. Sygnowane jej nazwiskiem Tapestry to album świetny i godny polecenia, ale trudno nie zauważyć, że reszta jej twórczości pozostaje nieznana szerszej publiczności. Czy zatem ktoś mógłby się pokusić o rekomendację innych albumów artystki?

Z nadmorskiego Szczecina, z pozdrowieniami Smile
_________________
Normalność to pojęcie względne, natomiast nienormalność jest cechą immanentnie przypisaną do geniuszy - Marian Paździoch
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
WOJTEKK
box z pełną dyskografią i gadżetami


Dołączył: 12 Kwi 2007
Posty: 21715
Skąd: Lesko

PostWysłany: 13.02.2021, 12:34    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Tapestry to dla mnie taki album totalny - od A do Z - bez zbędnego dźwięku, arcydzieło muzyki rozrywkowej.
Na szczęście oprócz tego pani King nagrała jeszcze kilka fajnych płyt, moze nie tak dobrych jak Kobierczyk, ale zacnych - z czystym sumieniem polecam wszystko do "Throughbread" włącznie, szczególnie "Fantasy", "Wrap Around The Joy" i "Writer", plus wydany w 1996 roku koncert z Carnegie Hall z 1971 roku. No i inny koncert - nagrany w duecie z Jamesem Taylorem "Live at Troubadour"
_________________
Nie ma ludzi niezastąpionych. Oprócz The Rolling Stones.

http://artrock.pl/
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3912
Skąd: Opole

PostWysłany: 13.02.2021, 14:03    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

BOBBY LANCE

Debiut Lance’a został nagrany przy pełnym wsparciu wytwórni Atlantic, przy pomocy domowych muzyków tejże wytwórni. Swampers, zespół służący jako podstawowa grupa Bobby Lance’a działa na płycie niesamowicie udanie. Ale nie dziwmy się, podczas gdy legendarny saksofonista King Curtis prowadzi sekcję waltorni, a grupa wokalna gospel Sweet Inspirations zapewnia chórki. Ze swej strony główny wykonawca prowadzi odważnym, południowo-odmiennym głosem o zaskakującej rozpiętości i intensywności, doskonale pasującej do uduchownionych ballad i bluesowych rockmanów, które składają się na te album.
Sześciominutowy psychodeliczny blues „More Than Enough Rain” wgniata dodatkowym atutem. Gościnnie na gitarze slide gra Duane Allman. „Somebody Tell Me” otwierający płytę to rhythm and bluesowy groover z hipisowską nostalgią i na pewno znajdziemy tutaj jeszcze parę klejnotów. Gwałtowna linia melodyczna i zmęczony wokal są w „Somewhere in Between” bardziej rekompensowane przez grzmiący, desperacki refren, który samodzielnie napędza piosenkę w górę.
W kolejnym 1972 roku powstała płyta „Rollin’ Man”, będąca mniej ubrana od poprzedniczki. Nagrana w Nowym Jorku, tym razem z towarzyszeniem czteroosobowego zespołu, który Lance sam zwerbował. Płyta ta pomimo pewnych ograniczeń skupia się bardziej na mocniejszym rockowym rytmie. Poziom wykonawstwa piosenek jest całkiem przyzwoity i słychać wyraźnie, że Lance odnalazł swój rytm. Niestety te dwie płyty są jedynymi nagranymi przez niego i szkoda bo jego talent błyszczy na nich niczym krzem wypolerowany przez stuletni wiatr.

https://www.youtube.com/watch?v=o3a3Bhm4CdE
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Goran
epka analogowa


Dołączył: 06 Kwi 2012
Posty: 932
Skąd: Podkarpacie

PostWysłany: 13.02.2021, 15:42    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Oleeks napisał:
Greg zaawizował tutaj Carole King. Sygnowane jej nazwiskiem Tapestry to album świetny i godny polecenia, ale trudno nie zauważyć, że reszta jej twórczości pozostaje nieznana szerszej publiczności. Czy zatem ktoś mógłby się pokusić o rekomendację innych albumów artystki?

Z nadmorskiego Szczecina, z pozdrowieniami Smile

One to One z 1982r, nie jest to płyta na miare Tapestry ale bardzo miły pop, świetnie zagrany i jest kilka piosenek wpadających w ucho: Golden Man, Little Prince czy Life Without Love.
_________________
Mnie się podobają melodie które już raz słyszałem.No jakże może podobać mi się piosenka którą pierwszy raz słyszę?
Inżynier Mamoń
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość
greg66
japońska edycja z bonusami


Dołączył: 31 Sie 2008
Posty: 3912
Skąd: Opole

PostWysłany: 24.02.2021, 21:11    Temat postu: Zacytuj zaznaczone Odpowiedz z cytatem

Podobnie jak wiatr, moja dusza nigdy nie zazna spokoju.

Czas śniegu powoli się kończy, ale są miejsca na świecie gdzie zapora śnieżna jeszcze będzie się trzymać. I tak sobie pomyślałem, czy jest śnieżna muzyka, odpowiednio biała a może i czasami szara i brudna zmieszana maź z błotem.
I tak troche szperając znalazłem Mossy Davidson. To jedyna do tej pory znana mi wykonawczyni pochodząca i żyjąca na Alasce. I bardzo możliwe, że jest też ostatnim wykonawcą z tej śnieżnej krainy. Ale za to jakim. Słucham jej jedynej płyty i z przyjemnością informuję, że muzyka Alaski jest niesamowita.
Płyta "NorthWind Calling" została nagrana i wydana w 1977 roku i jest to cichy, duszpasterski i rzadki folk, za który tak lubię Vashti Bunyan, Bridget St. John i Lindę Perhapcs.
Piosenki Davidson mają cechę szybkiej, zapierającej dech w piersiach niewinności i zadziwienia. Muzyka jest bardzo prosta, szczera a specyficzny urok wokalistki sprawia, ze jest to prawdziwa perełka. Przez ponad 60 minut chodzimy po pieknej i różnorodnej Alasce, rozmawiamy z lisami, orłami, kojotami, przyglądamy się rzekom i górom.
Davidson poprzez swoją muzykę pokazuje nam te obrazy natura przetwarzając stratę, tęsknotę i radość.
„Jak długo Alaska będzie trwać w waszych lasach / Jak długo wasze góry pozostaną niezmienione przez ludzi / Jak długo wasze rzeki będą dzikie i czyste / Chociaż się zmieniacie / Zawsze będę słyszała”.
Autorka przywołuje ducha bardzo konkretnego miejsca i jego mieszkańców, czy to zwierząt, czy ludzi. Możesz poczuć otaczającą naturę przepływającą przez jej muzykę. Rzadkie i wyraźne aranżacje smyczków i harmonijki, które brzmią jak zamrożona muzyka country, z czasem się rozgrzewają i powitalny dźwięk ludzkiego głosu wita cię z zimnych, rozległych przestrzeni.
To bez wątpienia kolejny album z tych najbardziej poruszających i czysto emocjonalnych, jakie kiedykolwiek słyszałem.

https://www.youtube.com/watch?v=7GfpFV6snfc

https://www.youtube.com/watch?v=GCDdqEgcqAY
_________________
Summer Of Love'67
http://musicpsychedelic.blogspot.com
Powrót do góry
Ogląda profil użytkownika Wyślij prywatną wiadomość Odwiedź stronę autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Muzyczne Dinozaury Strona Główna -> Muzyka Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group